Mądry idiota – toż to podręcznikowy oksymoron, zaprotestuje czytelnik. Takie określenie w tytule tekstu zapowiada potężną dawkę głupoty i absurdu. Tymczasem o Mikołaju, najwniklejszym umyśle XV wieku oraz mądrym idiocie z niemieckiej Kuzy można powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że zwykł pleść głupoty.
Kim jest mądry idiota? To człowiek, który znalazł się w gronie najrozsądniejszych ludzi na świecie. Mikołaj z Kuzy mówił o takich ludziach, że osiągnęli szczyt poznania świata, ponieważ zgłębiając tajniki matematyki, biologii i teologii uświadomili sobie, iż żadnym sposobem nie są w stanie wytłumaczyć, kim jest Bóg. On bowiem wymyka się wszystkim znanym pojęciom, prawom i definicjom, którymi posługuje się nauka. „Ty jesteś całkowicie ponad wszelkie idee, jakie człowiek jest zdolny tworzyć” – mówi w modlitwie Mikołaj z Kuzy.
Co więcej, Kuzańczyk sądził, że ponieważ Bóg jako Stwórca jest początkiem („rozwinięciem”) i końcem („zwinięciem”)każdego kwiatka, drzewa, bakterii i zwierzęcia, to także poznanie ziemskiej natury ma swoje granice. Jak powiedział idol niemieckiego filozofa, Tomasz a Kempis: „Nie ma stworzenia tak małego i lichego, w którym by się nie odbijała dobroć Boża”.
Mikołaj z Kuzy, jak na filozofa przystało, wymyślał zupełnie nieprawdopodobne porównania, by wyjaśnić na czym polega myślenie mądrego idioty. Dla niego każde stworzenie, z człowiekiem na czele, przypominało kosmos. Ta metafora nie jest tak wariacka, jak się wydaje: żaden astronom nie może powiedzieć, że wie wszystko o wszechświecie. A czy istnieje nefrolog, który wie wszystko o nerkach? Nie, jego wiedza kończy się zazwyczaj na poziomie atomów, z których nerki się składają. Dzisiejsza fizyka mówi, że maleńkie atomy składają się z jeszcze mniejszych cząstęczek, a te z jeszcze mniejszych… Czy na świecie można spotkać fizyka, który powie, iż wie wszystko o atomach? Nie! Nikt „nigdy nie pojmie prawdy tak dokładnie, żeby nie mogłaby ona być pojęta nieskończenie lepiej”.
Takie lub analogiczne pytania powinny intrygować każdego człowieka – uważał Kuzańczyk. Pragnienie poznawania świata uznawał on za cechę ludzkiej natury. Tylko poprzez poznawanie świata człowiek staje się naprawdę mądry, nabywa „uczonej niewiedzy”. Dlatego gdyby Mikołaj z Kuzy zobaczył poziom polskich matur i usłyszał od oficjela MEN o „wyższości umiejętności myślenia nad wiedzą”, natychmiast dałby komuś takiemu po łapach belferską linijką.Przecież obniżanie wymagań względem uczniów to nic innego jak przytłaczanie naturalnegopragnienia poznawania świata. Jak uczeń ma poznawać prawdę o świecie, jeśli szkoła nie zachęca go do tego ucząc go pisania pod klucz egzaminacyjny? Jedyna nadzieja w rodzicach, ale co jeśli oni zaniedbają swoje zadanie (co zdarza się coraz częściej), a ich niedouczone dzieci sami założą kiedyś rodziny?
Jeszcze kilkaset lat temu zupełnie normalne było, że na uniwersytetach obok prawa rzymskiego, arytmetyki, astronomii czy dialektyki uczono się teologii i filozofii. Intuicyjnie rozumiano, że nie można wysyłać młodych gniewnych z samymi dyplomami w świat, bo trudno żyć w oparciu o "neutralność światopoglądową".
Na gadanie o konieczności wyrzucenia lekcji religii ze szkół Kuzańczyk parsknąłby więc śmiechem, a zobaczywszy brak przedmiotów teologicznych na większości uczelni przetarłby oczy ze zdumienia.Nie da się zaspokoić pragnienia poznawania świata poprzez samo czytanie podręczników, prowadzenie badań naukowych czy eksperymentowanie w laboratorium. To pragnienie może zaspokoić tylko Jezus Chrystus, Ktoś, kto najlepiej wyjaśnił, kim dla człowieka jest Stwórca świata, najwybitniejszy ekspert z dziedziny biologii, matematyki, fizyki czy medycyny.
Klasa szkolna to czasem jedyne miejsce, w którym uczeń może dowiedzieć się, czy warto chodzić do kościoła i co łączy biedronkę będącą przedmiotem badań entomologa oraz Wszechmocnego. Sala wykładowa natomiast byłaby doskonałym miejscem na kulturalną dyskusję o związku między cyklem życiowym gorczycy,a przypowieścią o ziarnku gorczycy.Z autopsji wiem, że ludzie młodzi bardzo dzisiaj potrzebują podobnych rozmów. Po pierwsze dlatego, bo jak Kuzańczyk już zauważył, młodzież jest szczególnie głodna poznawania świata, o ile przewodnik po tym świecie chce i potrafi pokazywać jego wyjątkowość. Po drugie dlatego, bo myślę, że większość z nas, młodych - nawet tych niewierzących - podświadomie czuje to samo, co Mikołaj z Kuzy, który twierdził, że „poznając idee Boże poznajemy rzeczy o wiele głębiej i dokładniej niż poznając je w nich samych; poznając więc Boga,tym samym wnikamy poznawczo w naturę rzeczy”. Popularność organizowanych przez kapucynów "Rekolekcji dla głupich" potwierdza, że wielu młodziaków chciałoby stać się ludźmi uczonej niewiedzy, mądrymi idiotami, a nie tymi, którzy nie potrzebują religii, bo oni i ich podręczniki wszystko wiedzą najlepiej.
Wielu nawróconych naukowców mawiało, że do wiary w Boga doszło dzięki nauce, że nabrawszy rozumności po latach studiów i badań, zaczęli wierzyć. Mikołaj z Kuzy zauważył też odwrotną prawidłowość: wiara w Boga może nauczyć rozumności, lata szczerej modlitwy, siedzenia w Biblii oraz częstych wizyt w kościele mogą zaszczepić w człowieku miłość do nauki.


Komentarze
Pokaż komentarze