Na blogu Marka Majewskiego, sympatycznego "gitarą i piórem" satyryka:
http://marekmajewski.salon24.pl/87460,index.html
pozwoliłem sobie zamieścić taki oto wierszowany komentarz (jako ostatni, sto pierwszy, pod wskazanym wyżej postem):
---
Ach, sam Kisielewski Stefan
W czas Kiszczaków i Michników
Na "prawicę" krótko warknął:
Toż to homo-sovieticus!
Czy mam przypominać, kto buduje euro-socjalizm, mówiąc o "liberalizmie"? Kto zaczął "okoncesjonowywanie" kolejnych obszarów życia gospodarczego, ludzkiej działalności (dziś doszliśmy do ponad 200 zawodów zamkniętych, wymagających różnego typu koncesji i koneksji)?
Polscy "liberałowie", psia ich mać...
Oczywiście otwartych socjalistów z PiS-u lubię jeszcze mniej.
---
Należy tu dodać, że nie znoszę SOCJALISTÓW w PiS-ie (wspomnianego homo-sovieticusa, często o solidarnościowym, związkowym rodowodzie) - ale też nie cały PiS to socjaliści.
Podobnie nie całe PO to skorumpowani hipokryci - są tam i szczerzy liberałowie (np. liczni byli działacze UPR - jak p. Pitera? :)
Ba, nawet sam p. Donald Tusk, obecny, zdaje się, premier, nie musi być w gruncie rzeczy kłamcą i padalcem, "z liberalizmem na ustach budującym euro-socjalizm".
Czytam sobie ostatnio książki Lwa Gumilowa (polecam, choć nie był to przyjaciel Polski). W jednej z nich autor dobitnie wykazał, że człowiek raczej robi to, czego oczekuje od niego otoczenie, niż udzielnie rozkazuje wedle własnych wyobrażeń. Idealnie obrazuje to historia rywalizacji gibelinów (stronników cesarza) i gwelfów (stronników papieża). Nawet, gdy papież "wychował" i osadził na tronie cesarskim "swojego człowieka" - ten został wkrótce wielkim wrogiem papiestwa. Cesarzowi też się udało obsadzić tron papieski "swoim" człowiekiem - i po chwili miał w nim wielkiego wroga.
Gdy tacy "wychowankowie" zachowywali się inaczej, najpierw popadali w dziwne choroby, a następnie umierali "w tajemniczych okolicznościach".
Podobnie gdyby, powiedzmy, UPR stała się partią głównego nurtu i głosiła takie hasła i miała takie spoty, aby zdobyć te 30% głosów (największą skuteczność dałoby z pewnością głoszenie poglądów Adolfa Hitlera, na początek bez paru charakterystycznych elementów, utożsamianych niesłusznie z całym jego "światopoglądem" - szerzej raczej nieznanym i nawet 'zabronionym' - patrz penalizacja wydawania "Mein Kampf"!), to po dojściu do władzy stałoby się z nią to samo, co dziś z PO. Głosząc liberalizację, brnęliby dalej w tych samych koleinach. Może próbując czasem wierzgnąć - czego i Don chyba próbuje.
Na radykalne miany trzeba poczekać do jakiegoś ogólnoeuropejskiego przesilenia. W obecnej "demokracji w fazie rozkładu" prawdziwy program liberalny nie ma szans. Jego szansa jest "po".


Komentarze
Pokaż komentarze