Polak został umysłowo zmodernizowany. A każda rzecz, która się modernizuje, przestaje służyć temu, do czego została powołana, bo przede wszystkim ma służyć modernizatorom. Na potrzeby modernizatorów jest czyniona, a nie na potrzeby człowieka. To jest fundamentalne prawo modernizacji, przy którym prawa newtonowe są ledwie hipotezami.
Prawo modernizacji pozostaje w mocy i działa zawsze i wszędzie. I nie zmieniają tego opowieści snute o intencjach modernizatorów, ani nabieranie się przez modernizowanych na te gadki szmatki z second handu.
Długo modernizowany myśliciel polski zmodernizował się ostatecznie tuż przed I Wojną Światową. Zrządzeniem boskim akurat Polska się odrodziła, po prostu ujawniła się i jeszcze potrafiła się w 1920 roku obronić przed skuteczniej zmodernizowanymi myślicielami ze wschodu. Zmodernizowany myśliciel polski ni z tego ni z owego obudził się, przetarł oczy i wyjrzał przez okno, licząc na to, że wreszcie nie Polskę, a wiosnę zobaczy, a tam - jak w pysk dał - Polska jak żywa. Zmartwychwstała dzięki temu, dzięki czemu żyła, a żyła przede wszystkim w dworach, parafiach, chałupach i zaściankach. Bo wszystko co żywe z ziemi wyrasta, a nie z szulerni, w której spędzała młodość żeleńszczyzna.
Czy modernizator, stanąwszy oko w oko z Polską, zawstydził się swojego zmodernizowania? A gdzieżby! Myśliciel zmodernizowany wstydu nie zna. Wprost przeciwnie – uznał biedak, że to dzięki niemu ta Polska zmartwychwstała, a jak tak uznał, to dawaj w te pędy modernizować dalej i jeszcze kolegów skrzyknął do pomocy. To musiało wyglądać zupełnie jak ten nalot doradców na pierwszą Solidarność. No inaczej być nie mogło. Tylko efekty były inne. Modernizator styropianowy wylądował leciutko w ośrodku wczasowym, gdzie w spokoju mógł przygotować plany dalszej modernizacji. Modernizator przedwojenny nawet nie zorientował się, że już po niego idą koledzy modernizatorzy z zachodu i wschodu. Nawet nie zipnął. I jak miał szczęście to dał drapaka za granicę. Niektórzy nawet wrócili, a i owszem, ale przecież nie po to by bronić parafii, dworów i chałup. Wprost przeciwnie, aby modernizować ku świetlanej przyszłości. Co uczciwszy modernizator przedwojenny, gdy zobaczył, jak się modernizacja skończyła, palną sobie w łeb albo skoczył z nowojorskiego drapacza chmur.
Modernizm uwodzi, bo posługuje się nadzieją. Tak już człowiek ma, że woli mieć nadzieję niż jej nie mieć. Gdy modernizator przedstawi mu kajet ze szkicami, to bywa, że ludzie prości, tacy jak ja, dają się na to nabrać. No po prostu tak bywa. I warto o tym wiedzieć, jak również o tym, że modernizacja służy przede wszystkim modernizatorowi a nie modernizowanemu. Powtórzyłem, żebyś, wątpiący bracie, sobie utrwalił. W końcu dotrze.
(Jak ktoś mi zarzuci, że nie wierzę w postęp, to wystawię za drzwi, żeby na świeżym powietrzu przeczytał sobie taki tekst:
Otrzymałem ten link niedawno. Ale bez instrukcji, co z nim zrobić, więc na lepszy pomysł niż pożyczenie paru myśli i przekazanie linku dalej nie wpadłem.)
Warto również wiedzieć, że nie ma nadziei abstrakcyjnej. Ot, takiej jakiejś głupiej dzieciatej panny z fikcyjnego platońskiego świata, która przechadza się w ogrodach szczęśliwości i czeka, abyś ją posiadł, ma się rozumieć, posiadł platonicznie. Jeśli ktoś ma nadzieję, to ma nadzieję na coś. Na coś. I to dokładnie na coś, w czego istnienie święcie wierzy. Tak jak pariasi od Gandhiego wierzyli, że gdzieś tam daleko nad morzem istnieje sól, którą jumają im Brytole. I nie mylili się.
