Kaowiec Kaowiec
292
BLOG

Religia to bardziej problem Kościoła niż lewicy

Kaowiec Kaowiec Polityka Obserwuj notkę 5

 

Wstyd mi się do tego przyznać, ale popieram Palikota i jego zgraję w kwestii usunięcia religii ze szkół. Problem ten, dzisiaj tak nagłośniony, jest być może przykrywką dla faktycznej degrengolady państwa, ale nie da się ukryć, że jest problemem ważnym.

Religia, czy szerzej filozofia chrześcijańska, jest podstawą naszej cywilizacji i to ona nas ukształtowała. Jeżeli wprowadzając religię do szkół, zredukowaliśmy jej znaczenie do kolejnego obowiązkowego i mało ciekawego przedmiotu, to nie spodziewajmy się, że młodzież w jakimkolwiek stopniu przeniesie jej idee do swojego życia.

Dziecięciem będąc chodziłem na religię do kościoła, do salek parafialnych czy katechetycznych. Na koniec roku lub koniec szkoły dostawało się nawet jakieś świadectwo. Większość z nas chodziła tam tylko dlatego, że rodzice kazali. Motywacja rodziców była zaś różna – jedni wysyłali nas, żebyśmy rzeczywiście poznali tam Boga, inni po to, żeby dzieciom, światu i sobie udowodnić sprzeciw wobec totalitarnego systemu, inni w końcu tylko z przyzwyczajenia i tradycji. Religia była więc traktowana jak coś dobrego, właściwego i lekko zakazanego jednocześnie, była ciekawym dodatkiem do szkoły. Właściwie cała klasa chodziła razem na religię, której rozkład ustalano dopiero po zatwierdzeniu planów lekcji szkolnych, tak, aby wszystkim klasom odpowiadały godziny.

Nie mogę powiedziec, że z nas wyrosły same anioły. Ale to, jak myśmy traktowali religię, a jak ją traktuje dzisiaj młodzież, to jest naprawdę niebo i ziemia.

Powrót religii do salek parafialnych spowoduje, że chodzić tam będą tylko ci, którzy chcą, którzy rozumieją, że jest potrzebna i ci, których rodzice chcieliby świadomie ukształtować swoje dzieci w kulturze i filozofii chrześcijańskiej. Oczywiste, że być może nawet połowa dzieci i rodziców zrezygnuje z religii całkowicie. Jestem jednak pewien, że ta część i tak jest dla Kościoła stracona bezpowrotnie. Czy nie warto zatroszczyć się, by druga część została ukształtowana solidniej, w spokoju, w chęci, w wolnej woli? Jestem przekonany, że nawet wąska grupa w pełni uświadomionych i głęboko wierzących, młodych ludzi, byłaby dla Kościoła dużo cenniejsza, niż cała masa niedouczonych przygłupów, którzy na religii stadnie plotkują, esemesują, grają w gierki, śpią lub odrabiają inne lekcje i przede wszystkim przeszkadzają nielicznym chcącym się czegoś nauczyć. Pozostawienie religii w szkole, tak jak ona wygląda dzisiaj, to dla Kościoła dużo większe zagrożenie, niż Palikoty, Biedronie i Środy razem wzięte.

Jeżeli priorytetem Kościoła jest jednak utrzymanie płatnych etatów księżowskich katechetów oraz zakwalifikowanie i przyjęcie do pierwszej komunii lub bierzmowania całych klas, które będą umiały tylko klepać formułki, ale będą za to dawać proboszczowi drogie prezenty, to dyskusja traci sens.

Przeniesienie religii ze szkoły do Kościoła będzie opłacalne dla wszystkich stron, bo nauka religii jest rzeczywiście inwestycją, zarówno dla państwa jak i dlaKościoła. Możemy rozmawiać o sposobie, o rozliczeniu, np. o dofinansowaniu kosztów utrzymania salek katechetycznych lub dopłatach do każdego ucznia religii, zarówno uczonego przy parafii katolickiej, jak i u Jehowych, ewangelików, muzułmanów, zielonoświątkowców itd. W szkole jednak należałoby wprowadzić etykę lub elementy etyki, ale dla wszystkich, a nie tylko dla tych, którzy nie pójdą na żadną religię. Niewierzącym, wierzącym inaczej lub zwykłym leniom etyka na pewno także się przyda.

PS:Dla tych, którzy chcą mnie odsądzać od czci i wiary:

Zaznaczam, że jestem praktykującym katolikiem, a moje dzieci chodzą na religię, gdzie uczą się modlitw, grzechów, prawd i pytań do egzaminu, ale nie uczą się żadnej wiary, żadnych idei ani choćby prostej, dziecięcej filozofii.

Kaowiec
O mnie Kaowiec

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka