Casus Banasia pokazuje, że albo nadal mamy państwo z dykty, albo polityką rządzi piaryzm
Maniek czuje się niewinny, Mati czyta raport, Jaro z przybocznymi wzywają do ustąpienia szefa NIK. Takie pozycje zajęły główne figury w sprawie, która w dobrze ułożonym państwie nie powinna mieć miejsca.
Nie powinna wydarzyć się, bo jeśli Marian Banaś robił szwindle, to służby powinny to wykryć, zanim został szefem izby kontroli. A jeśli byłby to naprawdę sprawne służby, to kariera Banasia skończyłaby się zanim na dobre zaczęła. Czyli jeszcze przed tym, kiedy on przekroczył próg ministerstwa finansów.
Można tylko spekulować, dlaczego tak się nie stało. Kłopot w tym, że wszystkie przychodzące człowiekowi do głowy hipotezy są nie do zaakceptowania dla kogoś, kto nie chce patrzeć na Polskę jak na „ten kraj”.
Bo tylko w państwie z dykty służby są na tyle niekompetentne, że nie potrafią rzetelnie przeanalizować oświadczenia majątkowego. Tylko w takim państwie syn premiera może zatrudnić się u szemranego businessmana po kilku wyrokach, a kandydat na szefa NIK robić interesy z „ludźmi z miasta”. Tylko w „priwislińskim kraju” dawne służby potrafią tak zagrać człowiekiem opozycji, że najpierw go uwikłają, potem, gdy robi polityczną karierę, kibicują mu z ukrycia. A na koniec, kiedy uznają, że nadszedł już czas, wszystkie haki pakują w kopertę i dostarczają „rzetelnemu” i „bezstronnemu” medialnemu cynglowi.
Trzy hipotezy. W każdej z nich mniej lub bardziej słychać echo moich dawnych lektur, książek Wiktora S. i Jadzi (też) S. W czasach kwitnącej michnikowszczyzny nazywano je spiskowymi, tymczasem dla mnie były one próbą rozpoznania grup interesów w świecie komunistycznym i tuż po jego upadku. A to stawia w centrum pytanie o kondycję państwa mającego taką a nie inną przeszłość? I budującego nowe instytucje.
Swego czasu jakie naprawdę mamy państwo odpowiedział Bartłomiej (znowu) S. twierdząc, że nasza Ojczyzna to „ch.,d. i kamieni kupa”. Casus Banasia każe to powtórzyć. Jednak po czterech latach rządów PiS trzeba zapytać, co w tej sprawie ma do powiedzenia minister Mariusz Kamiński? Jak to się stało, że Banaś przeszedł przez wszystkie sita kontroli? A może wcale nie przeszedł, tylko koledzy mu pomogli?
Na to ostatnie pytanie odpowiedzi musi udzielić sobie Naczelnik z Nowogrodzkiej. Piszę „sobie” bo to kuchnia polityki. Dlatego nie mam wątpliwości, żeby JarKacz czy jakikolwiek innym szef partii powiedział otwarcie suwerenowi, że w szeregach jego ugrupowania zwycięża opcja „koryto plus”. Nie przyznawali się do tego ani Tusk, ani wcześniej Miller czy zapominany już Marian Krzaklewski.
Kaczyński zdawał sobie sprawę z tego niebezpieczeństwa, właśnie dlatego na czele służb postawił Kamińskiego. Na Banasiu to jednak nie zrobiło wrażenia. Ilu jeszcze - za przeproszeniem – członków prawicy myśli i działa podobnie?
Jeśli państwo okazało się niesprawne, jak za czasów Tuska, to nadal nie mamy „dobrej zmiany” dla poważnych obywateli. I trzeba wynająć kogoś innego. Kogo? Pytanie za trzy punkty, bo można określić, co taka władza ma zrobić. Ale pokazać, kto konkretnie z obecnych na scenie potrafiłby to zrobić, to zaiste mission impossible.
A może się mylę? Może państwo nie cieknie, PiS je uszczelnił. Marian zaś to naiwny Maniuś, który tak oddany jest państwu, że nie miał czasu doglądać swoich interesów. A teraz został trafiony medialną pałką i nią okłada się rządzących. I tylko dlatego PiS wzywa do jego ustąpienia?
Jeśli tak, to naszą polityką rządzi piaryzm. To także źle wróży na przyszłość dla poważnego państwa.
PS. Witam! To mój debiut na S24. Jak przystało na Jumpera będę skakał po różnych sprawach. Przy okazji będę skakał też po ludziach, ale po nich tylko po to, by zwrócić uwagę na sprawy poważne. Będę podejmował też tematy lżejsze i mnie śmieszące. Sam jestem ciekaw, jak mi to wyjdzie.
Pozdrawiam,
Jumper
Inne tematy w dziale Polityka