Jak łatwo się domyślić, inaczej jest z beznadzieją. Beznadzieja to stan oślepłej duszy, która nie widzi w świecie nic ciekawego, ani wartego przemieszczenia swojego cielska. To jest dokładnie ten stan, w jakim uwielbiamy się pławić i rozkoszować nim jak... trudno powiedzieć, jak czym, bo dobre porównanie musi być konkretne. Więc nie ma porównania, a jest beznadzieja.
Wyrwanie się z beznadziei oznacza wskazanie sobie celu. Im bardziej materialny, tym lepiej. Każdy, kto obiecuje coś za 200 lat, jest oszustem zmodernizowanym do szpiku kości.
Maciejewski mówi o sukcesie. A to nic innego przecież jak spełnienie nadziei, czyli osiągnięcie celu. Banda modernistycznych powikłańców zarzuca mu bufonadę, bo w ich świecie takie rzeczy jak sukces, nie mieszczą się w głowie. Ale budzą się z letargu i mają cel – dopieprzyć bufonowi. I to jest ich zysk. Ta emocja. Prawie dobra, bo to zawsze jakiś przejaw życia.
Gadałem niedawno o celu i jego wadze. Wskazując, że polskie państwo pod wodzą modernistycznych myślicieli sprawiało wrażenie czegoś żyjącego. Naprawdę, pozory były zachowane. Pierwszym celem wyznaczonym było wejście do NATO, drugim celem wejście do UE. Oba te cele organizowały spór polityczny, czyli objaw życia. Niektórzy chcieli do UE, inni wprost przeciwnie. Jeszcze inni chcieli na odmiennych warunkach. I tak być musi. Bowiem nie ma tak, że organizm porusza się bez wewnętrznych tarć. Nawet jeśli zmierza w jakimś kierunku jako całość, to niektóre jego części muszą zostawać chwilowo z tyłu. Tak już jest, albo Newton bredził.
Zatem weszliśmy do UE. Dwie partie: LPR i Samoobrona rozsypały się, gdy się okazało, że nie taki diabeł straszny, jak go malowali, a ich zwolennicy spokojnie przeszli do PiS - partii lepiej rozumiejącej szansę, jaką jest UE. Polska pod rządami PiS ogłosiła doktrynę nazywaną polityką jagiellońską. Jest to nazwa fałszywa, ale trudno dyskutować z jagiellońskim mitem, więc nie dyskutujmy. Polska polityka wschodnia w okresie rządów PiS wydaje się być zgodna z interesem Polaków i UE. Zmierzała bowiem do rozszerzenie Uniwersum Europejskiego na wschód. Niestety zmodernizowany polscy myśliciele uznali, że tak być nie może, żeby PiSiory rządziły. I zaczęła się wojna o krzesła i przydarzyły wszystkie te przygody - jak to ujął dobrotliwy Osiejuk - psikusy, które doprowadziły do smoleńskiej tragedii.
Mamy teraz tak, że rządzą postmoderniści, czyli czereda głupców, kiedyś definiujących się jako euroentuzjaści, którzy osiągnęli cel – wejście do UE – i od razu rozpłynęli się ze szczęścia. Dosłownie i w przenośni, a wraz z nimi rozpłynęła się Polska jako organizm polityczny, czyli państwo. Zupełnie jak galareta z kurzych nóżek wystawiona na słońce. Twierdzę i nie będzie to nic szczególnie odkrywczego, że zmodernizowany myśliciel polski, leząc do UE, nie wiedział do czego lezie, z czym tam lezie i po co tam lezie. Uciekał po prostu przed Polską, bo on jak zwykle wiosnę chce zobaczyć w stanie czystym i ani myślą, ani doświadczeniem niezmąconym.
O tym, że pacyna zmodernizowanych myślicieli, czyli Donald Tusk, nie wie nawet po co wlazł do NATO, niech świadczą jego okrągłe oczy i wyznanie, że po 10 kwietnie nie przyszło mu do głowy z NATO się skonsultować. Zmodernizowani myśliciele mają swojego przedstawiciela na arenie zagranicznej – Radka oksfordczyka Sikorskiego – ten na złość Kaczyńskim będzie do końca swoich dni opowiadał, że uprawia politykę piastowską. Uwierzyć w to może tylko ktoś, kto cierpi jednocześnie na zaćmę i sklerozę. Nie ma polityki piastowskiej bez współpracy z Budapesztem. Współpracy na zabój, na śmierć i życie, związku z wyrachowania i miłości. To Sikorski właśnie prowadzi politykę Jagiellonów, która polegała - jak to nazwał Maciejewski – na wymianie lokalnych elit, czyli jak to prosto ujął w przypływie szczerości Radek – na dorzynaniu watahy.
