Józef z Londynu Józef z Londynu
90
BLOG

D.Tusk kupił żonie kwiaty!!! I TVP Info właśnie ogłosiła narodowe święto męskości

Józef z Londynu Józef z Londynu Polityka Obserwuj notkę 5
Czyli gdzie jest granica skrajnego fanatyzmu a zwykłego kretynizmu. I to wszystko za publiczne pieniądze

Przełom! Historyczny moment!

Po intensywnym tygodniu pełnym „problemów do rozwiązania” (czytaj: protestów przed Trybunałem i innych drobiazgów, które normalny człowiek załatwia między kawą a mailami) premier Donald Tusk w sobotni poranek wszedł do domu z bukietem. Imieniny żony.

Kwiaty. Koniec.


Pracownik TVP w ciągłej likwidacji Magdalena Pernet w porannym przeglądzie prasy TVP Info nie wytrzymała. Tajemniczy wstęp, odliczanie „trzy sekundy na zgadnięcie kto…”, potem uroczyste: „Wszystkich panów proszę o uwagę”.

image

Bo oto wzór. Ideał. Wzór do naśladowania dla wszystkich panów w tym nieszczęsnym kraju. Szef rządu pamiętał. Nie zapomniał. Mimo pracowitego tygodnia. Mimo, że kraj się pali (albo przynajmniej dymi pod TK). On – kwiaty. My – bierzcie przykład.


Publiczne pieniądze. Telewizja, którą wszyscy finansujemy (nawet ci, co wolą oglądać, jak trawa rośnie), poświęca czas antenowy na to, że premier kupił żonie kwiaty. Nie na inflację, nie na kolejki do lekarza, nie na to, że prąd i gaz tanieją tylko w oficjalnych komunikatach. Nie. Na romantyczny gest, który w normalnym małżeństwie jest tak oczywisty jak oddychanie.

Ale u nas? To już poziom heroizmu.

Prawie jak zdobycie Everestu z wózkiem dziecięcym.Granica między skrajnym fanatyzmem a zwykłym kretynizmem? Szukać jej w tym materiale to jak szukać igły w stogu siana, tylko że stóg jest zrobiony z wazeliny, a igła już dawno się rozpuściła. Bo kiedy państwowa telewizja z powagą godną relacjonowania lądowania na Marsie informuję, że facet kupił kwiaty swojej żonie i jednocześnie prosi „wszystkich panów o uwagę”, to nie jest już dziennikarstwo. To jest publiczny seans uwielbienia, za który płacimy wszyscy.


Wyobraźcie sobie: ktoś w redakcji dostał materiał z „Super Expressu”, przeczytał „Tusk z bukietem”, i pomyślał: „To jest to! To jest news! To jest coś, co podniesie morale narodu!”. I zamiast powiedzieć „kurczę, ładny gest, ale może zajmijmy się czymś ważniejszym”, odpalił odliczanie i moralizatorski ton. „Szef rządu miał sporo problemów… a jednak”. Jakby sam fakt, że premier nie jest robotem pozbawionym pamięci o imieninach, był osiągnięciem na miarę reformy ustrojowej.I to wszystko z taką miną, jakbyśmy właśnie odkryli nowy pierwiastek chemiczny: „tuskium” – pierwiastek odpowiedzialny za pamiętanie o kwiatach mimo „pracowitego tygodnia”.


Panowie, bierzcie przykład. Nie wystarczy już kupić kwiaty.

Trzeba to zrobić po intensywnym tygodniu, najlepiej tak, żeby paparazzi złapali, tabloid napisał, a potem państwowa telewizja zrobiła z tego kazanie. Tylko wtedy wasz gest nabierze prawdziwej wagi historycznej. Zwykłe „kochana, imieniny, oto bukiet” to już za mało.

To musi być akt polityczny. Akt męskości. Akt patriotyzmu.


A my, podatnicy, możemy tylko siedzieć i podziwiać. Bo za nasze pieniądze ktoś właśnie ustalił nowy standard: kupienie kwiatów żonie to nie prywatna sprawa. To materiał na poranny przegląd prasy i lekcję dla całego narodu.

Granica fanatyzmu i kretynizmu?


W tym konkretnym przypadku nie ma granicy. Jest tylko płynne przejście – prosto w absurdistan, sponsorowany z budżetu. Kwiaty kupione. Wzór ustanowiony. Naród oświecony. Można zamykać temat. Albo raczej… otworzyć kolejny odcinek „Jak Tusk żyje lepiej niż my wszyscy, a my mamy to chwalić na antenie”.

Brawo. Naprawdę. Brawo.



Prawa strona netu

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka