Roman Dmowski - postać zapomniana.
Trudno go zrozumieć, jeszcze trudniej polubić. Postać niecodzienna w Polsce, polityk z wizją, świetnie wykształcony, władający obcymi językami. W innym kraju byłby pewnie uwielbiany i znienawidzony, u nas skazano go na zapomnienie. W szkole powtarzał każdą klasę, zrozumiał, że to głupie, a sam ma większe ambicje niż kopanie rowów. Do 1905 roku wierzył w sojusz z carską Rosją. Uważał, że tylko klęska Niemiec przyniesie Polsce niepodległość. Z wzajemnością nie znosił Józefa Piłsudskiego. Jak zwykle w takich przypadkach, poszło o kobietę. Zakochali się w jednej. Zdobył ją Piłsudski, który następnie rozwiódł się z nią kilkanaście lat później, by po jej śmierci nie pojawić się nawet na pogrzebie. Dmowski to zapamiętał, mówią w końcu, że "tylko niespełniona miłość może okazać się romantyczna" i nigdy się nie ożenił. Jednakże chętnie korzystał z usług prostytek (co stało się przyczyną jego późniejszych chorób wenerycznych). Jego "godzina życia" przypada na okres Konferencji w Wersalu, gdzie w pełni wykazał swój geniusz. Przemówienia pisał po francusku, tłumacząc je od razu na angielski. To właśnie jemu Polska zawdzięczała kształt zachodnich granic. Po 1918 roku nie odegrał znaczącej roli, jego antysemityzm, zgorzkniałość i niechęć do Piłsudskiego uniemożliwiały skuteczne działania. Na krótko w 1923 r. został ministrem spraw zagranicznych. Umarł w 1939 r., a na jego pogrzeb przyszło ponad dwieście tysięcy ludzi. Czy był wielką postacią? Nie wiem, był inteligentny. To już coś, szczególnie u nas.
(-) Kamil Niesyto



Komentarze
Pokaż komentarze (1)