Na razie z jednym, prawdopodobnie zgniłym i na marynarce, ale niech tam. Od czegoś trzeba przecież zacząć.
Komorowski przemawiał na Ukrainie z okazji rocznicy Rzezi Wołyńskiej intonując, aby "razem przeprosić Boga za zbrodnie i krzywdy prostymi słowami: odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom", oraz wziął udział w uroczystości, którą strona ukraińska "zaszczyciła" przedstawicielem władz w randze wicepremiera.
Co prawda nie wiem, jakie były rzeczywiste intencje jajodawcy, ale niech się Komorowski cieszy, że to nie ja decydowałem o tym, czym powinien zostać obdarowany.
Domyślam się, że przywołanie w formie komentarza do tego, co zrobił Komorowski, wizji prezydenta Izraela, który by wspólnie z wicepremierem niemieckiego rządu prosił Boga o odpuszczenie win własnych i oprawców za Holokaust, zostało by natychmiast wyśmiane jako nawiązujące do modlitwy, której w religii żydowskiej nie ma.
Wydaje mi się jednak, że w ogóle jakiekolwiek nawiązywanie do religii, z której regułami Komorowski ma w życiu publicznym mniej więcej taki związek, jak z normami języka polskiego, jest w wypadku tego człowieka nie na miejscu. On mówiąc to, co na Ukrainie powiedział, raczej na pewno się nie modlił.
Dzięki Bogu, że podczas uroczystości głos zabrał także arcybiskup lwowski Mieczysław Mokrzycki.
A Komorowski? No cóż, pewnie w domu otworzy sobie album na tym zdjęciu.

I pocieszy się, że przecież młodzi, zdolni i światowi jego wspierają, no nie?


Komentarze
Pokaż komentarze (3)