kaczakomuna kaczakomuna
251
BLOG

Akta OdeSBy: Kaczyński, pierwsze wybory, lista 100

kaczakomuna kaczakomuna Polityka Obserwuj notkę 0

 Coraz więcej osób dostrzega konieczność poznania prawdziwych mechanizmów towarzyszących odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Przestają wystarczać zwyczajowe zaklęcia o żółwiowatym Premierze i jego grubej kresce. Pojawia się coraz więcej głosów, że sprawy miały zupełnie inny przebieg, kto inny pisał scenariusz inni byli faktyczni wykonawcy.

 
FAKTY
 
Nowa sytuacja geopolityczna oraz faktyczny upadek polskiej gospodarki wymusiły działanie pragmatycznych komunistów kierowanych przez Kiszczaka i Jaruzelskiego. Ten niepozbawiony talentów politycznych duet wciągnął do współpracy najwyższych przedstawicieli kościoła katolickiego oraz 99% opozycji politycznej. Celem było dokonanie możliwie bezbolesnej transformacji socjalizmu katastrofy gospodarczej w jakąś społecznie akceptowalną hybrydę socjalizmu z ludzką twarzą. Jednocześnie konserwującą przywództwo klasy robotniczej kierowanej przez swoich sprawdzonych partyjno państwowych przywódców spod znaku PZPR i Solidarności oraz wprowadzającą zręby kapitalizmu, jako panaceum na „chwilowe” niedobory wszystkiego.  Uzgodniony mechanizm bezproblemowo zadziałał doprowadzając do kontraktowych wyborów, a następnie desygnowania sprawdzonego demokraty Czesława Kiszczaka na Premiera pierwszego niekomunistycznego rządu.
 
W tym momencie uzgodniony mechanizm nie zadziałał. Pomimo wcześniejszych ustaleń gen. broni Czesław Kiszczak, nieprzerwanie  od 31 sierpnia 1981 roku  minister spraw wewnętrznych nie może powołać rządu. Jak człowiek, który rozegrał obie solidarności, „modelowo” wprowadził stan wojenny dał się tak wyprowadzić w pole?

Jak donosi niezawodna GW: Jako pierwszy wystąpił publicznie z taką koncepcją Adam Michnik w artykule "Wasz prezydent, nasz premier" już na początku lipca. Naczelny "Gazety" proponował porozumienie z "reformatorskim skrzydłem obozu władzy", czyli w praktyce wielką koalicję "S"-PZPR. 
Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,101763,6956916,Jak_doszlo_do_powolania_rzadu_Mazowieckiego.html#ixzz36gBCwdVJ
 
Kościół nie zmienia zdania: Oddajmy głos R. Malinowskiemu:
Malinowski: Spokojnie. Po wyborach zadzwonił do mnie gen. Czesław Kiszczak i powiedział, że jest u niego abp Bronisław Dąbrowski. Proponują, bym uczestniczył w drugiej turze wyborów. Odpowiedziałem, że nie zamierzam wchodzić tylnymi drzwiami. Tamte wybory były plebiscytem. Społeczeństwo opowiedziało się za zmianami i nowym układem sił. Trzeba było to uszanować.

Wpływy Kiszczaka tam gdzie rozgrywa się faktyczna walka, czyli o głosy w Sejmie okazują się całkowicie niewystarczające:
Malinowski: Na lotnisku dopadł mnie telefon od Kiszczaka. Powiedział, że są u niego liderzy KPN oraz innych ugrupowań spoza parlamentu i są gotowi wejść do mojego rządu. Odpowiedziałem, że byłby to rząd kadłubowy, który niewiele zrobi. Polski na to nie stać.

Oddajmy głos L. Wałęsie:
Wałęsa:17 sierpnia 1989 r. podpisaliśmy umowę o zawiązaniu koalicji "Solidarność"-ZSL-SD. Panowie Malinowski i Jóźwiak wzięli wtedy na siebie wielki ciężar. Do końca się bałem, że się przestraszą i wycofają. Ale oni wytrwali. To im zawdzięczamy ten wielki sukces. Chcę im dzisiaj oddać honor. Taka właśnie była moja koncepcja. Nie byłem jednak rozumiany w naszym obozie. Dlatego w dyskrecji skierowałem Jarosława Kaczyńskiego, aby dogadał się z ZSL i SD.
 
