0 obserwujących
19 notek
11k odsłon
  110   0

Gry narracyjne, 2 próba

Motyw wędrowny (topos)  RÓŻY w literaturze i sztukach pięknych wszelakich ma niezwykłą moc fantazjotwórczą. Malują go Kochankowie Martwej Natury, w nutach Kompozytorów odurza finezją, na kartach Literatury pleni się obficie. Któż by nie oddał marnej i szarej swej egzystencji za Życie Na Różach?

http://pl.youtube.com/watch?v=2-sUzR71wpQ

Proponuję zatem poranny spacer, pewnego nieoczekiwanie radosnego czerwcowego poranka, po Różanym Ogrodzie, bez względu na alergię, daltonizm i ciernie:

 

Gdziekolwiek w ogrodzie różanym…

Na obrzeżach hałaśliwej i przeludnionej metropolii wiódł  spokojny żywot schludny i nobliwy staruszek, emerytowany profesor filozofii, przyjazny wobec świata i ludzi dobrej woli. Na wszystko i wszystkich spoglądał życzliwym okiem i z wielkim upodobaniem uprawiał przydomowy, warzywny ogródek.

Nagle,  po pewnej dusznej czerwcowej nocy, nastąpił, w tym jakże  uregulowanym dotychczas żywocie, nieoczekiwany i szokujący przełom! W zaniedbanym i zachwaszczonym kącie obejścia jego uroczego domku, w bezpośrednim sąsiedztwie śmietnika, zakwitł, w feerii barw i zapachów, różany ogród.

Oniemieli z zachwytu sąsiedzi, a nawet przypadkowi przechodnie, zaczęli nękać Profesora wizytami, telefonami w środku nocy i zaproszeniami na brydża lub na rauty dobroczynne. Profesor traktował to z naturalnym stoicyzmem, jednakże nie odmawiał, bywał, brylował i zaczął bawić się jak nigdy dotąd!

Tymczasem Ogród Różany egzystował swym tajemnym życiem. Niesamowitej urody kwietne cudeńka pleniły się żywiołowo, wdzierając się,  z niepohamowaną agresją, między ukochane profesorskie warzywa. Zniewalający zapach, we dnie i w nocy, niepokoił, odurzał i upajał całą okolicę! Co najgorsze jednak Istoty owe miały jeszcze jedną, w równym stopniu ekscentryczną jak i ohydną przypadłość. Były…  m i ę s o ż e r n e !!!

Profesor, człowiek oczytany, obyty w świecie i niezmiernie spostrzegawczy , zdał sobie wreszcie z tego sprawę!!! Nie poddał się, na szczęście, jakiekolwiek frustracji. Był na to zbyt pragmatyczny, toteż skutecznie podjął odpowiednie kroki, aby temu zaradzić!

Jak każdy rasowy hodowca kwiatów, przemawiał czule do swych pupilek najpiękniejszymi strofami poezji lirycznej, cytował co celniejsze fragmenty traktatów filozoficznych, przekonywał sylogizmami   i mamił wizjami wytrawnego profety! Wszystko na nic! Skrapiał prześliczne płatki najczystszą wodą źródlaną, użyźniał glebę ekologicznym nawozem, podawał antybiotyki i silne leki psychotropowe, a nawet sięgnął do muzykoterapii, serwując kwiatom na okrągło najwybitniejsze dzieła klasyków wiedeńskich.

Wysiłek Profesora nie poszedł na szczęście na marne.  Po jakimś czasie Róże stuliły swe płatki w szczelne pąki i zamarły w bezruchu. Okazały wreszcie skruchę! Profesor odetchnął z ulgą, mógł już wreszcie spać spokojnie, powrócić do ulubionych lektur i nadrobić zaległe rewizyty.

Ogród Różany trwał niezmiennie w pokucie, nieczuły na podszepty figlarnej Bryzy, aż zdarzyła się kolejna zaskakująca volta. Owej pamiętnej nocy Różany Sobór uchwalił jednogłośnie … WEGETARIANIZM !!!

Od tej chwili, do czasów nam współczesnych, pożerają się wzajemnie, topiąc w otchłani wiecznej niepamięci, swą jakże niechlubną i odrażającą przeszłość!!!

 

 

 

Lubię to! Skomentuj8 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale