W powodzi ważnych komentarzy o wyczynach POkrak i PiSuarów umyka smutna wiadomość z Wrocławia o śmierci Jana Kaczmarka, człowieka renesansowego, humanisty z zawodem inżyniera elektronika, rozśmieszacza i uważnego ośmiewacza.
We Wrocławiu wszyscy lubiący Janka wiedzieli o jego dzielnych zmaganiach z wyniszczającą chorobą, która odgrodziła Go od bezpośredniego bliskiego kontaktu z widzami spektakli kabaretowych a potem z radiosłuchaczami. Duch Pana Janka żył w działaniach kabaretu Elita i radiowego Studia 202. Jego perełki nie pokrywają się kurzem, przypominane przez Artura Andrusa.
A czasach, kiedy najbardziej znanym Kaczmarkiem jest przyboczny zdrajca Kaczyńskich, rozreklamowany transmisjami telewizyjnymi z korytarzy hotelowych, będzie nam dotkliwie brak Tego Kaczmarka, którego naprawdę warto pamiętać. Inżyniera polskiej piosenki kabaretowej, laureata festiwalu opolskiego, człowieka wielkiego serca i talentu. Bohatera Uśmiechu
:) :) :)
Już po napisaniu tej notki sprawdziłem, że o Odejściu Jana Kaczmarka napisali też Bluesover i Jarek Cyrankiewicz, proszę więc potraktować moje słowa jako żal wrocławianina po stracie dotkiliwej dla Wrocka, jak pieszczotliwie nazywamy nasze miasto...



Komentarze
Pokaż komentarze (1)