Z obowiązku kronikarskiego przypomnijmy prztyczka w nos, jakiego dostał w tym czasie Jaruzelski:
Wybory prezydenckie były wynikiem porozumień Okrągłego Stołu[2]. 11 czerwca 1989 rzecznik rządu Jerzy Urban poinformował o decyzjiOkrągłego Stołu o powierzeniu urzędu prezydenta Wojciechowi Jaruzelskiemu[3]. 23 czerwca Obywatelski Klub Parlamentarny zrezygnował z wystawienia własnego kandydata na prezydenta[4]. 30 czerwca Wojciech Jaruzelski zdecydował o rezygnacji z ubiegania się o urząd prezydenta PRL. Tego samego dnia część środowisk radykalnej opozycji m.in LDPN "Niepodległość", Solidarność Walcząca, MFW i RSA zorganizowało demonstrację pod hasłem "Jaruzelski - musisz odejść" rozpędzoną przez ZOMO[5]. 3 lipca w Gazecie Wyborczej ukazał się artykuł pt. Wasz prezydent, nasz premier[5]. 4 lipca podczas osobistej rozmowy Lech Wałęsa obiecał poparcie części posłów i senatorówObywatelskiego klubu Parlamentarnego Czesławowi Kiszczakowi[5]. 13 lipca Zmotoryzowane Odwody Milicji Obywatelskiej rozpędziły demonstrację zorganizowaną przez Konfederację Polski Niepodległej[6]. 14 Lipca Lech Wałęsa w oświadczeniu wezwał do jak najszybszego wyboru głowy państwa[6]. 18 lipca Wojciech Jaruzelski ogłosił, że będzie kandydował na urząd głowy państwa[6]. Decyzja była spowodowana poparciem ze strony Michaiła Gorbaczowa George'a Busha Seniora[6]
 
19 lipca 1989 Zgromadzenie Narodowe dokonało wyboru Wojeciecha Jaruzelskiego na Prezydenta PRL. Wybór Wojciecha Jaruzelskiego umożliwiła postawa części parlamentarzystów OKP, którzy zagłosowali za lub zbojkotowali głosowanie[7]. W głosowaniu nie wzięli udziału posłowie: Paweł ChrupekAdela DankowskaMarek JurekLech KozaczkoJerzy PietkiewczMaria StępniakHenryk Wujec oraz senatorowie Zdzisław NowickiKrzysztof PawłowskiAndrzej Szczepkowski Mieczysław Ustasiak.
 
SZARA EMINENCJA
 
Jarosław Kaczyński i Lech Wałęsa  mogą się dzisiaj spierać, kto kogo „wysyłał” na negocjacje z ZSLem. Ważne jest, kto na ten pomysł wpadł. Wydawałoby się, że autorzy mistrzowskiego planu „oskrzydlenia” PZPR, Jaruzelskiego i Kiszczaka powinni ustawić się w kolejce do tytułów i odznaczeń. Sytuacja wygląda zupełnie inaczej.
 
Jarosław Kaczyński ujawnił w wywiadzie dla tygodnika, „Wprost”, że prowadził latem 1990 (podkreślenie moje) negocjacje z gen. Czesławem Kiszczakiem. Przedmiotem negocjacji była lista 100 niezarejestrowanych przez SB najważniejszych agentów. W zamian za gwarancje bezpieczeństwa Kiszczak chciał przekazać Jarosławowi Kaczyńskiemu listę owych 100 nazwisk. Rozmowy toczyły sie przez pośredników. Także wstępny opis kilku agentów, ale bez podania nazwisk, został dostarczony Kaczyńskiemu przez pośrednika. Opis tak szczegółowy, że bez trudu Kaczyński rozpoznał, o kogo chodzi. Z identyczną propozycją zwrócił się do Kaczyńskiego także  gen. Henryk Dankowski. Do finalnej transakcji, jak twierdzi Kaczyński, nie doszło.
 
INTERPRETACJA
 
Powyższa wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego zachęca do postawienia dwóch pytań. Dlaczego generał Czesław Kiszczak przypomnijmy wieloletni i aktualny minister spraw wewnętrznych, zaufany współpracownik nowo-wybranego Prezydenta Jaruzelskiego zwraca się z taką propozycją do Jarosława Kaczyńskiego. W lecie 1990 Jarosław Kaczyński jest redaktorem naczelnym tygodnika „Solidarność”, organizuje „Porozumienie Centrum” , jest senatorem I kadencji, jako senator z województwa elbląskiego. Pracuje przy kampanii wyborczej Lecha Wałęsy, który zostaje 22 grudnia 1990tego roku Prezydentem Polski a Kaczyński obejmuje funkcję ministra stanu, jako szef Kancelarii Prezydenta. Zwróćmy jednak uwagę, że sam Kaczyński wskazuje na lato, 1990 czyli moment, kiedy nie było wiadomo, jak potoczą się losy Wałęsy i samego Kaczyńskiego.
 
Drugie, znacznie istotniejsze jest pytanie:, dlaczego Jarosław Kaczyński nic z wiedzą o istnieniu takiej listy ( a raczej 100 agentów) niczego nie zrobił? Jeżeli - załóżmy na chwilę, że nie chciał się wiązać kolejny raz z Kiszczakiem i nie wziął listy od niego, – dlaczego nie pozyskał jej po ustąpieniu Kiszczaka ze stanowiska? Jak twierdzi Kaczyński, Kiszczak zapewnił go, że opuszczając stanowisko ministra spraw wewnętrznych listę pozostawił swojemu następcy Krzysztofowi Kozłowskiemu – dopiero potem w niewyjaśnionych okolicznościach lista zniknęła. Co ciekawe wygląda na to, że Kaczyński faktycznie o istnieniu listy nie powiadamia swego mentora i szefa : Lecha Wałęsy nie wspominając o Premierze Mazowieckim.
 
WNIOSKI
 
Jak wiadomo tonący brzydko się chwyta. Dlatego Kiszczak skorzystałby z listy 100 agentów gdyby nią faktycznie dysponował, albo raczej mógł swobodnie nią dysponować. Utworzenie sejmu kontraktowego, a następnie rządu i powierzenie Jaruzelskiemu urzędu Prezydenta było fundamentem konstrukcji, jaką Kiszczak z Jaruzelskim misternie budowali przez ostatnie 2 lata. Teraz zaś, generał prowadził poniżające negocjacje z przedstawicielami KPN, ostatecznie dając się ograć dawnym PZPRowskim przystawkom pod batutą Kaczyńskiego i Wałęsy. Jeżeli Kiszczak nie mógł wykorzystać listy 100 w czerwcu 1989go, dlaczego nagle zmienia zdanie (coś się wydarza?) i oferuje listę Kaczyńskiemu w zamian za „bezpieczeństwo” rok później? A następnie, gdy Kaczyński odmawia przyjęcia listy – nic z nią nie robi. W konsekwencji spędza starość pod salą sądową w alei Solidarności zamiast z kilkoma milionami dolarów łapać ryby na Florydzie.
 
Zwykle, gdy nie wiadomo, o co chodzi, chodzi o pieniądze, a prawdziwe są najprostsze wyjaśnienia. Przypomnijmy, w 1989 roku lista 100 agentów wśród opozycji oznaczała w praktyce 15-25 % nazwisk aktywnych polityków. Była bombą, która powinna wysadzić nie tylko układ wynegocjowany w Magdalence, ale całą wierchuszkę Solidarności. Dostępne materiały, moim zdaniem wskazują, że listą dysponował ośrodek partyjno-esbecki będący w opozycji do pragmatyków zgromadzonych wokół Kiszczaka i Jaruzelskiego. Lista została wykorzystana przez Kaczyńskiego i Wałęsę przy tworzeniu koalicji Solidarność-ZSL-SD, która otworzyła drogę do przemian własnościowych w Polsce. Drugi raz lista została użyta podczas głosowania nad wyborem Jaruzelskiego na Prezydenta PRL, który jak pamiętamy przeszedł 2 głosami. W kolejnych latach lista była wykorzystywana wielokrotnie. Jednak nie po to, aby jak można by naiwnie przypuszczać odbudować postkomunistyczne rządy w Polsce, ale po to, by jak najkorzystniej jej dysponenci mogli funkcjonować w demokratycznej, kapitalistycznej Polsce. 
kaczakomuna
O mnie kaczakomuna

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka