kaczakomuna kaczakomuna
341
BLOG

Polski żołnierz w Afganistanie: okupant czy bohater?

kaczakomuna kaczakomuna Polityka Obserwuj notkę 2

 "Kolejny okupant nie żyje. Brawa dla afgańskich bojowników o wolność" - napisał w internecie 28-latek z Ostrowa Wielkopolskiego. Weteran misji w Iraku i Afganistanie poczuł się obrażony. W środę spotkali się w sądzie.

Przyznam, że mam problem z interpretacją tego zdarzenia. Z jednej strony, jako Polak powinienem popierać swoich żołnierzy. Tylko czy takie poparcie ma być bezwarunkowe? Nie ma wątpliwości, że w przypadku wojny obronnej nie powinno być taryfy ulgowej dla defetystów czy dezerterów. Czy jednak taka konieczność zachodzi w przypadku "misji pokojowych", które jak by nie patrzeć są wynikiem polityki rządu , a nie jakiegokolwiek zagrożenia Ojczyzny.

Podobno na misje jeżdżą tylko ochotnicy, którzy dostają dodatkowe wynagrodzenie. Czy to ma znaczenie? Żołnierza wysyła "do akcji" jego dowódca na polityczny rozkaz wydany przez cywilnego ministra obrony. Dlatego w pełni usprawiedliwiam stanowisko żołnierza, który poczuł się dotknięty - wszak (z braku wojny obronnej) wykonuje rozkaz swojego przełożonego (pomińmy element zgłoszenia ochotniczego) ryzykuje, życie (kurier rowerowy w Warszawie jeszcze bardziej) dlatego ma prawo domagać się szacunku za należycie wykonaną pracę.

Z drugiej strony, trudno odrzucić punkt widzenia pacyfisty, któremu wysyłanie polskich żołnierzy do Afganistanu się nie podoba i nie widzi w tym żadnego bohaterstwa. Wręcz przeciwnie, widzi ochotniczych najemników realizujących tysiące kilometrów od domu brudne interesy polityczne i gospodarcze z ofiarami (przeważnie) po jednej stronie.

Czy żołnierz, którego w walce sądowej finansowo wspiera państwowa firma zbrojeniowa Bumar ma prawo zamknąć usta obywatelowi, któremu nie podoba się polityka Rządu? A może politykę Rządu można krytykować, ale już jej wykonawców nie? Albo wykonawców tak, ale nie tych , którzy zginęli?

Odpowiedź jest trudna do momentu gdy nie umieścimy procesu w innym kontekście historycznym. Wyobraźmy sobie, młodego niemieckiego pacyfistę który nazywa agresją 1 września 1939r. : agresją. Czy powinien zostać oskarżony i skazany "z mocy niemieckiego prawa" z oskarżenia publicznego? A może powinno oskarżać znieważone przez pacyfistę wojsko? Albo jak u nas załatwić sprawę rękami dzielnego wojaka wspieranego przez fundusze i prawników Kruppa i IG Farben? Lepiej dla świata byłoby gdyby przykładowy młody pacyfista mógł w internecie z 1939roku nazwać najazd na Polskę barbarzyńską agresją - bez konsekwencji prawnych. Może by innych do swego stanowiska przekonał.

Oczywiście, że taki przykład to przegięcie. Pewnie wyjście Polski z Afganistanu nie przyniesie korzyści porównywalnych z zażegnaniem II wojny światowej , ale pytanie pozostaje: czy w czasach pokoju państwowy koncern zbrojeniowy powinien na zlecenie (pewnie nie wydane wprost) Armii gnębić obywateli, którym nie podoba się polityka Rządu? Dodajmy aktualna polityka - która może za chwilę się zmienić.

kaczakomuna
O mnie kaczakomuna

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka