24 obserwujących
397 notek
601k odsłon
  3056   10

Z nasłuchu TOK FM. „Oni” mają problem z polską praworządnością, a Polska ma problem z nimi

Część moich rodaków, nieprzychylnie nastawionych do obecnej władzy, ma od dawna jedno niespełnione marzenie, doczekać czasu, kiedy PiS straci władzę. I choć wszyscy wiedzą, że kiedyś taki moment nastąpi, to niecierpliwość, że nie staje się to już teraz, zaćmiewa umysły licznych „opozycjonistów”, którzy to swoje marzenie pielęgnują, celebrują i podsycają każdą okolicznością, która im przypomina, kto rządzi Polską. Z tym marzeniem o klęsce PiS „opozycjoniści” pewnie się budzą i kładą spać, niezależnie do okoliczności, jaka wokół nich panuje. Nawet teraz, kiedy tuż za wschodnią granicą toczy się regularna, okrutna i zbierająca tragiczne żniwo wojna, to marzenie o klęsce PiS jest potężniejsze niż zdrowy rozsądek, który powinien nakazywać trzeźwą ocenę otaczającej nas rzeczywistości.

W radio TOK FM całkiem sporym powodzeniem cieszą się wieczorno-nocne audycje „mikrofon TOK FM”, w który słuchacze wypowiadają się „na żywo” na określony temat. W miniony wtorek tematem „mikrofonu” była podróż naszych polityków do Kijowa, a w środę pomoc, jakiej Polska udziela Ukrainie od pierwszego dnia wybuchu wojny wywołanej przez Rosję. Obu tych audycji słuchałem dosyć wyrywkowo, ale to, co usłyszałem pozwala mi na poczynienie paru uwago, co do zawartości usłyszanych wypowiedzi.

Po pierwsze mam wrażenie, że do „mikrofonu” dzwonią przede wszystkim zwolennicy „totalnej opozycji”, czego wielu dzwoniących z reguły wcale nie ukrywa, a co z góry zapowiada, jakie te wypowiedzi będą. Te odpowiedzi są w takim samym stylu, jakby na pytanie prowadzącego, „jaką mieliśmy dzisiaj pogodę” dzwoniący odpowiadali, niezależnie od tego, jaka rzeczywiście pogoda była, że złą, bo dzisiejszą pogodę zapowiadał PiS.

Nasi politycy, premier i vice-premier, wsparci jeszcze prze dwóch premierów, Czech i Słowenii, pojechali do Kijowa z nadania UE, jako przedstawiciele państw Europy Środkowo Wschodniej i zrobili to w odruchu solidarności z Ukrainą, i potrzeby wyrażenia sprzeciwu wobec tej okrutnej i niczym nieuzasadnionej wojny, którą niepodległemu państwu wypowiedziała, a w zasadzie nie wypowiedziała, ale wywołała Rosja. Ta podróż była też ważnym gestem wobec Ukrainy, która jest w znacznej mierze pozostawiona sama sobie, a największe europejskie potęgi mocno się ociągają z udzieleniem Ukrainie stosownej pomocy. I wobec takich faktów rozmówcy „mikrofonu”, np niejaka pani Bożena, pozwalają sobie na wypowiedzi, że nasi politycy, a przecież nie tylko oni tam pojechali, zdecydowali się na ten wyjazd tylko i wyłącznie dla własnej kariery, dla podbudowania poparcia dla własnej partii, ”bo przecież zbliżają się wybory”(?). Jeden z wtorkowych dyskutantów, pan z Gdyni, powiedział nawet, że ci nasi pojechaliby też do Moskwy na defiladę zwycięstwa, żeby tylko przysłużyć się PiS. „Gdzie Rzym, a gdzie Krym”, chciałoby się zapytać? Skąd ci ludzie, którzy tak się wypowiadają to wiedzą, co mówią? W środę z kolei, jedna z pań, właścicielka prywatnego biznesu, jak sama to opisała, zatrudniająca jednego pracownika, ale zdecydowana przeciwniczka obecne rządzących, zapewniała, że z tego, co ona widzi, uciekinierom z Ukrainy pomagają wyłącznie przeciwnicy PiS. Skąd ta pani to wie? Prowadzi własne śledztwo, wypytuje ludzi, wolontariuszy wspomagających uchodźców, o ich poglądy polityczne? Charakterystyką poglądów większości rozmówców „mikrofonu” jest to, że wypowiadający się w wyżej opisanym stylu, na szczęście były jakieś wyjątki, podkreślają, że PiS swoimi działaniami daje ciągle przykłady nieprzestrzegania zasad praworządności(?). „Co ma piernik do wiatraka?” Tym razem dyskutanci tak mocno przesadzili, że wprowadzili w zakłopotanie prowadzącego oba „mikrofonowe” wieczory, który próbował coś im wyjaśniać, ale od p. Bożenki usłyszał niezbyt grzeczne, „proszę mi nie przerywać”, a pozostała dwójka po jego uwagach, że coś jednak chyba źle ocenili, wracała do swoich karkołomnych tez, których nijak nie potrafili uzasadnić. W sumie, to ja jednak panu redaktorowi, gospodarzowi tych dwóch „mikrofonów” bardzo się dziwię, przecież te wypowiedzi, które i jego mocno zaskoczyły, świadczą tylko o tym, jak skutecznie pracuje jego radio i zaprzyjaźnione z tym radiem media.

Ciągłe oskarżanie polskich władz o łamanie praworządności, czy to przez profesurę prawniczą, czy przez „nadzwyczajną kastę”, czy przez „światłych” opozycjonistów, szczególnie zasłużona jest tu większości europosłów opozycji, łącznie z ważnymi decydentami UE, przerodziło się już w zaraźliwą chorobę liberalnych „elit”, które każdą sprawę, jaka im się w Polsce nie podoba podczepiają pod „praworządność”. W czwartkowym przedpołudniu w TOK FM gościł m.in. pewnego profesora nauk przyrodniczych, który komentując sprawy naszego zaangażowania w pomoc Ukrainie również wytknął polskim władzom łamanie praworządności, a podpierał to rzekomym łamaniem praw człowieka wobec uciekinierów z Białorusi, a pomoc Ukrainie nazwał wymazywaniem win Polaków za zatargi miedzy Polską, a Ukrainą, za co pan profesor obwiniał stronę polską. Pan profesor, specjalista wielu dziedzin, ale najwidoczniej kompletny dyletant z historii, powinien dokładnie przestudiować materiały o zachowania Ukraińców po agresji Rosji na Polskę w 1939r, potem po zajęciu tych wschodnich terenów przez Niemców, a szczególnie to, co działo się na tych ziemiach w latach 1943-44. Studiować jest co, chociażby w archiwach IPN w Warszawie.

Lubię to! Skomentuj29 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura