Cóż za obrazoburczy tytuł! Pewnie fanatyczny miłośnik Radia Maryja to wymyślił, a jeśli nie on, to na pewno jakiś dyszący nienawiścią katolik – pomyśli czytelnik. Tymczasem autorem tych słów jest… protestant, a na dodatek jeden z ojców Oświecenia oraz liberalizmu. Dlaczego John Locke, jeden z wynalazców tolerancji (!), nie przepadał za ateistami?
Locke’owi nie przeszkadzali wszyscy ateiści, ale tylko ci, którzy afiszowali się ze swoimi poglądami i żądali zmian panujących obyczajów. Mówił: „nie może żadnego przywileju (!-JR) tolerancji udzielić sobie pod przykrywką religii ktoś, kto przez ateizm burzy od posad wszelką religię.” Jego zdaniem ateiści nie byli godni zaufania, ponieważ nie wierząc w Boga, nie mieli powodów, by przestrzegać umów i dotrzymywać obietnic. Takie spojrzenie było zrozumiałe w czasach, w których obyczaje przesiąkały religią, a przysięga obowiązkowo musiała zawierać odwołanie do Stwórcy. A dzisiaj?
Dzisiaj możemy sobie wyobrazić minę Locke’a na widok kolorowych pochodów półnagich obściskujących się mężczyzn powtarzających hasełka o tolerancji oraz kobiecin z „Manify” rozprawiających z emfazą przed kamerami, jak „uwielbiają się masturbować”. Gdyby jeszcze nowi ideolodzy liberalizmu z „Gazety Wyborczej” zaczęli mu opowiadać o „neutralności światopoglądowej państwa”, biedny Brytyjczyk pewnie złapałby się za głowę i czym prędzej wrócił do swojego grobu.
Locke uczył tolerować ludzi, którzy na tolerancję zasługują. Poglądy zakłócające spokój w państwie, szkodliwe dla obywateli, nie mogą być tolerowane. Nie jest obojętne, w co ludzie wierzą, jakimi zasadami moralnymi się kierują. Także władzom państwowym – zdaniem Locke’a - nie powinny być obojętne zapatrywania obywateli. Neutralność światopoglądowa państwa to absurd, bo przecież to światopogląd kształtuje cnoty i ma wpływ na ludzkie postępowanie. To, czy ludzie będą oszukiwać urzędy podatkowe, zależy od ich światopoglądu. To, czy pracodawcy zbierają prywatne informacje na temat swoich podwładnych bez ich zgody, zależy od ich światopoglądu. To, czy taki czy inny działacz PSL-u organizuje sobie drogie wyjazdy za nieswoje pieniądze, zależy od jego światopoglądu. Jeśli więc władza chce być neutralna światopoglądowo, to niech lepiej od razu się rozwiąże.Bo bez kultywowania i ochrony przez rząd pewnych podstawowych wartości, społeczeństwo przestaje się rozwijać – podkreśla Locke. Ja bym powiedział ostrzej: zaczyna się cofać i sięga dna.
Jeśli więc nie neutralność światopoglądowa, to co? W przypadku Polski – chrześcijaństwo. Chrześcijanin –mam na myśli osoby, które z chrześcijaństwem łączy więcej niż chrzest – nie będzie oszukiwał urzędu podatkowego, nie pozwoli sobie na inwigilowanie podwładnych, a już na pewno nie poważy się na kradzież pieniędzy. A jeśli już tego się dopuści, to przyłapany okaże wstyd, z godnością przyjmie karę, zdobędzie się na przeprosiny. Władza, która wspiera takie wartości, przyczynia się do utrwalania spokoju i porządku w państwie, a także do rozwoju społeczeństwa, bo chrześcijaństwo uczy pracy nad sobą, odpowiedzialności za swoje czyny, troski o innych, świadomości własnych słabości i wielu innych pożytecznych postaw.
Czy to znaczy, że ateistę należy podejrzewać o wszelkie świństwa? Nie, przecież wiele osób niewierzących uznaje podstawowe wartości chrześcijańskie i stara się zgodnie z nimi żyć. Nieochrzczony Leszek Kołakowski często powtarzał, że mimo braku wizyt w konfesjonale i kościele „jest po stronie chrześcijaństwa”. Jezuita Karl Rahner nazywał podobnych ludzi spoza Kościoła „anonimowymi chrześcijanami”. Jeszcze niedawno ateiści często deklarowali, że choć nie wierzą w Boga i nie słuchają we wszystkim papieża, to uznają Dekalog. Takich ateistów warto tolerować – podkreślał Locke.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)