Mimo żem stary bigbitowiec, to ten Pan jest dla mnie zupełnie świeży jak szczypiorek, bo poznałem jego Muzykę dopiero kilka lat temu. Zresztą w postaci przetworzonej do jazzu. To był album Jacquesa Loussiera, którego też tą płytą poznałem i jest jednym z moich Namberłanów!
W całej nieprzeogromnej twórczości Erika (tak pisał swe imię, na przekór pisowni francuskiej, wedle której powinien być Eric) najwspanialsze dla mnie są Gymnopedia i Gnossiennes. Dotarłem więc po pierwszym zachwycie do nagrań fortepianowych granych tak, jak sobie to kompozytor wyobrażał - wcale nie mniej fascynujące.
Teraz kolekcjonuję wszelakie wersje instrumentalne, z których najpiękniejszą chyba jest duet braci Hackettów - gitarzysty (grał m.i. w Genesis i GTR) i flecisty (Sketches of Satie). Gitarzyści polubili to, co napisał Satie, ponad innych muzyków, stąd liczne wykonania (John Williams - ale nie ten od stu Oskarów za muzykę filmową, tylko klasyczny gitarzysta angielski).
Muzyka Satiego łączy pokolenia - moja córa jest nim tak zauroczona jak ja, i na swoim ipodzie ma wszelkie możliwe wykonania. Często zdarza się spotykać jego muzykę zawłaszczoną przez wykonawców z kręgów komercyjnego New Age. Jest też znakomita jako ilustracja filmowa.
Gorąco polecam - sprawdźcie - jeśli jeszcze nie znacie...
ps. notka zaczęła się jako komentarz na muzycznym blogu Waitsa, ale ponieważ u niego notki poszły dalej i "poważka" została nakryta Closterkellerem, więc pozwoliłem sobie usamodzielnić te słowa...



Komentarze
Pokaż komentarze (6)