0 obserwujących
33 notki
10k odsłon
164 odsłony

Czy można wywróżyć pandemię? Część II: DESTRUKTOR

atak wirusa
atak wirusa
Wykop Skomentuj

W śluzie

Baxter nacisnął guzik uruchamiający hermetyczne zabezpieczenia. Usłyszeli sygnał przyjęcia polecenia, skrzydła drzwi ustąpiły.

Obaj naukowcy wybiegli na zewnątrz, a kiedy drzwi zasunęły się z powrotem, spojrzeli po sobie i zaczęli podskakiwać w szalonych podrygach, plącząc przewody kombinezonów i dokazując jak dzieci.

- Ależ byliśmy patetyczni! - zawołał John.

- Niczym bohaterowie kolejnego serialu dla idiotów!

Nie było awarii, a jednak komputer zablokował prace.

- Chodzi o te cholerne rzęski! - wrzasnął John Prebout. Jezu! Wiedziałem, że coś jest w nich nienormalnego. Niepotrzebnie zastosowaliśmy procedurę ochronną. Jak to teraz sprawdzimy? Pierre!

- Nie mogliśmy inaczej - tłumaczył Pierre. - Co z tymi rzęskami?

- Nie zauważyłeś? - odparł John. - Spotkaliśmy się oko w oko ze złem, zawiadującym destrukcją w naszych mózgach.

Pierre patrzył na przyjaciela z uwielbieniem.

- Masz rację, VM 2 do złudzenia przypomina jeden z dwu drobnoustrojów wegetujących stale w mózgu ludzkim! Ten, który steruje procesami starzenia i autodestrukcji, John! To znaczy, że... że...

- Że one egzystują także poza tym środowiskiem jak inne wirusy. W Kosmosie musiało nastąpić istotne przesunięcie energii. Też mi się to z czymś kojarzy, ale znowu nie wiem z czym.- dokończył John Prebout. - Nic dziwnego, że komputer zgłupiał zaskoczony niesamowitym odkryciem. Wracajmy do pracowni! Trzeba natychmiast dowiedzieć się czegoś więcej!

- To niemożliwe! - Pierre zagrodził ciałem drogę do drzwi. - Temperatura w pracowni jest zabójcza. Ocalał tylko inkubator.

- To jak do niego wleziemy? - zapytał John.

Baxtera zaniepokoił się o zdrowe zmysły przyjaciela.

- Nie możemy wejść do inkubatora. Nie jesteśmy wirusami!

Podniecenie opadło z Johna Prebouta, jak płaszcz. Wpatrywał się w hermetycznie zamknięte drzwi śluzy.

 [ kilka stron tekstu tyczącego się równoległego wątku.]

Alarm

krytycznego zagrożenia nie ograniczył się do laboratorium w Montrealu. Zanim John Prebout i Pierre Baxter ochłonęli z zaskoczenia, podobną przygodę przeżyło kilku innych uczonych pracujących w tym samym temacie. Wszędzie skrupulatnie wdrożono zalecenia bezpieczeństwa, nie było ofiar w ludziach, a mimo to wśród uczonych panował nastrój wyczekiwania na coś, co musi się zdarzyć. Wydawało się, że ich trzeźwe mózgi opanowała jakaś irracjonalna wiara w nieuchronność losu.

Po otrzymaniu raportów koordynator tematu, profesor Man Moises, zwołał naradę. Stan jego umysłu był niby nastrój chłopca zmierzającego na pierwszą randkę z dziewczyną. Zasychało mu w gardle i trząsł się z podniecenia. Był atrakcją eleganckiej dzielnicy Waszyngtonu. Wychodząc z domu, zakładał na siebie to, co akurat miał pod ręką, w związku z czym bywał na ogół ubrany nieodpowiednio. Nie nakrywał głowy, półbuty nosił na gołe stopy, a elegancką marynarkę narzucał na wymiętą górę od pidżamy. Długopis trzymał zwykle w zębach, jak pies gazetę. Moises otrzymał jednak Nobla w dziedzinie mikrobiologii. Wszystko, co poznał, układało się w jedną całość. Nieznane wyznaczyło mu spotkanie. Pozostawało opracować marszrutę. Istniało dla niego tylko to, co się w tym celu działo, a reszta była nieważna. Do Smithsonian przybyli wykonawcy prac oraz przedstawiciele departamentu obrony. Naradę prowadzono przy zamkniętych drzwiach.

- Co uzasadniało alarm? - rozpoczął Moises.

- Awaria, naruszenie pamięci komputera, błąd pracowników zagrażający zniszczeniem danych, katastrofa zewnętrzna, atak dywersyjny, albo...- współpracownik profesora zawiesił głos.

- Skoncentruj się na ,,albo” - ponaglił go profesor.

- Odkrycie niebezpieczne dla ludzkości – dokończył pomocnik.

- Czy aby informatycy nie przegięli pały? - myślał głośno Moises. - Zaprogramowali kryteria alarmu nie znając zasad biologii?

Szef informatyków postanowił wyjaśnić te wątpliwości.

- Opracowali je uczestnicy badań. Powstał portret pamięciowy mordercy, przed którym zablokowano drzwi.

- Rozumiem. - Moises nie wypowiadał zbędnych słów. - A jak macie zamiar odblokować program?

- To nie jest zadanie dla nas - odparł informatyk. - Uczeni muszą prześledzić, bit po bicie, wszystko co zarejestrował komputer. Najlepiej byłoby zobaczyć rezultaty prac wykonywanych we wszystkich laboratoriach w ostatnich sekundach przed zadziałaniem programu alarmowego. Niestety, te dane zostały również zablokowane, więc teraz trzeba znaleźć wspólny mianownik dla wielkiej masy niezależnie zgromadzonych informacji, które w ułamku sekundy przyjęły wartość krytyczną.

- Co pan proponuje?

- Radzę nie wszczynać badań, zanim uczeni nie znajdą tej zbitki. Obawiam się, że równoległe śledzenie informacji może trwać lata, ale być może jakiś szczęśliwy traf... Zresztą, kto przegiął pałę, musi ją teraz odgiąć...

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura