15 obserwujących
392 notki
153k odsłony
  192   0

Komisja od tytułów odeszła, system tytularny pozostał

Z końcem 2020 r. przestała istnieć Centralna Komisja do spraw stopni i tytułów (w skrócie CK) , która po transformacji ustrojowej zastąpiła Centralną Komisję Kwalifikacyjną. CKK kwalifikowała w ciągu kilkudziesięciu lat trwania PRL “inżynierów umysłów” – tych , którzy nadawali się do tworzenia najlepszego z systemów a przynajmniej tworzeniu nie przeszkadzali. Rzecz jasna nie była to komisja autonomiczna, lecz podporządkowana przewodniej sile narodu. Kandydatury na docentów/profesorów akceptowały, lub nie – KW (Komitety Wojewódzkie PZPR) a KC całkiem kandydatów mogła pogrzebać. W III RP komisja została skrócona w nazwie o jedno „K” i wyzwolona spod kurateli KC, ale była afiliowana przy premierze, czyli jednak jakby na uwięzi politycznej, choć o zmiennej orientacji.

Efektem działań komisji było osiągnięcie przez Polskę iście imponującego przyrostu stopni naukowych doktora habilitowanego, niemal już nie znanego w świecie nauki poza państwami dawnego blogu wschodniego. Taki stan rzeczy powodował natężenie przygranicznego ruchu habilitacyjnego (kierunek Ukraina, Białoruś, potem Słowacja) w celu łatwiejszego pozyskiwania tych stopni, mrocznego nieraz pożądania.

Komisja podsuwała także pod długopis prezydentowi nader liczne kandydatury do tytułu profesora, zwanego zwyczajowo belwederskim, choć nominacje wręczano w pałacu namiestnikowskim.

Prezydent merytorycznie tych kandydatur nie oceniał, ale czasem opóźniał ich podpisywanie, a nawet – o zgrozo – nie podpisywał (przykład kandydatury Michała Bilewicza), niekoniecznie z powodu braku długopisu.

Nawet jak podsuwano prezydentowi kandydaturę jakiegoś oszusta, plagiatora, on nie miał mocy już podpisanej nominacji odwołać. Nie można się zatem dziwić, że wśród profesorów mamy tylu ludzi niegodnych, tym bardziej, że kodeks honorowy Boziewicza już u nas nie obowiązuje.

Przez te lata działalności komisji staliśmy się potęgą profesorską, ale pozostaliśmy nadal mizerią naukową, stąd o Noblu naukowym możemy jedynie marzyć. Jak dotąd marzenia się nie spełniły.

W 2019 r. w ramach wprowadzaniu w życie Konstytucji dla Nauki przeprowadzono wybory do nowego gremium – Rady Doskonałości Naukowej (RDN), która od 1 stycznia tego roku jest już całkiem samodzielnym bytem na polu doskonalenia naszych kadr akademickich. Może wreszcie staniemy się potęgą, skoro mamy tyle uczelni wyższych, taki poziom udyplomowienia młodego społeczeństwa, i tak doskonałych profesorów.

Może…..Ale wątpliwości są, i to uzasadnione, bo plagi akademickie wkroczyły bez przeszkód w nowy rok, a nawet się objawiły u członka Rady Doskonałości Naukowej (RDN), niezmordowanego blogera prof. dr hab. Bogusława Śliwerskiego. Ten z wielką pasją i konsekwencją walczy z akademikami, jego zdaniem – jako dotychczasowego członka CK ! – niegodnymi stopni i tytułów.

Profesor podsumował miniony rok , podkreślając niewłaściwą metodologię prac, wręcz pseudonaukowych, omówił działania naprawcze, taktownie pomijając moje „Plagi akademickie”. Ja charakteryzowałem patologie akademickie, przedstawiałem krytykę naszego systemu tytularnego i gremiów CK oraz RDN, mających twórczy udział w jego negatywnym funkcjonowaniu.

Co więcej, do ilustracji noworocznego tekstu profesor od doskonałości naukowej użył – bez jakiegokolwiek odniesienia autorskiego/źródłowego – mój poglądowy rysunek sprzed lat. Graficznie zobrazowałem na nim zmagania się akademików z pokonaniem ściany płaczu dla uzyskania niezbędnych w tym systemie stopni i tytułów.

Autor nawet nie zauważył, że rysunek dotyczy krytyki także jego działalności na drodze selekcjonowania akademików. Mamy zatem zarówno dokument pogwałcenia własności intelektualnej, ale i dokument wątpliwego intelektu demokratycznie wybranego spośród profesorów członka Rady Doskonałości Naukowej.

Jaka jestem zatem szansa, aby ta rada udoskonaliła intelektualnie naszych profesorów? Sam profesor zaczyna już wątpić w sens utrzymywania habilitacji, których poziom jest często nader kiepski, i to coraz bardziej, co świadczy o poziomie nie tylko ich autorów, ale i gremiów je zatwierdzających.

Należy żałować, że wraz z odejściem CK nie zrezygnowano z naszego rozbudowanego i nader egzotycznego systemu tytularnego. Czy zastąpienie jednej komisji, która nie dawała sobie rady z plagami akademickimi, komisją o innej nazwie, ale nadal bezradnej wobec plag spadających także na jej członków, poprawi nasz patologiczny, tytularny system?

Czy kiedykolwiek celem nauki uprawianej w Polsce będą wyniki badań a nie tytuły od jakości nauki jakby niezależne?

Tekst opublikowany w tygodniu Gazeta Polska 20 stycznia 2021 r.

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo