Rozumiem radość PISiaków z potknięcia przeciwnika. Nie rozumiem dlaczego nie ma ani sekundy zawahania nad prostym pytaniem: czy ta radość jest zasłużona? Przecież problemy PO nie są wynikiem szczególnie przemyślanych , madrych czy szczęśliwych działań PIS. Są efektem działań mających zupełnie inne cele, rozgrywajacych PIS dla własnych interesów.
Wygląda na to, że podsłuch zakładała grupa złożona ze sprytnego dziennikarza, pracowanika BOR oraz zwerbowanych przez nich pracowników czołowych restauracji. Jak pisze Gazeta W. pracownik Sowy wskazał jeszcze posła PIS jako inspiratora "finansowego" całego przedsiewzięcia.
Chyba nie można mieć wątpliwości, że Sowa Podsłuchowa nie miała w swym założeniu służyć PISowi. PIS mógł przecież na podsłuchach znacznie więcej skorzystać ujawniając je podczas wyborów. Dlaczego tego nie uczyniono? Jaki był ważniejszy cel? Coś jednak na rzeczy było. Przypominam zagadkowe milczenie Prezesa na początku afery, które wskazywało na jego brak wiedzy czy podsłuchiwani nie byli równiez polityczy PIS. A jak pamiętamy z czasów IV RP wiele aferalnych "sukcesów" ogłoszonych przez PIS w mediach, chwilę później zamieniało się w katastrofę polityczną gdy ujawniano szczegóły ujawnionych afer i ich głównych aktorów (Lipiec, Kornatowski, Netzel. Mojzesowicz ...). Wstrzemięźliwość Prezesa była więc jak najbardziej uzasadniona.
Czas mógł byc Prezesowi potrzebny na dotarcie do organizatorów podsłuchów, co również wyklucza aktywną rolę duetu Kaczyński Macierewicz w tej operacji. Trzeba uczciwie stwierdzić, że mina obu speców od kserówek, podsłuchów, czarnych teczek i zaginionych kart sim musiała być bezcenna gdy sprawa ujrzała światło dzienne. Najwyraźniej uczniowie prześcignęli mistrzów.
Nie dowiemy się nigdy czy Kaczyński i Macierewicz jedynie sprawiali wrażenia osób dobrze poinformowanych czy faktycznie posiadali dokumenty i wiedzę , z której póxniej robili użytek. Pamiętamy dostęp obu panów już w 1989 tym do archiwów MSW (razem z Michnikiem!!) , działania z umocowania Wałęsy, później czyszczenie w WSI, organizację IPN itd. Ta wiedza, pozwoliła niestrudzonemu duetowi patriotów oszukać komunistów z Jaruzelskim na czele - tworząc rząd Mazowieckiego (odwrócenie "uzgodnionych" sojuszy z przybudówkami), ograć Wałesę, Krzklewskiego, Cimoszkę, postkomuchów itd itd. utrzymując się przez ostatnie 30 lat w ścisłej czołówce polskiej polityki.
Przykład obecnej afery pozwala jednak zadać pytanie, czy panowie K i M cały czas opierają się na materiałach wyciagniętych z archiwów w w okolicach roku 90go? Czy może korzystają ze źródełka, które podsyła przydatny towar w kluczowych dla SWOICH interesów momentach?
Znowu, afera Sowa zdaje się potwierdzać ostatnie twierdzenie. Producenci materiału nie chcą zamienić PO na PIS czy SLD. Mają swoje ukryte cele. Najprawdopodobniej zgodnie z tymi celami Jarosław wynegocjował z Malinowskim (ZSL) oraz przedstawicielami Stronnictwa Denokratycznego wystrychniecie na dudka KIszczaka i Jaruzelskiego, którzy od tego momentu przestali się liczyć w polityce. Podobnie działał w otoczeniu Lecha Wałęsy, później na czołowych stanowiskach politycznych i państwowych ( wspólnie z bratem).
Raczej nie możemy mieć złudzeń, że "afera Sowa" miała przysłużyć się PISowi. Oczywiście Prezes po namyśle zdecydował się z łatwej wygranej skorzystać.
Co jednak jest jej prawdziwym celem nie wiemy.
Najprawdopodobniej jest to kolejne koło ratunkowe rzucone Kaczyńskiemu i Macierewiczowi pozwalajace im na utrzymanie się w polityce, a jednocześnie pozwalajace na mniej lub bardziej świadomą realizację politycznych i gospodarczych celów układu zmontowanego na początku lat 80tych przez esbecką opozycję wobec Kiszczaka- Jaruzelskiego przy udziale rosyjskich służb specjalnych.
Trzydzieści lat na najwyższych pozycjach w kraju (Premier, Prezydent, minister sprawiedliwości NIK, MSW, Wywiad) - ani jednego złapanego szpiega rosyjskiego, najdziwniejsze sojusze i wolty poglądów , gwałtowne ataki , sukcesy....... by chwilę później wycofać się na " z góry ustalone pozycje".



Komentarze
Pokaż komentarze (14)