Tymczasem po czterech latach „specjalnej operacji wojskowej” okazało się, że ta armia to miszmasz: czołgi z czasów Breżniewa wyciągane z magazynów jak starocie z piwnicy,
„elitarne” oddziały, które w praktyce wyglądają jak wycieczka szkolna z karabinami,
generałowie, którzy mapy trzymają do góry nogami, a logistykę ogarniają na poziomie „jakoś to będzie”,
i szeregowi – mieszanka zaciągniętych z więzień, mobilizowanych dziadków i importowanych „ochotników” z Korei Północnej.
„Druga armia świata” – tak, tylko że ranking wygląda mniej więcej tak:
1 - USA
2–150. reszta normalnych armii
Rosja (tuż przed armiami, które mają więcej wielbłądów niż sprawnych BTR-ów).
Twierdzenie, że to „pierwsza armia świata”, to już nie propaganda – to kabaret debila dla debili. Bo gdyby naprawdę była pierwsza, to nie potrzebowałaby kupować dronów od Irańczyków, amunicji od Koreańczyków i „mięsa armatniego” od własnych więźniów. A żołnierze nie musieliby kraść pralek, bo „wojna specjalna” najwyraźniej wymaga też sprzętu AGD.Podsumowując: armia, która w propagandzie jest niezniszczalną potęgą, w rzeczywistości przypomina bardziej armię dobrego wojaka Szwejka – tylko bez humoru i z dużo większą liczbą trumien.



Komentarze
Pokaż komentarze (16)