Blog
Trójpodział i równowaga władz - vide art.10 Konstytucji
John Locke
John Locke niezależny publicysta e-mail: johnlockesalon24pl@gazeta.pl
0 obserwujących 195 notek 102820 odsłon
John Locke, 25 lutego 2013 r.

Przemówienie Premiera Orbana - tekst

copy: wroclawskikomitet.pl
copy: wroclawskikomitet.pl

wpolityce.pl przeczytamy tekst przemówienia Premiera Wegier Wiktora Orbana

 "Już po raz piętnasty Viktor Orbán wygłosił doroczny raport o stanie państwa. W tym roku, w przemówieniu w Teatrze Millenáris w Budapeszcie, premier Węgier zawarł także wizję programową Fideszu na najbliższe dwie dekady. Poniżej publikujemy pełny tekst wystąpienia.

Szanowny Panie Prezydencie, Pálu Schmitt, wraz małżonką, Katalin! Droga Pani Dalmo [Mádl]! Panie i Panowie, wszystkim życzę dobrego dnia!

Zabierać głos po ministrze to sprawa łatwa, ale przemawiać po osobie duchownej to rzecz trudna. Cóż człowiek może powiedzieć po słowach Bożego sługi? [Viktor Orbán przemawiał po Zoltanie Balogu – ministrze zasobów ludzkich a zarazem pastorze kalwińskim – przyp. tłum.] Może najlepiej byłoby, drodzy Przyjaciele, gdybym to nie ja podsumowywał miniony rok – wszak namnożyło się w tej dziedzinie wielu żądnych przygód eksperymentatorów. Może lepiej, abym pozwolił, by ostatni rok przemówił sam za siebie: niech pokaże nam, co wydarzyło się w 2012 roku. Być może zacząłby od tego, że w 2012 roku urodziło się 90.300 dzieci, a więc o 2.251 więcej niż rok wcześniej. Możemy to uznać za efekt naszych działań na rzecz ochrony oraz wspierania dzieci i rodziny, których socjaliści zaniechali, a myśmy do nich wrócili, a także za efekt naszego nowego systemu opodatkowania rodzin.

Gdybyśmy jednak dostrzegli tylko tyle, łatwo moglibyśmy dać się wciągnąć w obszar przyziemnych gier politycznych, a przecież tu i teraz chodzi o coś znacznie ważniejszego. Chciałbym wierzyć, że za dobrymi wieściami stoją nie tylko posunięcia rządu, zresztą same w sobie godne uwagi. Może jest to jakiś poważniejszy znak, że maluchom przyszła ochota na narodziny, może to jakiś mocniejszy sygnał, a może rzeczywista zachęta – może one już coś wiedzą. Wiedzą, że mimo opadów śniegu, które obudziły nas dziś, wiosna nadchodzi niepowstrzymanie, a za skromną teraźniejszością skrywa się obfitsza przyszłość. Taka przyszłość, która przejdzie ponad uderzającymi falami europejskiego kryzysu i zawiera w sobie jakiś powiew optymizmu, coś napawającego nadzieją, podnoszącego na duchu, coś, co wzmacnia dostatek, radość, a może nawet szczęście. Może się spełnić, jak to zaplanowaliśmy, że rok 2013 rzeczywiście będzie rokiem wzrostu.

W ostatnich dniach czytałem wyniki badań poziomu życia – tak, są takie – najbardziej rozwiniętych krajów zrzeszonych w OECD. Z badań tych wynika, że 69 proc. Węgrów uważa, iż podczas przeciętnego dnia mają więcej doświadczeń pozytywnych niż negatywnych. W 10-punktowej skali Węgrzy poziom swego życia ocenili na 4,9 czyli prawie 5 punktów. Dużo to czy mało? To jest pytanie. Średnia wśród 34 badanych krajów wyniosła 80 proc. i 6,7 punktów. Z tego poziomu patrząc nasze 4,9 to mało. Jeśli natomiast popatrzymy z perspektywy ostatnich stu węgierskich lat, sprawa wygląda już inaczej.

