Paradoksalnie ostatnie 20 lat to nie tylko okres unifikacji państw europejskich w jeden unijny organizm ale również czas wybijania się narodów na niepodległość.
Przykładów jest wiele, zaczynając od rozpadu Jugosławii, Związku Radzieckiego, a kończąc na sepratystycznych planach (na razie?) Flamandów w Belgii, Szkotów w Zjednoczonym Królestwie czy mieszkańców Quebecu w Kanadzie.
Co uderzające, sukces takich działań (choć niejednokrotnie krrwawych vide Serbia, Albania) przyszedł niespodziewanie, nagle i w przeważającej mierze w oparciu o rozwiązania demokratycznie - wewnętrzne wolne wybory oraz w oparciu o międzynarodową pomoc wiodących demokracji zachodnich.
Sukcesu nie odnieśli, a wprost przeciwnie zostali zmarginalizowani tradycyjni bojownicy o narodową niezawisłość: Irlandczycy Płn, Baskowie, Kurdowie czy Palestyńczycy.
Gdzie w tych rozważaniach jest Stalin i gdzie Polska? Na potrzeby naszej alternatywnej historii załóżmy, że polityka Rządu Londyńskiego po śmierci gen. Sikorskiego odniosła częściowy sukces. Z pomocą Mocarstw Zachodnich utrzymujemy granice z 39-go roku. Nie udaje się uniknąć jednak rządów komunistycznych popleczników i następne 50 lat przebiega w znanej atmosferze kryzysów ekonomicznych społecznych i narodowościowych - mamy przecież liczne mniejszości: ukraińską, litewską, białoruską i niemiecką. Stosunki z potężnym sąsiadem NRD układają się poprawnie.
W 1991 roku upada ZSRR. Ruchy narodowowyzwoleńcze - z pełnym wsparciem Zachodu dążącego do maksymalnego osłabienia swego nawiększego wroga/rywala - osiągają sukcesy. Na terenach ZSRR i Polski powstają niepodległe: Litwa, Ukraina i Białoruś.
Polska pod presją zachodu zawiera korzystny układ, oddając jedynie tereny zamieszkiwane w większości przez ludność niepolską. Nowa granica przebiega na Bugu. Tereny Prus wschodnich, a właściwie Wschodniej NRD zostają po zjednoczeniu włączone do Republiki Federalnej Niemiec.
A tegaz drogi czytelniku weź długopis i zaznacz tak ustalone granice Polski na mapie.



Komentarze
Pokaż komentarze (13)