23 obserwujących
349 notek
532k odsłony
  1150   2

O czym Kaczyński miałby dyskutować z Tuskiem?

Donald Tusk, który szturmem i podstępem (złamane trzy art. Konstytucji: 1, 11 i 13 i dwa art. ustawy o partiach politycznych: 8 i 9), co można nazwać partyjnym zamachem stanu, ponownie wdarł się do polskiej polityki, objeżdża kraj i namawia zwolenników Platformy Obywatelskiej do buntu przeciwko legalnie ustanowionej władzy. Tusk w swoim zadufaniu, że wszystko może, wzywa Jarosława Kaczyńskiego do debaty „twarzą w twarz”, czyli do osobistego spotkania i otwartej dyskusji o sytuacji w naszym kraju. Ale, tak naprawdę, to, o czym ci panowie mieliby ze sobą dyskutować? O uległości Tuska wobec UE, który zawsze trzyma stronę obcych, nieustanie krytykując nasz kraj? A może o programach swoich partii? To byłoby bardzo sensowne, tylko szkopuł w tym, że PO takiego programu nie ma. Politycy PO wprawdzie twierdzą, że program mają, ale pytani o szczegóły powtarzają, że ten program gdzieś tam jest, ale to teraz zupełnie nieważne, bo ważne jest tylko to, by PiS odsunąć od władzy. I oczywiście należy zrobić to pod sztandarami PO i pod przywództwem Donalda Tuska. Tusk zresztą otwarcie o tym mówi, że właśnie po to wrócił do kraju, by z PiS-em zrobić porządek. Z punktu widzenia PO, niemiłosiernie dołującej w sondażach, to może i jasny cel, ale dlaczego miałoby to być ważne dla całej opozycji? PO chciałaby znowu być najważniejszą opozycyjna partią, ale takiego interesu, by podporządkować się Platformie i Donaldowi Tuskowi już nie mają, ani Lewica, ani Polska 2050, o Konfederacji i Kukiz’15 już nie mówiąc. Stanowisko PSL-u w tej sprawie jest jak na razie mało klarowne. Kiedy szefem PO był B.Budka i wcześniej G.Schetyna, to PSL wyraźnie podkreślał swoją niezależność, ale, jak wrócił Tusk, to, pewnie odżywają dawne sentymenty i części działaczy marzy się koalicja rządząca PO-PSL. Tylko, czy Tusk zdoła taką koalicję stworzyć i poprowadzić do zwycięstwa w wyborach parlamentarnych?

W tym całym zamieszaniu, jakie teraz mamy wokół Donalda Tuska jest jeszcze jeden, mało dostrzegany, ale bardzo zasadniczy problem, jakie upoważnienie ma były szef PO, by teraz tę partię reprezentować i by domagać się od szefów innych partii, by stawali z nim do dyskusji „twarzą w twarz”? Tusk stał się p.o. przewodniczącego PO w mało klarowny sposób, by nie powiedzieć tego dosadniej i nie ma prawa oczekiwać, by był poważnie traktowany przez swoich przeciwników politycznych, tych jawnych i ukrytych, a tych drugich nie brakuje nawet w jego własnej partii. Jak tu poważnie dyskutować z kimś o najważniejszych dla naszego państwa sprawach, kiedy ten ktoś nie ma nawet poważnej delegacji do prowadzenia takich rozmów od własnej partii? Donald Tusk, to taki chojrak, który nie miał odwagi poddać się ocenie wyborców w ostatnich prezydenckich wyborach, bo twierdził, że ma inną ważną misję do spełnienia (szefowanie w EPL), a teraz, w krętacki sposób, przejmuje PO i rości sobie, także z pominięciem demokratycznych i praworządnych zasad, prawo do przewodniczenia polskiej opozycji? To jego europejskie obowiązki już nie są ważne? A może zadanie, którego D.T. się podejmuje, to także bardziej europejskie zobowiązanie, niż spełnienie jego „patriotycznego” obowiązku wobec własnego kraju?

By wzywać kogoś do publicznej debaty trzeba mieć jakieś upoważnienie do takiego wezwania. A jaką legitymację do takiego wezwania ma D.Tusk? Ma do tego wystarczyć wątpliwej jakości upoważnienie do pełnienia funkcji po. przewodniczącego partii, które w każdej chwili mogą podważyć inni działacze Platformy? I co wtedy miałoby wyniknąć z dyskusji Tuska z innymi partyjnymi przywódcami? Strzępienie sobie języka może i jest dobre dla Tuska na wiecach, które mu teraz urządza jego najwierniejsze grono starych działaczy PO, ale tak zdobywana popularność nie tylko, że nie daje mu upoważnienia do reprezentowania własnej partii, to tym bardziej nie daje mu prawa do wzywania kogokolwiek z szefów innych partii do osobistych dyskusji. Tusk, co najwyżej, mógłby w ten sposób szykować się do wewnętrznych wyborów nowego przewodniczącego w PO, ale, by to zrobić, musiałby stanąć z innymi działaczami Platformy do ostrej konfrontacji, czego najwidoczniej się obawia. Tusk o spotkaniu „oko w oko” z Jarosławem Kaczyńskim może sobie tylko pomarzyć, musiałyby najpierw pokonać wielu innych, poważniejszych od niego, pretendentów do takiej dyskusji.


Lubię to! Skomentuj137 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka