Dlaczego rodzicom Janowicza?
Ano dlatego, że jak gdzieś przeczytałem, w zbożnym dziele szukania poparcia dla kariery Jerzego, wsparli swego czasu wraz z synem kandydaturę działaczki PO, Hanny Zdanowskiej na prezydenta miasta Łodzi. Której to Pani parę dni temu ojciec Jerzego ten gest, jej obietnice i późniejszy brak ich realizacji, gorzko wypomniał. No cóż, na naukę nigdy nie jest za późno.
I jeszcze jedno, Janowiczowie powinni chyba dłużej porozmawiać z Robertem Radwańskim, bo jeśli Jerzy, tak jak Agnieszka, na stałe wejdzie do światowej, tenisowej elity, czeka ich prawdopodobnie to samo, co się dzieje z Radwańskimi. I to niezależnie od ich, nawet najgłośniej manifestowanych, politycznych sympatii.
Bo o tym, że Polski Związek Tenisowy, z typową dla ubeckich "działaczy sportowych", bezkompromisową bezczelnością od lat chce się dobrać do pieniedzy Radwańskich, wiadomo od dawna. PZT, o którym każdy, kto miał jakąś styczność z tenisem doskonale wie, że prędzej przyczynia się do powstawania fortun kumpli i krewnych na dzierżawie i budowie kortów, niż do szkolenia młodzieży i wspierania rozwoju najzdolniejszych. Pretekstem mają być przekazane na szkolenie i karierę także sióstr pieniądze Ryszarda Krauzego, którymi PZT dysponował.
Tyle tylko, ze sam Krauze się o nie nie dopomina, zdając sobie sprawę, że sponsoring to nie inwestowanie, a poza tym w ramach realizacji sponsorskiego porozumienia siostry przez lata na światowych kortach reklamowały za darmo PROKOM. Pewnie gdyby Krauze chciał sobie taką reklamę kupić, kosztowałoby go to wieloktrotnie drożej. Przypominam, że Agnieszka weszła do pierwszej 10 WTA już w 2008 r.
No i ten argument o tym, aby ci co sukces odnieśli, zasponsorowali szkolenie i rozwój młodzieży. Może i powinni, choć pazerność na pierwsze, większe pieniądze Janowicza wskazuje na to, że ostatnim miejscem, do jakiego powinny one wpłynąć jest Polski Związek Tenisowy. Na pewno na "rozwój młodziezy " one nie trafią. A poza tym, jakoś nie słyszałem o propozycjach wymuszania takiej "zrzuty" od kontraktów Lewadowskiego, Szczęsnego, czy Kubicy.
Ten tekst nie jest wyłącznie, a może nawet nie przede wszystkim o sporcie. On jest głównie o Polszy, kraiku na styku gangsterskiej burleski i bananowego księstewka.
Proszę sobie bowiem wyobrazić, że z tego typu wyzwiskami i żądaniami wobec rodziców tenisisty występuje, zaraz po jego pierwszym, większym, międzynarodowym sukcesie, prominentny działacz tenisowego związku w Szwajcarii, Kanadzie, a nawet w Kazachstanie.
Występuje i nie spotyka się z żadną, oficjalną reakcją władz tego związku, dziennikarzy, sportowców, tak parę miesięcy temu chętnych do obrzucania błotem Agnieszki Radwańskiej, czy wręcz władz tego kraju, którym - poprzez ministerstwo sportu - w jakimś stopniu ów związek podlega..
Janowiczom i Radwańskim radzę się trzymać, bez względu na ich poglądy polityczne, jak najdalej od teraz rządzących, nieważne, w PZT, ich mieście czy w państwie. Radwański, zapytany o słynny turniej WTA w Katowicach, który miałby ruszyć w przyszłym roku w kwietniu, stwierdził że na razie wie o tym wyłącznie z prasy. I już zapowiedział, że jeśli będą to organizowali ci sami ludzie, co ostatni turniej w Warszawie, to na udział w tym przedsięwzięciu Radwańskich nie ma co liczyć.
Ale moim zdaniem to nie wszystko. Tak Radwańscy, jak Janowicze powinni sobie zapamiętać, że w tym kraju pieniędzy zainwestowanych w jakiekolwiek przedsięwzięcia z udziałem władzy, lub tej władzy pupili nie chronią żadne umowy, żadne prawo czy wymiar sprawiedliwości. Więcej powiem, jeśli zajdzie taka potrzeba, aby te pieniądze im odebrać, prawo zostanie szybko i odpowiednio zmienione.
To tak a propos na przykład "rozmów" Agnieszki z Ministrą Owocówką sprzed paru miesięcy, w sprawie "inwestycji Radwańskich w korty tenisowe w Krakowie". Jak chcą stracić pieniądze, proszę bardzo. Ale wtedy chyba lepiej utworzyć własną Fundację. Przynajmniej będzie jakaś kontrola, na co one pójdą.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)