julian olech julian olech
326
BLOG

Czy Tusk będzie premierem po wyborach do PE?

julian olech julian olech Donald Tusk Obserwuj temat Obserwuj notkę 7

Premier Donald Tusk, ze swoimi przybocznymi, miast zająć się krajem skupił się na walce z PiS, swojego głównego politycznego konkurenta. Marzeniem tej ferajny jest doprowadzić do likwidacji PiS-u, jedynej siły, która, na zasadzie wzajemności, kiedyś mogłaby zabrać się za rozliczanie PO. Buta, jaka bije z wypowiedzi Tuska, szefów komisji śledczych i ministrów dezerterów, którzy uciekają przed odpowiedzialnością prawną za swoje działania do PE, świadczy z jednej strony o ich poczuciu winy wobec polskiego społeczeństwa, a z drugiej o pewności, że UE dalej będzie ochraniała polskich liberałów przed odpowiedzialnością za liczne przestępstwa popełnione wobec polskiego państwa. W/w panowie, na czele z obecnym premierem, mogą srodze się zawieść, jeżeli po wyborach 9 czerwca zarządzanie UE ulegnie radykalnej zmianie. Wtedy dopiero się okaże, kto stanie przed powszechnymi sądami, przed nadzwyczajnymi komisjami i Trybunałem Stanu, być może będą to ci, którzy teraz oceniają, oskarżają, sądzą i wydają wyroki „po uważaniu” i wg własnego prawa, które oni interpretują po swojemu. Obecne wskaźniki z rynku gospodarczego nie napawają optymizmem, likwidowane są duże zakłady pracy, grozi nam wzrost bezrobocia, a tu wywala się na bruk zarządy wielu firm państwowych, by wymienić ich na „swoich”, naprawi to gospodarkę? W oświacie szerzy się chaos, a w policji i wojsku dochodzi do nieszczęśliwych incydentów (policjanci i sprawcy giną podczas interwencji, a żołnierze tracą życie podczas służby, itp., itd., w służbach jest jakiś rozgardiasz, a „panowie magnaci” rządzący Polską urządzają sobie „polowanie na czarownice”, szukając ”haków” na polityków opozycji. Za naszą wschodnia granicą toczy się wojna, a szef PO właśnie teraz daje hasło na szukanie rosyjskich wpływów na poprzednią koalicję rządzącą, nazywając swoich poprzedników „zdrajcami, płatnymi pachołkami Moskwy”. Chciałoby się zapytać „i kto to mówi”? Polacy pamiętają, a w internecie nic nie ginie, jest tam mnóstwo dowodów na coś wręcz przeciwnego, w co gra Tusk?

Moim zdaniem szef PO nie należy do zbyt rozgarniętych polityków, skoro zajadle krytykuje PiS, a jednocześnie jego koalicja13 grudnia próbuje naśladować tę partię w wielu jej poczynaniach. „Liberały” zazdroszczą PiS kolejnych wyborczych zwycięstw i chcą wejść w jej buty, a samo PiS przerobić na „wrogów ludu” i zwolenników Putina? Ze zdziwieniem teraz słyszymy, że to „oni” (PO&Comp) ostrzegali przed Putinem, że teraz będą rozbudowywać ochronę wschodniej granicy i że to ich ostrzeżeń przed współpracą z Rosją nie posłuchali Niemcy. „Koń by się uśmiał”, a co dopiero Polacy, którzy, wbrew założeniom Tuska i jego ferajny, mają całkiem dobrą pamięć i pamiętają, kto i kiedy chciał „współpracować z Rosją, taką, jaka ona jest”, kto krytykował budowę zapory na białoruskiej granicy, tolerował atakowanie i szkalowanie naszych pograniczników, kto popierał Niemców w ich gospodarczej współpracy z Moskwą. Takie działania w pełni zgodne z interesem naszych zachodnich sąsiadów doprowadziły do sytuacji, jaką teraz mamy w Europie, do wyniszczającej wojny na Ukrainie wywołanej przez ruskich decydentów. Ta wojna komplikuje gospodarczą współpracę państw należących do UE, ma negatywny wpływ na całą gospodarkę światową, jednak nikt z liberalnych elit nie chce po imieniu nazwać tych, którzy do obecnej sytuacji się przyczynili. Ci ludzie mają swoje nazwiska i przynależności państwowe, jednak, jak widać, doktryna Neumanna obowiązuje nie tylko wśród zwolenników obozu koalicji 13 grudnia, ale jest generalną zasadą w świecie liberałów rządzących UE.

Tusk chciałby, przynajmniej częściowo, „wejść w buty” J.Kaczyńskiego, chciałby zdobyć podobną pozycję we własnym politycznym obozie, jaką Kaczyński ma wśród swoich. Podrobić J.Kaczyńskiego jednak się nie da, a tym bardziej, jeżeli próbuje to robić ktoś pokroju Donalda Tuska, do którego, w znacznej części, zrażony jest nawet jego własny obóz polityczny. Jak donoszą internetowe wieści Tusk we własnym obozie „zarządza strachem”, nikt tam nie czuje się pewnie na swoim stanowisku, także i z tego powodu, że musi wykonywać polecenia Tuska, nawet wówczas, kiedy nie jest do tego przekonany. Liczne wypowiedzi D.Tuska typu:, „osądzimy, wyprowadzimy z urzędów, zlikwidujemy media publiczne, ominiemy weta prezydenta, postawimy przed Trybunałem Stanu, itp., itd., czasami wypowiadane w liczbie pojedynczej, nawyk „możnowładców”, mówią o jego nadmiernie wybujałym ego, którego byle co nie zadowoli. Tuska wyraźnie nie zaspokaja bycie premierem średniej wielkości państwa, on zawsze miał większe ambicje, zdecydowanie na wyrost, które wzbudzili w nim jego zachodni przyjaciele. Bycie kolejny raz premierem to tylko powtórka z historii i drobny przystanek w politycznej karierze dla człowieka, który we własnym przekonaniu jest stworzony do wyższych celów. To, że w otoczeniu premiera kręcą się osoby, na których ciążą poważne oskarżenia, to, że niektórych z nich doholowano o do naszego Sejmu, a innych do PE, świadczy o jednym, wg D.T., oni mogą być bezkarni, bo on za nimi stoi, a za jego obozem stoją nasze „wolne sądy” i te unijne też. Kto takim politykom może czegoś zabronić?

Czy Tusk zaproponował jakiś pozytywny program dla Polski, kiedy stanął na czele polskiego rządu grudniu 2023? Pamiętamy, że ten „wybitny” polityk, na którego kreuje go koalicja 13 grudnia, nie odpowiedział na żadne zadane mu w Sejmie pytania, na które zwyczajowo odpowiada kandydat na premiera jeszcze przed jego zaprzysiężeniem? Tusk te pytania i ten parlamentarny zwyczaj zlekceważył, tak, jak lekceważy inne zasady, jakich przestrzegają poważni politycy. Donald Tusk całą swoją polityczną karierę zbudował na poparciu niemieckich polityków, którzy przeszczepili go do Brukseli. Jak powszechnie wiadomo, „w polityce nie ma przyjaźni, są tylko interesy”. Brukselski sukces chyba nie do końca się sprawdził, skoro D.T. został zesłany do Polski z wyraźnym poleceniem, że ma tu odzyskać władzę, co jakimś fuksem udało mu się osiągnąć, ale nagrody na horyzoncie nie widać. Jaki interes ma jeszcze do zrobienia Donald Tusk, co ma osiągnąć, by znowu zasłużyć na poważną nagrodę z UE? Przez nami wybory do PE, jakie zadanie stoi przed D.T., które po zrealizowaniu zadowoli jego unijnych przyjaciół? Tusk raz te wybory lekceważy, twierdząc, że są bez znaczenia dla polityki krajowej, bo Bruksela jest daleko, a prawdziwą politykę uprawia się w Warszawie, a raz podkreśla ich znaczenie zachęcając do wzięcia udziału w głosowaniu, by nie dopuścić do wojny z Rosją(?). Była też i taka wersja „chcenia” D.Tuska, że wolałby te wybory przegrać (z PiS-em), bo to pozwoli mu bardziej zmobilizować własny elektorat do udział w wyborach prezydenckich, które wg Tuska są dla Polski (a dla niego na pewno) o wiele ważniejsze. Tusk raz deklaruje, że chciałby zostać prezydentem naszego kraju, a raz temu zaprzecza, a o wszystkim decydują sondaże, które pokazują, jakie ma aktualnie poparcie w społeczeństwie, choć wiemy, że to poparcie od dawna ma marne. Donaldowi Tuskowi trudno wierzyć w jakiejkolwiek sprawie, a jeżeli chodzi o wybory, to w sposób szczególny należy analizować jego wypowiedzi, bo warto je porównywać do tego, co Tusk będzie mówił później, kiedy nastanie powyborcza rzeczywistość.

Donald Tusk” krecią robotę” dla stabilizacji naszego kraju zaczął już w 1992r podczas pośpiesznych przygotowań do obalenia rządu śp. Premiera Jana Olszewskiego, kiedy to na wezwanie ówczesnego prezydenta Lecha Wałęsy przystąpił do grupy „puczystów” mających zamiar obalić pierwszy po 1989r demokratycznie wybrany polski rząd. Tamten plan „puczystom” udało się zrealizować, a „ludowcy i demokraci” zawiązali nieformalny sojusz, który wielokrotnie ujawni się w późniejszych czasach, jego podstawowym celem była walka na wszelkie sposoby z polską prawicą. Do tego sojuszu była dopuszczana lewica, na zasadzie przypinania „kwiatka do kożucha”, ale tylko po to, by ją coraz bardziej marginalizować. Kiedy przez dziwny splot okoliczności, w tym przez krótką pamięć Polaków, lewica za bardzo urosła w siłę i przejęła władzę w Polsce znalazł się pretekst do jej przetrącenia przy pomocy tzw. afery Rywina, w której tak naprawdę został ukarany tylko posłaniec krążący miedzy stronami planującym zrobić medialny geszeft. Liberalna demokracja po 1989r zbudowała w Polsce nieformalny sojusz byłych komunistów z demokratami, którzy na barkach członków ZZ Solidarność przejęli władzę i dzielili się fruktami, które, wg ich przekonania należą się rządzącym. PiS, który/e próbuje rozbić ten układ jest wrogiem wszystkich liberałów, a Tuska w szczególności, bo ujawnia jego prawdziwe oblicze. Tusk i zarządzana przez niego PO skuma się teraz z każdym, kto jest nieprzychylnie nastawiony do J.Kaczyńskiego, a takimi przykładami są m.in.: obecny szef NIK, wcześniej ostro atakowany przez PO i jemu podobni, dawni przyjaciele PiS-u, teraz jego wrogowie, pewien mecenas, mający jakieś kłopoty z prawem, ale obecnie „przyjaciel” premiera, a także ważny dyrektor z poprzedniego ministerstwa sprawiedliwości, który wyciągnął taśmy nagrywane przez siebie przez dwa lata, które ponoć demaskują(?) sposoby dzielenia funduszu na rzecz ofiar różnego rodzaju przestępstw. Pożytecznych idiotów nie trzeba ze świecą szukać, sami się znajdują.

To, jak działa koalicja 13 grudnia kierowana przez Donalda Tuska dowodzi, że dla tego grona czas jest wysoce niepewny, nie wiedzą, jaka będzie UE po czekających nas wyborach do PE. Mimo to ta koalicja, a szczególnie niektórzy jej przedstawiciele podjęli wiele działań tak jawnie niezgodnych z prawem, że prędzej, czy później przyjdzie im z tego mocno się tłumaczyć i, być może, nie tylko na tłumaczeniu się to skończy. Pierwszy tej cezurze zostanie poddany D.Tusk, zobaczymy, co z tego wyniknie


to tylko moje opinie, nie oceniam ludzi, opisuję ich publiczne zachowania _ komentarze: pisz co chcesz, ale bez inwektyw i wulgaryzmów, za to zalicza się wypady

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka