Rząd Kanady od prawie dekady realizuje program MAID (Medical Assistance in Dying) – czyli medyczną pomoc w umieraniu. To procedura, w której lekarz lub pielęgniarka pomagają pacjentowi zakończyć życie na jego własną prośbę, pod warunkiem spełnienia określonych kryteriów. Oficjalnie decyzja jest dobrowolna, jednak w praktyce często pacjenci są nakłaniani do podjęcia takiego wyboru. Odejście z tego świata najczęściej następuje poprzez podanie śmiercionośnego zastrzyku.
Program, który w założeniu miał obejmować wyłącznie osoby ciężko i nieuleczalnie chore, często znajdujące się w stanie terminalnym, z czasem zaczął obejmować znacznie szerszą grupę. Dziś w praktyce dotyczy także ludzi cierpiących nie tylko fizycznie, ale i psychicznie.
Procedura eutanazji, uruchomiona w 2016 roku, przestała być marginalnym rozwiązaniem stosowanym w wyjątkowych przypadkach. Stała się zjawiskiem powszechnym. Liczba osób, którym udzielono „pomocy w odejściu”, zbliża się do 100 tysięcy.
Oficjalna narracja dotycząca eutanazji odnosiła się początkowo do osób dotkniętych cierpieniem, znajdujących się u kresu życia. Ta „pozytywna” wizja wsparcia osób w kryzysie miała ułatwić wprowadzenie procedury do systemu prawnego.
Z biegiem lat zakres osób objętych programem MAID znacząco się poszerzył. W Kanadzie medyczna pomoc w odejściu nie dotyczy już wyłącznie osób z chorobami terminalnymi, lecz również osób z niepełnosprawnościami.
Na tym jednak nie kończą się dyskusje o dalszym rozszerzaniu programu. W debacie publicznej pojawiają się propozycje obejmujące kolejne grupy – m.in. osoby znajdujące się w trudnej sytuacji ekonomicznej, niemowlęta oraz osoby zmagające się z problemami psychicznymi, w tym z sezonowym obniżeniem nastroju.
Niedawno pojawiła się informacja o 26-letnim Kanadyjczyku, który został poddany eutanazji. Mężczyzna zmagał się z problemami zdrowotnymi po wypadku samochodowym, którego doznał w wieku nastoletnim. Dodatkowo borykał się z problemami psychicznymi oraz sezonową depresją.
Przypadek tego młodego człowieka rodzi pytania, czy w takich sytuacjach w ogóle brane jest pod uwagę realne wsparcie pacjenta w kryzysie. Czy preferowana jest prostsza droga wyjścia z trudnej sytuacji? Prostsza – ale dla kogo?
Rodzice mężczyzny twierdzą wręcz, że syn był zachęcany do skorzystania z programu MAID. Cały proceder nazwali „kolejką do finansowanej przez rząd egzekucji”. Z ich relacji wynika, że syn od dłuższego czasu interesował się programem i widział w nim jedyne rozwiązanie swoich problemów psychicznych wynikających z doznanego wypadku. Rodzina podała również, że Kanadyjczyk miał być instruowany przez lekarza, jak uzyskać kwalifikację „Track 2” w programie.
To ścieżka, która pozwala na dostęp do eutanazji z innych nadzwyczajnych powodów, nawet wtedy, gdy pacjent nie znajduje się w stanie zbliżającym się do naturalnej śmierci.
Umrzeć tego samego dnia? Tak, to możliwe. Według danych federalnych w Ontario w 2023 roku aż 65 osób zakończyło życie w tym samym dniu, w którym zgłosiły się po medyczną pomoc w umieraniu. Już następnego dnia po zgłoszeniu kwalifikację otrzymały kolejne 154 osoby, co pokazuje skalę i tempo procedury.
Jak wspomniałam, trwa dyskusja nad rozszerzeniem grupy osób mogących kwalifikować się do procedury eutanazji. Na celowniku pojawiają się noworodki, które przyjdą na świat z niepełnosprawnością lub poważną chorobą. Również w tym kontekście poruszane są kwestie finansowe – znacznie prościej odebrać życie dziecku niż finansować jego pobyt na oddziale intensywnej terapii i poddawać kosztownym procedurom ratującym życie i zdrowie.
Ten brak empatii wobec najsłabszych nie może dziwić, skoro środowiska lewicowe traktują dziecko w ostatnich dniach przed rozwiązaniem w łonie matki jako „zlepek komórek pozbawiony duszy ludzkiej”, redukując życie do biologicznej formy i pozbawiając je fundamentalnej wartości.
Biorąc pod uwagę wzrost liczby przesłanek, za sprawą których istota ludzka może zostać poddana egzekucji, nietrudno wysnuć wniosek, że w niedalekiej przyszłości taki los może spotkać także osoby o odmiennych poglądach religijnych lub politycznych, a także np. tych, którzy sprzeciwiają się programom dotyczącym tranzycji dzieci.
Nie można nie wspomnieć o ważnym fakcie: 96% osób, które otrzymały MAID, identyfikowało się jako białe.
Dziś warto zadać pytanie: co oznacza godność człowieka? Co się dzieje z ochroną najsłabszych grup w społeczeństwie – tych, którzy sami nie są w stanie bronić swojego życia i zdrowia? Czy wciąż istnieje współczucie i życzliwość wobec drugiego człowieka, czy też coraz częściej są one podporządkowane kalkulacjom ekonomicznym i proceduralnym?
Idąc tą drogą, ryzykujemy coś więcej niż tylko moralny upadek – ryzykujemy utratę samej istoty człowieczeństwa. Gdy decyzja o życiu i śmierci staje się kwestią rachunku ekonomicznego czy administracyjnej procedury, stajemy w obliczu pytania, czy nie unicestwiamy samych siebie jako społeczności?


Komentarze
Pokaż komentarze (23)