Ale to już wiemy. Kłopot mamy przez to, że zdajemy się wiedzieć niewiele więcej. I problem mamy dodatkowo taki, że UE sama nie wie, o co jej chodzi i jaką ma misję, która zorganizowałaby życie polityczne i gospodarcze kontynentu i wyznaczała jakikolwiek cel dający nadzieję.
A dzieje się tak dlatego, że rządzą w niej zmodernizowani myśliciele i krzewiciele modernizacji, czyli współcześni umysłowi Herostratesi.
Jaka jest nasza rola? Naszym zadaniem jest przede wszystkim dowiedzieć się, na jakim świecie żyjemy, bo zmodernizowany Uniwersytet nam tego nie da, choć to jest jego jedyne powołanie. Zmodernizowany uniwersytet wydaje na świat mistrzów interpretacji - czyli modernizacji treści pod kątem potrzeb propagandy modernizacyjnej. Oto wyniki badań, które dawno temu pokazała na salonie24 Eska (chyba), pojawiły się w prasie. W Polsce PiSowskiej jest mniej złodziei i bandytów, dzieci lepiej się uczą, a gospodarstwa domowe są mniej zadłużone. Takie są fakty i to w dodatku nie byle jakie bo naukowe. Myśliciel zmodernizowany w panice interpretuje te fakty następująco: Zachodnie województwa są przygraniczne, a wiadomo, że nad granicą to przemytnicy i stąd ta panosząca się w krainie PO przestępczość. Przypomnę więc pomyleńcowi, że jesteśmy w Unii Europejskiej. I prawdziwie granicznymi województwami są województwa PiSowskie.
Powtórzę również i to, żeby się utrwaliło: Musimy wiedzieć, na jakim świecie żyjemy, nie tylko dlatego, że bez tego przepadniemy, jak bez doktryny politycznej, ale również dlatego, żeby wpłynąć na samoświadomość Europy, która dzisiaj zachowuj się jak półgłówek. Dosłownie, bo myśli połową głowy, więc inaczej tego nazwać nie sposób. Europa, wg Zachodu, to tylko Zachód. Do czego prowadzi takie myślenie widać po ofiarach dwóch wojen. Również ofiarach wśród ludzi mieszkających na Europy zachodnich kresach.
Zobaczyć, na jakim świecie żyjemy, to nie jest takie trudne. Wystarczy popatrzeć na mapę drogową, bo do tego jest mapa i liczyć pieniądze, bo do tego są pieniądze. Można też jak Maciejewski patrzyć na mapy z przeszłości i liczyć floreny. Tylko jednego nie można, nie można podtrzymywać fikcyjnych mitów i pławić się w beznadziei.
No koniec cytat z przywołanego tu wiersza Lechonia, intepretowanego w każdej szkole na zmodernizowane kopyto. Więc pomykają ci kopytni i znajdują to o wiośnie i już są zadowoleni. Ale ten poemat ma tytuł. Tytuł jest częścią utworu i jego bardzo ważnym elementem, więc jako część utworu tytuł zacytuję, bo brzmi jak ostrzeżenie:
Dziś mógłby się nazywać na przykład: Wyznania ministra Boniego albo Szumilas. Szumilas nawet tak ładniej jakby, ale też na wyrost.
A i jeszcze, żeby nie było wątpliwości. Tak, właśnie tak. Słowa „zmodernizowany” świadomie używam w znaczeniu najbardziej obraźliwym, jakie można sobie wyobrazić, zupełnie jak używa go Grzegorz Braun, więc proszę mi się tu nie obnosić ze swoją znajomością terminów literackich i architektonicznych. Modernizowana od 23 lat kolej ciągle jeździ wolniej niż za Gierka i wolniej niż przed wojną. Bo modernizacja komu służy, no komu?...




Komentarze
Pokaż komentarze (56)