Józef z Londynu Józef z Londynu
84
BLOG

Ludobójcy w turbanach

Józef z Londynu Józef z Londynu Polityka Obserwuj notkę 3
Mohammad-Amin Biglari i Shahin Vahedparast - zostali skazani za próbę szturmu na obiekt wojskowy i wtargnięcia do magazynu broni podczas gwałtownych protestów na początku roku.

image

Sąd Najwyższy Iranu orzekł, że oskarżeni „usiłowali popełnić masowe morderstwo”, próbując ukraść broń i sprzęt wojskowy.

 Amnesty International podała, że 11 Irańczykom grozi natychmiastowa egzekucja za udział w protestach. Osoby te były „poddawane torturom i innym formom złego traktowania, zanim zostały skazane w rażąco niesprawiedliwych procesach opartych na wymuszonych zeznaniach”.

W marcu pierwszy zastępca szefa irańskiego wymiaru sprawiedliwości Hamzeh Chalili powiedział, że sprawy związane ze styczniowymi protestami zostały sfinalizowane, a wyroki są wykonywane.

 Liczba zabitych protestujących wynosi - według różnych niezależnych źródeł - od kilkunastu do nawet około 70 tysięcy.


Reżim ajatollahów znowu pokazał, że jest bandą krwawych,  oprawców, którzy trzymają się u władzy wyłącznie dzięki szubienicom, torturom i kulom w tył głowy. To nie państwo, to maszyna śmierci, teokratyczna katownia, która boi się własnego cienia bardziej niż czegokolwiek innego na świecie.

Na przełomie marca i kwietnia 2026 roku stracono co najmniej dziesięciu więźniów politycznych, w tym czwórkę członków Ludowej Organizacji Mudżahedinów Iranu (PMOI/MEK): Mohammada Taghaviego, Akbara Daneshvarkara, Babaka Alipura i Puyę Gobada. Egzekucje odbyły się 30 i 31 marca po miesiącach gównianego, tajnego przetrzymywania, pełnego tortur, bicia, gwałtów psychicznych i fikcyjnych procesów, które nawet reżimowi sędziowie powinni się wstydzić nazywać „sądem”.Ich jedyne „przestępstwo”?

Śmieli się przeciwstawić tej średniowiecznej, dyktaturze i brali udział w styczniowym powstaniu przeciwko ajatollahom w 2026 roku. Nic więcej.

Żadnych bomb, żadnej broni – tylko odwaga, by powiedzieć „dość” tej bandzie fanatycznych ......synów w turbanach, którzy zamienili Iran w jedno wielkie więzienie pod gołym niebem. Narodowa Rada Oporu Iranu (NCRI) ma absolutną rację, gdy mówi wprost: to preludium do kolejnej masakry na wzór tej z 1988 roku. Pamiętacie? W ciągu dwóch-trzech miesięcy wymordowano wtedy tysiące – dziewięćdziesiąt procent członków PMOI zostało po prostu rozstrzelanych lub powieszonych, bo reżim dostał sraczki ze strachu przed własnym narodem po wojnie z Irakiem.

Historia się powtarza, tylko tym razem ajatollahowie są jeszcze bardziej zdesperowani.Przez ostatni rok irańska opozycja przeprowadziła ponad cztery tysiące antyreżimowych akcji – cztery tysiące! Protesty, sabotaże, uliczne bunty, podziemna sieć oporu, która nie gaśnie mimo całego aparatu terroru.

Styczniowe powstanie 2026 pokazało, że naród ma dość. Ma dość głodu, ma dość cenzury, ma dość kobiet bitych za odkryte włosy, ma dość dzieciaków w więzieniach za to, że śpiewali „śmierć dyktatorowi”.

A co robi reżim?

Zamiast słuchać – morduje. Tajnie, po cichu, w piwnicach, bez kamer, bez adwokatów, bez śladu. Bo ajatollahowie wiedzą, że jak tylko lud się naprawdę obudzi, to ich teokratyczna kloaka runie jak domek z kart.A ta cała ich propaganda o „walce z terroryzmem”? To najgrubsze kłamstwo od czasów rewolucji 1979 roku. Od czterdziestu lat wrzeszczą na cały świat, że każdy, kto im się przeciwstawia, to „terrorysta”. Analizy ataków terrorystycznych w Iranie od rewolucji pokazują jasno: owszem, były ataki – separatystyczne, lewicowe, kurdyjskie, IS, Jundallah, Jaish ul-Adl, nawet izraelskie uderzenia. W latach 80. zginęło ponad 17 tysięcy ludzi, głównie w pierwszej dekadzie po obaleniu szacha. Ale od kiedy reżim umocnił władzę, ataki spadły dramatycznie – dzięki represjom, a nie „sprawiedliwości”.

Dziś ajatollahowie używają tego samego starego, śmierdzącego triku: każdy dysydent, każdy członek opozycji, każdy, kto marzy o wolnym, świeckim Iranie, zostaje automatycznie wrzucony do worka „terrorystów”. PMOI? Terroryści. Protestujący na ulicach? Terroryści. Kobiety zdejmujące hadżib? Terrorystki.

To nie walka z prawdziwym zagrożeniem – to zimny, polityczny mord na własnych obywatelach, którzy mają jaja, by powiedzieć „nie”.Reżim boi się nie Ameryki czy Izraela – te konflikty są im na rękę, bo dają pretekst do dalszego zaciskania śruby. Największy wróg ajatollahów siedzi w Teheranie, w Isfahanie, w Szirazie – to zwykli Irańczycy, którzy mają dość tej religijnej mafii ssącej krew z kraju. Dlatego egzekucje idą seriami. Dlatego tortury w Evin i innych więzieniach są na porządku dziennym. Dlatego procesy trwają pięć minut, a wyrok jest zawsze jeden: śmierć.To nie jest „obrona islamu” ani „walka z wrogami zewnętrznymi”. To czysta, zwierzęca nienawiść do wolności.

To ludobójstwo polityczne w białych rękawiczkach, tylko że rękawiczki dawno są czerwone od krwi. Reżim ajatollahów to nie rząd – to gang morderców w sutannach, banda sadystycznych skurwieli, którzy boją się własnego narodu bardziej niż czegokolwiek. Świat znowu patrzy, kręci głową, wydaje jakieś nijakie oświadczenia i udaje, że „to wewnętrzna sprawa Iranu”. A Irańczycy płacą za to najwyższą cenę – życiem, krwią, rodzinami rozbitymi przez katów w turbanach.Czas skończyć z eufemizmami.

To nie „egzekucje”. To państwowy terror. To masowe mordy polityczne. To teokratyczna dyktatura, która powinna trafić na śmietnik historii razem z wszystkimi innymi tyraniami XX i XXI wieku.

Irański naród zasługuje na wolność. Na świeckie państwo. Na życie bez strachu przed szubienicą za marzenie o normalności. A ajatollahowie? Niech idą do diabła – najlepiej na szubienicy, którą sami tak kochają.

image

https://niepoprawni.pl/blog/zawiedzony/ludobojcy-w-turbanach-okiem-izraelskiego-blogera



Prawa strona netu

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka