kaczakomuna kaczakomuna
678
BLOG

Autostrady i stadiony na EURO – jak Kaczyński przechytrzy Tuska

kaczakomuna kaczakomuna Polityka Obserwuj notkę 3

 Obserwując dyskusję, jaka toczy się wokół inwestycji związanych z Euro trzeba, odkładając na bok retorykę polityczna zadać kilka pytań.

 

Przede wszystkim, organizacja Euro w Polsce to zasługa PIS i Jarosława Kaczyńskiego. Nawet, jeżeli dobrze poinformowani sceptycy wyciągną informację, że procedurę rozpoczęli poprzednicy czy inny PZPN, to właśnie PISowi zawdzięczamy poparcie rządowe dla tej inicjatywy. Inicjatywy, która zaowocowała szerokim planem inwestycyjnym oraz determinacją, że „wszystko” ma być gotowe na EURO.

 

Czy można było „bardziej” zdążyć przed Euro?

Czy autostrady, stadiony, dworce kolejowe, lotnicze powinny być gotowe na EURO? Nie, te inwestycje powinny być gotowe już dawno. Jednak wobec braku funduszy, w 40to milionowym kraju, – jako jedynym w Europie – nie udało się ich do niedawna zrealizować. W tym kontekście lamenty, że gdzieś tam nie ma asfaltu, trawa krzywo rośnie, itd. nie mają kompletnie sensu. Nie da się w 5 lat wybudować tyle ile inne kraje budowały przez dekady. Mam nadzieję, że z dalszymi inwestycjami nie będziemy czekać do Olimpiady 2112. Dzięki inicjatywie PIS i realizacji PO zrealizowano to, co nie udało się: ani komunie ani poprzednikom.

 

Czy można było wybudować taniej?

Wszyscy znamy pytanie: ile i dlaczego tak drogo? To całkiem naturalne, że opozycja krytykuje rząd. A gdy ten realizuje plan inwestycyjny nakreślony przez opozycję pozostaje jej jedynie krytykować postęp prac (patrz wyżej) i ceny. Z tym ostatnim jest łatwo. Wyborca operując budżetem domowym kilku tysięcy złotych przy remoncie mieszkania, a każdy taki remont kiedyś robił, jest przecież ekspertem budowlanym. A jako ekspert chętnie bierze udział w debacie jak to jest możliwe, że budowa dróg w Polsce kosztuje dwa, trzy, x-razy tyle ile w Niemczech, Włoszech i Peru. Szczególnie w Peru, gdzie są góry (co wiemy z geografii) ceny powinny być wyższe a „wiemy”, że nie są. Powtarzanie bzdur wiele razy zamienia je w „fakty”.

 

Czy "nasi" zrobiliby wszystko lepiej?

Wybór wykonawców inwestycji finansowanych ze środków budżetowych odbywa się zgodnie z ustawą o zamówieniach publicznych. Przetarg parafrazując słynne powiedzenie, jest najgorsza formą wyłonienia wykonawcy inwestycji, jednak nie wymyślono lepszej. Zgodnie z procedurą zamawiający bardzo precyzyjnie opisuje, co, jak i z czego powinno być wykonane. Realizacja zamówienia – zgodnie ze specyfikacją i w ustalonym terminie zapewniana jest gwarancjami, jakie wszyscy startujący w przetargu mają złożyć. Wygrywa oferta z najniższą ceną.

 

Zamawiający bez względu na zmiany cen materiałów, opady deszczu, sraczkę i przemarsz wojsk ma wyegzekwować wykonanie zamówienia w terminie. Jeżeli to nie nastąpi wlepia karę, gdy jakość jest zła – wlepia karę, w obu przypadkach korzystając ze złożonych przez wykonawcę gwarancji bankowych.

 

Buduje Rząd czy prywatne firmy? 

Czy złe lub nieterminowe wykonanie zamówienia może się zdarzyć? Może. Na tym polega ryzyko gospodarcze. Czy wykonawca może zbankrutować w trakcie realizacji zamówienia? Jak najbardziej. Dla nas ważne jest, że inwestor ma instrumenty, które pozwalają mu się przed takimi ryzykami zabezpieczyć. Dlatego bankructwo Covec, DSS – wykonawców A2 czy PBG –wykonawcy Stadionu Narodowego nie utrudnią usunięcia np. wad budowlanych, które mogą ujawnić się już po zakończeniu inwestycji.

 

Czy powinna wygrać najniższa cena?

Okazało się, że w ostatnich dwóch latach warunki gospodarcze nie były przychylne dla firm budowlanych – wzrosły ceny materiałów, chociaż wszyscy oczekiwali, że spadną (gdyby uważali, że wzrosną inaczej by skalkulowali roboty, albo podpisali kontrakty na dostawę materiałów na stałej cenie), a dodatkowo brak doświadczenia zrobił swoje Optymistyczna kalkulacja robót). To jednak znaczy, że te warunki były korzystne dla nas – podatników. Dzięki niewzruszalnym zasadom przetargów zapłaciliśmy tyle ile mieliśmy zapłacić. Gdyby ceny materiałów spadły zapłacilibyśmy tyle samo, ale różnica wylądowałaby w kieszeniach generalnych wykonawców. Mieli pecha. My szczęście. Odbiją sobie następnym razem.

 

Dowodem, na to, że ceny były właściwe – najniższe z możliwych są kłopoty finansowe wykonawców, którzy, jak widać w prezentowanych przez Zarządy wyjaśnieniach zbyt optymistycznie skalkulowały koszty niektórych inwestycji i muszą się teraz tłumaczyć ze strat.

 

Dlatego między bajki należy włożyć lamenty o konieczności „ręcznego” sterowania przez kolesiów przetargami, preferencjach dla państwowych, małych, „naszych”, czy innych uprzywilejowanych firm.  Jedynie transparentne zasady wyboru pozwolą wybrać najlepszą ofertę. Wszelkie „ulepszenia” zakończą się korupcją, albo podwyżką ceny.

 

Czy Donald okradł dostwacę żwiru? 

Realizacja inwestycji, której mały odcinek kosztuje setki milionów wymaga zaangażowania wielu specjalistycznych firm. Przede wszystkim, generalnego wykonawcy (jednego lub kilku startujących w konsorcjum), którzy posiadają doświadczenie w realizacji takich inwestycji, w tym koordynacji prac podwykonawców. Do tego posiadają wystarczającą siłę finansową by uzyskać wymagane przetargiem gwarancje bankowe dobrego i terminowego wykonania kontraktu. Podwykonawcy posiadają podobne kwalifikacje w węższym zakresie obowiązków w swojej specjalizacji: np. budowa wiaduktów, układanie asfaltu. Oni również mają swoich podwykonawców np. dostawców betonu, rusztowań czy obiadów dla pracowników na plac budowy.

 

Kto komu płaci?

Zleceniodawca inwestycji płaci za wykonane roboty generalnemu wykonawcy a ten z kolei rozlicza się z podwykonawcami. Oni ze swoimi itd. Za zobowiązania generalnego wykonawcy w stosunku do podwykonawców solidarnie odpowiada Zleceniodawca. Dlatego w sytuacji właściwie wykonanych prac podwykonawca nie ma ryzyka nieotrzymania zapłaty. Jednak jak w biznesie, czasem roboty są wykonane źle nieterminowo czy wcale. Wtedy odpowiedzialność spada na generalnego wykonawcę, który takiego podwykonawcę musi zastąpić innym często droższym Stąd pojawiają się konflikty. Kto budował dom czy remontował mieszkanie wie, o czym piszę. Te problemy są szczególnie widoczne, gdy firmy maja małe marże, popełniły błędy w kalkulacji kosztów itd.

 

Podsumowując!

Prezes Kaczyński jest „matką” przyznania organizacji EURO Polsce. Krytyka metod realizacji inwestycji przez ostatnie lata stanowiła podstawowy bodziec dla rządu Tuska do ich realizacji. Możemy to szczerze przyznać, większość zaplanowanych inwestycji wykonano prawie w terminie. Jednak to PIS cały czas zbijał kapitał polityczny na „wysokich cenach”, niedotrzymanych terminach i innych niedociągnięciach.  

 

A teraz, gdy wyjdziemy z grupy wszyscy przekonają się, że Kaczyński przechytrzył Tuska i to ON na fali entuzjazmu futbolowego znowu wygra w sondażach!

kaczakomuna
O mnie kaczakomuna

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka