Przyznaję się szczerze, że za podszeptem prasy mainstreamowej zostałem piknikowym patriotą i zaopatrzonym we flagę narodową udałem się wraz z radosnym tłumem Alejami Jerozolimskimi na Stadion Narodowy.
Zlekceważyłem informacje, że stadion jest: za mały, za duży, duszny, trawa w nim nie rośnie, dach nie chroni przed śniegiem, podobno ktoś nie dostał zapłaty za wykonane roboty. Dodatkowo zignorowałem wszystkie problemy organizacyjne, które miały uniemożliwić wejście, ogladanie i opuszczenie Stadionu.
Jakby tego było mało - wyraźnie wbrew prasie niezależnej (pomocy finansowej PIS dla GPC nie liczę) zignorowałem ryzyko, że patriotycznie nastawiony elektorat PIS pod wodzą Starucha i senatora Romaszewskiego (ładna karta kiedyś, teraz brzydko sie chwyta) zleje mi mój piknikowy ryj. Co więcej uwierzyłem demoliberalnej reklamie, że na stadion mozna wejść z rodziną i małymi dziećmi bez ryzyka wysłuchiwania bluzgów, dostania butelką, krzesełkiem czy po prostu nożem (+ banner o ojcu Michnika w gratisie).
Relacje z Czechami i Portugalczykami mamy w zasadzie mniej napięte niż z Rosją StalinaPutina - ale znowu za nic miałem ewentualna krwawą rozprawę za Zaolzie, Pragę, faszystów portugalskich i co tam jeszcze. Olałem, że nie mogę wejść z przedmiotami kultu religijnego, aparatem z wymiennym obiektywem, własnym grillem i gorzałą, co do końca przekreśliło moje szanse na stanie się innym, niz piknikowy patriotą.
Przechodząc do sedna: 21 czerwca 2012 wraz z entuzjastycznym tłumem w przeważającej mierze rodaków dotarłem na najpiękniejszy stadion w Polsce, nieporównywalny z poprzednikem , na którym wszystko idealnie działało. Co więcej stadion sam w sobie powodował, poprawę funkcjonowania wszystkiego w koło, co i tak działało. Chodzi mi o ludzi.
Liczne, mocno nawalone jednostki zachowywały się kulturalnie w zalewie piknikowych kibiców i piknikowych patriotów. Liczni pretorianie Starucha i Prezesa (tu przepraszam łyse karki w grupkach po kilku, którzy mieli z futbolem do czynienia pierwszy raz), w magiczny sposób rozsiani równomiernie po całym stadionie ograniczali wrzaski, a nawet powściągali słownictwo!
Pieknie kibicowali Czechom gdy ci atakowali, by oszaleć na punkcie Portugalii gdy Ronaldo strzelił bramkę.
Po meczu, żadnych rozrób - wszyscy pod wrażeniem wielkiego futbolu , a później sprawnej organizacji! Bez siatek, barier, szpalerów Policji!!!
Tak narodziło się 50,000 Lemingów.
W przyszłym tygodniu wybieram się autostradą do Łodzi. Nie traktuję jej jako kosztu Euro - to koszt dołączenia do cywilizacji.
Gdyby stadiony autostrady nie powstały na Euro, tylko na Rocznicę Katastrofy Smoleńskiej cieszyłyby mnie TAK SAMO.
Liczba lemingów może by większa niż się niektórym wydaje



Komentarze
Pokaż komentarze (10)