Wcale nie będzie o White Power, wszechpolakach czy innych rasistowskich świrach - wręcz przeciwnie - mowa o Białych, którzy skalali się muzyką Czarnych, którzy propagowali ją wśród białej młodzieży i po całym świecie!
Biały blues to czarny blues grany przez białasów.
W Anglii zaczął to robić w początku lat 60-tych Alexis Corner a zaraz potem John Mayall, który w swych zespołach wychował całą gromadę znakomitości białobluesowych (Clapton, Green, Fleetwood...). Do dziś John Mayall, od dziesięcioleci zamerykanizowany, prowadzi słynnych Bluesbreakers. Niedawno hucznie i bluesowo obchodził 70-te urodziny! Do angielskiego wątku bluesa można dodać Chicken Shack, Savoy Brown, wczesny Feetwood Mac, nieco ostrzejszy rockowo Taste (z Rorym Gallagherem) i Free.
Moda szybko przeflancowała się na kontynent. W Holandii powstała grupa Cuby + Blizzards, z genialnym gitarzystą Eelco Gelingiem, którego usiłował skaptować wszędobylski Mayall. Livin' Blues to druga sztandarowa kapela z Niderlandów. Trochę dalej, choć też blisko morza, bo w Danii, powstał bardzo stylowy zespół Beefeaters.
Amerykanie mieli wzorce bliżej, więc tam białasy też wzięły się masowo za bluesowanie. Teoretyczne podstawy dał biały zbieracz i teoretyk bluesa John Hammond, którego syn do dziś jest jednym z prominentnych bluesmanów. Grupy znane to: Canned Heat, Allman Brothers Band, Paul Butterfield Blues Band i kopy innych.
Z czarnymi wzorcami białasy często grywały i pozostały wspaniałe nagrania Canned Heat z Johnem Lee Hookerem, Fleetwood Mac w Chicago z wieloma czy Howlin' Wolfa z muzykami Rolling Stones w Londynie.
I to by było na tyle, na dobry początek...



Komentarze
Pokaż komentarze (23)