Na przestrzeni minionych stu lat Węgrzy zmuszeni byli patrzeć na swoją gospodarkę tak, jak ludowa ballada o Kelemenie Kőmívesu opisuje losy przeklętego zamku w Déva [w Siedmiogrodzie] – co zbudowaliśmy do południa, to do wieczora zawaliło się, a co wznieśliśmy do wieczora, to do rana legło już w gruzach. Nawiasem mówiąc, dla 43 proc. Węgrów słowo „kultura” kojarzy się z literaturą, podczas gdy średnia w Unii Europejskiej wynosi tylko 23 proc., zaś korzystanie z bibliotek na Węgrzech nawet w ciężkich latach nie spadło. Jest więc wciąż nadzieja. W politycznym dyskursie wciąż można powoływać się na starą balladę „Kőmíves Kelemen”.

Tak więc to, co nasi dobrzy przodkowie zbudowali, zabrała I wojna światowa i dyktat pokojowy, który po niej nastąpił. To, co stworzyli nasi pradziadowie, zniszczyła II wojna światowa ze swoim dyktatem pokojowym. To, co wznieśli nasi dziadkowie i rodzice, zburzone zostało przez przymusową politykę gospodarczą systemu komunistycznego, która wpędziła cały kraj w pułapkę długów i zamknęła go jak w klatce. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę, że Węgry były w tej części Europy pewnym rezerwatem, który najlepiej chyba opisuje niepewna mieszanka obozu pracy z Funduszem Wczasów Pracowniczych, to i tak gospodarcze bankructwo socjalizmu przyniosło nam wielkie straty. W końcu to, co zbudowaliśmy po zmianie ustroju do roku 2002, potem runęło w latach 2002-2010. Kiedy więc weźmiemy pod uwagę nasz układ nerwowy, nadszarpnięty historycznymi doświadczeniami i dosłownie wystrzępiony jak linka hamulcowa zużytego roweru, wówczas okaże się, że wynik badania poziomu życia, pokazujący połowiczne zadowolenie, nie jest wcale aż taki zły.

Od liczb i wskaźników ważniejsza jednak jest lekcja, którą wciąż na nowo musimy powtarzać. W okresie zmiany ustroju naszego państwa istniała ponadpartyjna i ponadpolityczna obietnica, a nawet więcej niż obietnica – coś na kształt przyrzeczenia, które my, ludzie służący publicznym sprawom kraju razem złożyliśmy obywatelom Węgier, a brzmiało ono tak: nigdy więcej nie popełnimy błędów ekipy Kádára i ich socjalistyczno-robotniczej partii [MSZMP], nie będziemy z kredytów, z pożyczek branych za granicą finansować wydatków na konsumpcję. Możemy być biedni, możemy wpaść w tarapaty, ale z zagranicznych kredytów nie będziemy pokrywać społecznych świadczeń, zasiłków czy nie mających pokrycia podwyżek płac. Powiem po żołniersku: przyrzeczenie to zachowywaliśmy do roku 2002. Za gospodarczym załamaniem z roku 2008 stoi fakt, że socjaliści po roku 2002 odrzucili tamto historyczne porozumienie. Znamy tego następstwa – przepadła znacząca część emerytur, środków wspierających rodzinę i płac. Wiem, że słyszeliście to, Państwo, ode mnie już wiele razy. Wiem też, znając naszych rodaków, że Węgrzy nie lubią, jak im się coś wmawia albo wmusza. Gdy byłem niedawno w Ceglédzie, słyszałem opowieść o pewnej żonie, która szykując się na 50. rocznicę ślubu, na złote gody, urażonym głosem oskarżała męża, iż nigdy nie mówi jej, że ją kocha. Na to mąż odpowiedział: „raz już powiedziałem; jak będzie zmiana, wtedy dam znać.”

Opublikowano: 25.02.2013 08:06.
Autor: John Locke
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

http://johnlocke.org/

Ostatnie notki

Ostatnie komentarze

  • Problem formalnej niezawisłości i niezależności Sądownictwa w Polsce@Autor Jak PiS planuje...
  • Świadomy Wybór Obywatela @ALEXANDERG Zgadzam się - świadomy wybór i aktywny udział...
  • Obywatel może wiele zrobić @ALEXANDERG Jestem zdania, że Obywatel może wiele. To On jest...

Tematy w dziale