Spór o przejęcie tarnowskich Azotów przez kapitał rosyjsko-żydowski pozwala prześledzić całe spektrum zachowań naszych polityków.
Pominę litościwie zajadłych przeciwników Rosji "jako takiej", którym Bóg pomieszał rozum, albo co bardziej prawdopodobne, to co z rozumu pozostało podpowiada takie działania jako panaceum w bieżących rozgrywkach politycznych.
Ciekawsze jest to co mają do powiedzenia prawicowi zwolennicy "pojednania z Moskwą", przy czym dla jasności mówimy na razie o pojednaniu ekonomicznym.
JF Libicki, znany z akcji na pograniczu samobójstwa politycznego wobec dawnych kolegów, proponuje:
niechętnie widzimy kapitał rosyjski w naszych sektorach strategicznych, ale że nie oznacza to absolutnie naszej niechęci do kapitału rosyjskiego w ogóle.
Co zrozumiałe pojawia się pytanie gdzie wobec tego inwestowanie jest dozowlone? W sprawie Azotów odpowiedź jest trudna, ale doświadczenie plityczne pozwala wybrnąć ze ślepego zaułka:
Nie znam się na przemyśle chemicznym, ale przemawia do mnie argumentacja, że zakupienie przez Rosjan naszego chemicznego lidera może mieć ścisły związek z kwestiami gazowymi. Z teoretyczną możliwością naszego energetycznego uzależnienia.
Nośnym tematem nie pogardził prof. Engelgarg, który jak na historyka przystało wypowiada się ustami uznanych specjalistów:
Stanisław Ciosek powiedział, że powinniśmy jednak wskazać obszary, w których rosyjski kapitał może inwestować. Bo na razie wygląda to tak, że nigdzie. Sektor energetyczne – nie, nawozy sztuczne – nie, bankowość – nie, transport – nie, przemysł motoryzacyjny – nie. Lechię Gdańsk chce kupić jakiś rosyjski miliarder – prawie pewne jest, że padnie kolejne „niet”.
Szczególnie do duszy historyka przemawia prawicowy publicysta Robert Gwiazdowski z Centrum im. Adama Smitha, który uważa to za kuriozalne, że:
„Kiedyś handlowaliśmy z bojarami, teraz możemy i z oligarchami. To mit, że Putin ma wpływ na wszystko i wszystkich. Sowieckie czołgi w Polsce mi przeszkadzały, kapitał nie. Boimy się Rosji, ale boją się tylko tchórze”.
A gdyby i to nas nie zachęciło, wali wprost, że AKRON to nie putnowska administracja , a jedynie
pierwsza liga szemranych biznesów na świecie
a tej jak wiadomo należy drzwi otwierać na oścież.
Tyle cytatów. Jakie płyną z tego wnioski? Takie, że za biznes nie powinni się brać ani politycy ani historycy. Ponieważ dla biznesu potrzeby jest zysk i tylko ten element determinuje przepływ kapitału. Reszta to tylko bajania pod publiczkę. Nie da się zaplanować wspólnych biznesów, ani szabelką, ani na kolanach. Nie trzeba ukazów, ani państwowych ustaw. Biznes robia partnerzy, którym się opłaca.
Międzynarodowe interesy rosyjskiego prywatnego i państwowego kapitału sa bardzo graniczone. Poza niektórymi obszarami byłego ZSRR, które dążą do poszerzenia takiej współpracy, biznes ze światem ogranicza się do handlu ropą i gazem. Inwestycje w innych branżach, czy nagłośnione medialnie zakupy klubu piłkarskiego albo nieruchomości w Monte Carlo mają jedynie marginalny charakter pomimo często znaczących kwot jednostkowych transakcji.
Czy Rosja nie może inwestować za granicą , w tym w Polsce? Oczywiście, że może. Firmy z kapitałem rosyjskim, cypryjskim, czy izraelskim, aby wskazać najczęstsz "przykrywki" mogą bez ograniczenia nabywać akcje na GPW, obligacje rządowe, nieruchomości, inwestować w firmy nie notowane na giełdzie , w końcu zakładać firmy. Dodatkowo większość z takich inwestycji nie przyciagnęłaby uwagi mediów.
Dlaczego tego nie robią? Odpowiedź jest prosta. Zwroty z zainwestowanego kapitału są w dalszym ciągu wyższe w Rosji niż gdziekolwiek indziej. Na razie nie opłaca się inwestować w Polsce bez względu na to co o tym mówią politycy.
Jedyny opłacalny biznes to eksport ropy i gazu - tu , chociaż politycy często o tym zapominają, jedziemy na tym samym wózku; my chcemy kupić , a oni chcą sprzedać. My jak najtaniej, oni jak najdrożej. Koniec pieśni.
Pozostaje mieć nadzieję, że kiedyś zwroty z kapitału w Polsce staną się dla rosyjskiego biznesu atrakcyjne - nie dlatego , że wzrosną, ale dla tego, że w Rosji w miarę rozwoju gospodarczego spadną. Dlaczego uważam, że napływ kapitału będzie korzystny? Bo nowy kapitał zwiększa konkurencję, a to powoduje zmniejszenie zysków innych inwestorów. Buduje miejsca pracy, płaci podatki. Pomaoże konkurować z firmami z zachodu.
Podobnie jak Pan Libicki nie jestem ekspertem z dziedziny chemii. Jednak nawet pobieżna lektura strony Azotów wskazuje, że mariaż z dostawcą gazu może firmie wyjść tylko na dobre. A przecież inwestycyjna "obrona Częstochowy" może zakończyć się budową przez AKRON nowoczesnej kopii Azotów w byłym NRD, przy wylocie Nord Streamu. Ciekawe jak wtedy Azoty sobie z sytuacją poradzą. Jak z tego będzie korzyść dla Polski? Prawdopodobnie taka jak w Możejkach, które "zapomniały", że przerabiają ruską ropę. Tak samo jak połowa rafinerii w Europie.
Wolny rynek załatwi sprawę za naszych polityków (i historyków). Musi nadejść właściwa pora: gdy IM zacznie się opłacać inwestować u nas, a NAM kupować towary np w rosyjskim centrum handlowym. Kto zresztą wie czyj kapitał już teraz za takim centrum handlowym stoi? Na szczęście nikomu to nie przeszkadza!



Komentarze
Pokaż komentarze