Empiryzm Kacpra P.
Doświadczenie, obserwacja, wnioski i publikacja.
0 obserwujących
22 notki
25k odsłon
  490   0

"Będę biegał jak czarny, by żyć jak biały", czyli słów kilka o Pucharze Narodów Afryki

Meczem Kamerun - Burkina Faso w Jaunde rusza dziś piłkarski Puchar Narodów Afryki, którego nie chce FIFA, a jeszcze mniej kluby europejskie. Walczący o mistrzostwo Anglii Liverpool traci na miesiąc swoich kluczowych graczy Salaha, Mane i Keitę, a wypowiedź ich trenera Jurgena Kloppa: "Katastrofa (...) po raz kolejny w walce o mistrzostwo przeszkodzi nam ten " dobitnie pokazuje, jaki stosunek do afrykańskiego kontynentu mają przedstawiciele wielkiej, europejskiej piłki. Wyjazdy piłkarzy na kilka tygodni w samym środku sezonu zawsze budziły duże emocje, zwłaszcza w klubach z Anglii i Francji (liga francuska, której kluby oddały afrykańskim drużynom narodowym aż 51 piłkarzy!), gdzie gwiazdorów z Afryki występuje najwięcej. Dla wszystkich, poza Afrykanami, PNA jest brzydkim kaczątkiem. Szefowie klubów europejskich podkreślają, że to turniej nierentowny. Ostatni wygenerował 45 mln euro. To kwota śmieszna w porównaniu z dwoma miliardami euro wpływów z Euro 2016. Afrykanie oburzają się na takie argumenty. Jednocześnie Infantino, który dla zysku chce rozgrywać mundial co dwa lata (!), mistrzostwa ich kontynentu traktuje jako towar trzeciej kategorii. Konsternację dodatkowo wywołała sytuacja z Sebastien Haller - liderem strzelców obecnej edycji Ligi Mistrzów. W Ajaksie Amsterdam zapytano go wprost, czy wybiera się na mecze kadry? - To jedno pytanie oddaje cały brak szacunku dla piłki afrykańskiej - skomentował napastnik Wybrzeża Kości Słoniowej. - Czy jakikolwiek klub pytałby piłkarza z Europy, czy ma zamiar jechać na Euro? - kwituje Haller i trzeba przyznać mu racje, że trudno wyobrazić sobie podobne pytanie do jednego z zawodników europejskich federacji, gdyż mecze w narodowym trykocie to dla każdego zawsze wydarzenie niezwykle specjalne i elektryzujące.

"Będę biegał jak czarny, by żyć jak biały", czyli słów kilka o najbardziej barwnej imprezie sportowej na świecie - Pucharze Narodów Afryki.

Meczem Kamerun - Burkina Faso w Jaunde rusza dziś piłkarski Puchar Narodów Afryki, którego nie chce FIFA, a jeszcze mniej kluby europejskie. Walczący o mistrzostwo Anglii Liverpool traci na miesiąc swoich kluczowych graczy Salaha, Mane i Keitę, a wypowiedź ich trenera Jurgena Kloppa: "Katastrofa (...) po raz kolejny w walce o mistrzostwo przeszkodzi nam ten <<mały turniej w Afryce>>" dobitnie pokazuje, jaki stosunek do afrykańskiego kontynentu mają przedstawiciele wielkiej, europejskiej piłki. Wyjazdy piłkarzy na kilka tygodni w samym środku sezonu zawsze budziły duże emocje, zwłaszcza w klubach z Anglii i Francji (liga francuska, której kluby oddały afrykańskim drużynom narodowym aż 51 piłkarzy!), gdzie gwiazdorów z Afryki występuje najwięcej.

Dziś niechętni zwalnianiu swoich graczy trenerzy otrzymali w tej walce dodatkowy oręż - nowy wariant wiru*a, który zręcznie próbowano wykorzystać na Starym Kontynencie, aby odwołać to wielkie święto piłkarskie w Afryce. Prezydent FIFA Gianni Infantino próbował wytłumaczyć Afrykanom, że teraz sytuacja jest tak samo zła - jak w ubiegłych latach, gdy przekładano lub odwoływano zawody. W liczącym 26 mln mieszkańców Kamerunie zaszczepiło się zaledwie 4 procent ludzi. Legendarny Samuel Eto’o (nowy prezes kameruńskiego związku) uznał za absurdalny argument prezydenta FIFA. - Jeśli Euro 2020 rozgrywano w dziesięciu krajach, w dodatku z kibicami na trybunach to powiedzcie mi dlaczego my nie mielibyśmy prawa grać? - pytał retorycznie, ale nie można odmówić mu racji i stosowania podwójnych standardów przez mądre głowy ze światowego związku piłkarskiego.

Dla wszystkich, poza Afrykanami, PNA jest brzydkim kaczątkiem. Szefowie klubów europejskich podkreślają, że to turniej nierentowny. Ostatni wygenerował 45 mln euro. To kwota śmieszna w porównaniu z dwoma miliardami euro wpływów z Euro 2016. Afrykanie oburzają się na takie argumenty. Jednocześnie Infantino, który dla zysku chce rozgrywać mundial co dwa lata (!), mistrzostwa ich kontynentu traktuje jako towar trzeciej kategorii. Konsternację dodatkowo wywołała sytuacja z Sebastien Haller - liderem strzelców obecnej edycji Ligi Mistrzów. W Ajaksie Amsterdam zapytano go wprost, czy wybiera się na mecze kadry? - To jedno pytanie oddaje cały brak szacunku dla piłki afrykańskiej - skomentował napastnik Wybrzeża Kości Słoniowej. - Czy jakikolwiek klub pytałby piłkarza z Europy, czy ma zamiar jechać na Euro? - kwituje Haller i trzeba przyznać mu racje, że trudno wyobrazić sobie podobne pytanie do jednego z zawodników europejskich federacji, gdyż mecze w narodowym trykocie to dla każdego zawsze wydarzenie niezwykle specjalne i elektryzujące. 

Na tegoroczny turniej PNA w Kamerunie cieniem kładzie się nie tylko nowy wariant wiru*a czy niechęć europejskich oficjeli, ale także sama sytuacja polityczna w państwie ze stolicą w Juande. Do tej pory na zachodzie kraju obowiązywała w wielu miejscach godzina policyjna. Pewnie dlatego maskotka, lew Mola, ma kamizelkę kuloodporną i eskortowali ją żołnierze. To swoisty chichot losu, bo ona akurat powinna łączyć, gdyż słowo 'mola' oznacza przyjaciela. Szczególne obawy budzi teraz rozgrywanie meczów w Limbe, mieście w strefie anglojęzycznej. Jako potencjalnie niebezpieczne określa się też jednak stadiony w Bafoussam i Douali, a więc aż trzy z sześciu. A w tej najniebezpieczniejszej Limbe zaplanowano sześć meczów fazy grupowej i jeszcze dwa fazy pucharowej. Francuskojęzyczny rząd nie zamierza ustąpić, a wrogów ma twardych. "Francusko-angielskie" zapętlenie odmiennych tożsamości dwóch obozów przynosi szkody. Rok temu w regionie anglojęzycznym, najbardziej zapalnym, zdetonowano około 100 bomb. Ofiarami byli żołnierze, policjanci, cywile i nawet pięcioletnia dziewczynka. 

Trudna sytuacja na Czarnym Kontynencie nie jest żadnym novum. Kilka miesięcy temu nie rozegrano meczu Gwinei z Marokiem, bo kiedy goście dotarli, to akurat miał miejsce zamach stanu. Trener Valid Halihodzić opowiadał potem, że podczas pobytu w hotelu słychać było strzały. Oficerowie sił specjalnych aresztowali prezydenta i przejęli władzę. Z piłkarzy najbardziej przerażeni sytuacją byli grający na co dzień w Anglii (reprezentant Gwinei Naby Keita) oraz Hiszpanii (Youssef En-Nesyri). Wojskowy Doumbouya, który teraz jest przywódcą, zażądał nawet, by Gwinejczycy wrócili natychmiast z Kamerunu, a jeśli ośmielą się przegrać, to niech zwrócą pieniądze, które w nich zainwestowano. Dodatkowo wśród wielu żywe jest jeszcze wspomnienie traumy, jaką przed meczem Pucharu Narodów Afryki przeżył przed laty Emmanuel Adebayor. Autokar reprezentacji Toga został ostrzelany przez terrorystów, gdy przejeżdżał przez Angolę. Zginęli wtedy asystent trenera, rzecznik prasowy i kierowca. Jedna z tych osób, która zmarła na rękach Adebayora, była mu bardzo bliska. Takie są realia Afryki, ale jednego nie można mówić, że pomimo wielu przeciwności losu - w tym roku podwójnie wielu - Puchar Narodów Afryki to wydarzenie magiczne. To być może efekt nostalgii, jaka jest obecna w polskim narodzie, i pamięci, gdy lata temu PNA leciał w Eurosporcie z komentarzem Mateusza Borka, ale próżno szukać tak barwnej, kolorowej i nieprzywidywanej imprezy sportowej - zarówno na boisku, jak i daleko poza nim, a najlepszym podsumowaniem niech będą słowa wyżej wspomnianego Samuela Eto'o: "Będę biegał jak czarny, by żyć jak biały."

W tym roku na kameruńskiej ziemi podziwiać będzie można takie tuzy jak: Mo Salah, Andre Onana i Sebastian Haller z Ajaxu, Tapsoba z Bayeru, Sarr z Metz, Riyad Mahrez, Edouarda Mendy'ego czy Wilfreda Zahe i choć zapewne turniej wygra reprezentacja Algierii, Senegalu lub Maroko to najbardziej czekam na takie mecze jak Sudan z Gwinea Bissau czy Etiopii z Wyspami Zielonego Przylądka, bo to magiczne 90 minut, gdy ten afrykańskie narody płoną z radości, a nie płoną w wyniku ciągnących się latami konfliktów etnicznych czy politycznych. 






Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport