Konfesjonał, krzyż i postać Jezusa na ścianach. Nie, to nie opis wnętrza jednej z chrześcijańskich świątyń, lecz scenografia, która ukazała się widzom w jednym z warszawskich klubów podczas koncertu 7 marca.
Julia Kamińska – bo to o jej show mowa – już w pierwszych minutach koncertu chciała zszokować publiczność. Artystka rozpoczęła, klęcząc przy konfesjonale, który stanowił część scenografii. Pierwszy wykonany przez nią utwór nosił tytuł „Apostazja”. Kolejne piosenki również miały kontrowersyjne tytuły, jak choćby „Szmata”, w której autorka zawarła wulgarne słowa, przy dźwiękach których tancerze wtórowali jej w prowokacyjnych strojach.
Kontrowersyjne show wywołało falę krytyki. Większość komentujących uznała koncert za profanację. Nie trudno było dostrzec rozczarowanie wśród internautów. Artystka, znana dotychczas z serialu „BrzydUla”, wzbudziła kontrowersje – jak się okazuje – nie tylko wśród wierzącej części publiczności. Wśród komentujących znalazły się także osoby deklarujące się jako niewierzące.
Sama artystka dla „Faktu” powiedziała:
„Sztuka polega na interpretacji, przekształcaniu symboli i zadawaniu pytań. Dla wielu osób sacrum jest czymś nienaruszalnym. Ja uważam, że można z sacrum czerpać. Wychowałam się w wierze katolickiej i spowiedź była dla mnie czymś niezwykle ważnym.”
To nie pierwszy raz, kiedy artysta przyznaje, że został wychowany w wierze katolickiej lub że jest mu ona w jakiś sposób bliska, dając sobie przez to prawo do wykorzystywania religijnych symboli, a nawet ich profanowania.
Jak się okazuje, artystka nie jest odosobniona w swoich nawiązaniach do sacrum. Symbolika religijna staje się coraz częstszym elementem współczesnej ekspresji artystycznej. W grudniu, podczas pokazu mody „Fashion Christmas Party” jednej z popularnych polskich projektantek, Gosi Baczyńskiej, pojawiły się elementy nawiązujące do religii: chór śpiewający kolędy, ministrant z dzwonkami oraz odniesienia do figury Matki Boskiej, które miały nadać wydarzeniu świąteczny i mistyczny klimat.
Zgodnie z doniesieniami, pokaz od początku przyciągał uwagę – oczom zgromadzonych ukazał się ministrant dzwoniący dzwonkami, a tuż za nim kroczące modelki. Pokazowi towarzyszyła oprawa muzyczna; wśród utworów znalazła się m.in. kontrowersyjna piosenka Madonny „Like a Prayer”, w teledysku której artystka łączy sacrum z seksualnością i symbolami religijnymi.
Jak czytamy w recenzji opublikowanej na portalu Onet.pl, projektantka połączyła modę ze sztuką, nadając całej prezentacji świąteczny klimat. Projektantka twierdzi, że jej celem było zestawienie tematyki religijnej z wysoką modą.
Według Onet.pl:
„Ministrant mógł pełnić rolę żywego znaku – nie bohatera, lecz nośnika znaczeń, który kontrastował z luksusowymi tkaninami i teatralną oprawą.”
Autorka, jak twierdzi, wykorzystała elementy religijne, by wprowadzić mistyczny klimat. Ten rodzaj twórczości ma pełnić formę dialogu społecznego – platformy, na której „estetyka spotyka się z pytaniami o tożsamość, wiarę i granice artystycznej wolności.”
Pokaz również wywołał wiele komentarzy. Z jednej strony określany był jako „odważny komentarz kulturowy”, z drugiej oceniany jako twórczość balansująca na granicy profanacji.
Jaki jest cel takich spektakli i wykorzystywania symboli sakralnych w wulgarnej oprawie? Choć artyści tłumaczą swoje działania potrzebą prowokacji i wywołania refleksji, często osiągają efekt odwrotny – wywołują u widzów zażenowanie, wstyd i niesmak, o czym świadczą komentarze pełne oburzenia.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)