Dwadzieścia lat to z jednej strony krótko by wszystko odbudować - w sensie duchowym i materialnym, ale i wystarczająco długo by pępowina zaczeła odpadać. Większość społeczeństwa stara się wykorzystać tę szansę najlepiej jak można.
Nie wszyscy oczywiście zgodzą się, że mamy najlepszy okres w historii - pewnie od 200 z górą lat. Oczywiście dostrzec takie, korzystne położenie Polski i Polaków na politycznej i ekonomicznej mapie świata jest dane jedynie tym, którzy zadazą sobie wysiłek umysłowy porównania jak było, jak jest, a jak mogło być. Przydaje się również umiejętność krytycznej analizy "co ja bym zrobił" w takiej sytuacji. Niestety klatwa komuny ciąży nad duszami i umysłami nas wszystkich. Dlatego często spotykaną postawa jest roszczenie do "onych" by dali więcej, chcieli jeszcze lepiej, a wymagali mniej.
Przede wszystkim na przeszkodzie pełnego udziału w sukcesie Polski leży nasza "dusza niewolnika". Jest to podświadome przekonanie o tym, że wszystko w koło jest kształtowane przez obce, (nie)znane siły na które nie mamy wpływu. To może być Jałta, komuna, klika, układ, Gazeta Wyborcza, globalizm, golizna w internecie, czy coś tam innego. Ale nigdy tym co buduje sukces jednostki i kraju nie będzie solidna praca w szkole i jeszcze solidniejszy wysiłek w pracy czy własnej firmie. A także we własnej rodzinie. A "dobrze" wymaga pracy.
Wygodnictwo niewolnika polega na tym, że oddaje on odpowiedzialność za własny los w inne ręce. O ile taka postawa mogła być uzasadniona w PRLu z jego autarkią, mizerią ekonomiczną, intelektualną i wszechobecną dyktaturą komuny - dzisiaj ,powiedzmy sobie uczciwie -nie ma sensu. Celem państwa nie jest już zapewnianie bytu za poddaństwo obywatela. Talonu na buty za głos na zebraniu partyjnym. Nakładu książki za inwokację o Bierucie.
Niestety niewolnicy PRLu nie tylko, że nie wyzwolili się ale ochoczo zostali niewolnikami "demokracji". Wtedy dawali z siebie minimum wysiłku i maksimum konformizmu, tak samo i teraz próbują się zachowywać. System komunistyczny nagradzał łatwo osiagalną miską zupy takich miernych ale wiernych czy raczej bezwolnych. A do takiego "dobrego" wielu się przyzwyczaiło.
Obecny system miernych ma w głębokiej pogardzie. Każdy "niewolnik" powinien sam dbać o siebie. Ponieważ na tym polega wolność. Nie każdemu to w smak, nie każdy ma odwagę takie ryzyko podejmować. Dlatego szuka "bata na grzbiet" za miskę strawy bez wysiłku. Ale dzisiaj nikt takiego "układu" nie oferuje.
Dlatego , taki zagubiony niewolnik tworzy mitolgię muru, który nie pozwala mu opuścić (mentalnego) więzienia w jakim przebywa. Dla własnego komfortu psychicznego wyśmiewa tych, którzy zdecydują się obóz opuścic i zasmakować wolności. Odpowiadać samemu za swoje czyny, sukcesy i porażki. Robić rzeczy głupie, małe , wielkie i nijakie.
PS. Machanie sztandarami i śpiewanie Bogurodzicy nie zmienia Niewolnika w Wolnego Człowieka. Czyni go jedynie Wrzeszczącym Niewolnikiem.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)