W 1945 i 1991 historia rękami mocarstw zachodnich zagrała Polsce na nosie. Najwyższy czas skorzystać z nadchodzącej szansy.
W 1945. nie mieliśmy nic do powiedzenia. Nagle znaleźliśmy się otoczeni kordonem wrogich państw zalanych żołnierzami Armii Czerwonej. Decyzje zapadły bez naszego udziału, linie na mapie kreślono obcą ręką bez udziału Polaków. Nie mieliśmy nawet szansy na dowodzenie swoich racji w stosowanych zwykle na spornych terenach plebiscytach....
Minęło 45 lat i historia znowu się powtórzyła. Znowu kreślono granice, których dawny przebieg wszyscy mieli w pamięci. Zmieniano je ponieważ okazało się, ze już nie trzeba zaspokajać apetytu towarzysza Stalina, aby ugrać jakieś zwycięstwo w jakimś odległym zakątku globu. Nie ma potrzeby rzucać na szalę wschodnich ziem Polski ponieważ nie ma już towarzysza Stalina i jego mocarstwa. Niestety pozostały własne interesy mocarstw zachodnich, którym znowu było z Polską nie po drodze. Przecież obrona swobód demokratycznych nie oznacza w języku mocarstw przywrócenia legalnych granic Polsce, oznacza maksymalne osłabienie Rosji. A ten cel można było osiągnąć odrywając od ZSRR możliwie jak największy kawał kraju , tworząc jednocześnie słaby byt zdany za łaskę Europy.
Ten układ się chwieje. Może to właściwy moment aby wykorzystać proeuropejskie nastawienie zachodnich Ukraińców i zaproponować im przyłączenie się do Polski? Obustronne korzyści są oczywiste. Dziejowa szansa może się nie powtórzyć. Do tego, nie będzie komu oponować. Rosji takie działania będzie na rękę. Podobnie walczącym stronnictwom ukraińskim, które odzyskają spójność poglądów i celów tradycyjnej części kraju ciążącej ku Rosji. Podobnie nie ma powodu aby Unia była przeciwna - pod warunkiem szybkich rozstrzygnięć i przywrócenia stabilizacji w regionie.



Komentarze
Pokaż komentarze (12)