karlin karlin
597
BLOG

Kerber vs. Szarapowa - najlepszy do tej pory mecz turnieju

karlin karlin Rozmaitości Obserwuj notkę 20

Od początku tego meczu było widać, kto odrobił lekcję, kto ma kompetentnych trenerów, a nie durniów, oraz kto ich słucha i myśli na korcie. A także potrafi na nim zostawić serce i wszystkie siły, jakimi dysponuje.

Kerber grała krótkie, niskie piłki, blokując Szarapowej możliwość rozkręcenia jej potężnych uderzeń i stopniowo ściągając do siatki. Równocześnie wchodziła w kort aż do uderzenia kończącego, pokazując jak można inteligentnie wykorzystywać nawet krótkie, lekkie(!!!) piłki i ograniczenia przeciwniczki - wysoki wzrost i gorsze poruszanie się po korcie w przód - w tył.

Po prostu grała, jak kiedyś grywała Agnieszka, regulując długość i wysokość piłek i ruszając Marię po korcie.

Udało jej się przełamać Szarapową i wygrać pierwszego seta po zaciętej walce w tajbreku. Ale to był dopiero początek.

W drugim secie, jak to ma w zwyczaju, Maria wrzuciła drugi bieg i zaczął się mecz, jakiego ja przynajmniej nie widziałem w kobiecym tenisie od bardzo dawna. Obie strony wznosiły się na absolutne szczyty swoich możliwości, niektóre wymiany były po prostu fantastyczne, a Kerber grała chwilami jak natchniona. Mimo tego Szarapowej udało się go wygrać, co chyba jasno dowodzi, jak ona musiała momentami grać. Co jednak zupełnie nie załamało Angeliki.

W trzecim secie nie zwolniła tempa, niektóre serwisy - ona, słynąca raczej z łagodnego i mało groźnego podania - wygrywała do zera, Maria poczuła chyba trudy niesamowitego wysiłku z drugiego seta - trzeba było widzieć te szalone wymiany! - i doprowadziła do stanu 5:3. No i pojawiło się to, co od dobrych dwóch lat sprawia, że Kerber ma na koncie tak mało wygranych turniejów (tylko 3).

Angelika zaczęła obawiać się wygranej. Cofnęła się to obrony, zwolniła rękę przy serwisie i zrobiło się 5:4, przy serwisie Szarapowej.

I wtedy zaczął się jeden z najlepszych, najbardziej niesamowitych gemów, jakie oglądałem w kobiecym tenisie kiedykolwiek. Przypominający mi trochę pamiętny, ostatni gem ćwierćfinału Wimbledonu, tylko ubiegłorocznego, między Li Na i Agnieszką Radwańską (ech, łza się w oku kręci).

No właśnie, bo niech tylko ktoś spróbuje, jeśli jest ona w formie, postawić Kerber pod ścianą, a dzisiaj była w formie wybornej. Rzuciła się do takiej walki, że błyskawicznie zrobiło się 40:0 dla niej. Wówczas z kolei Szarapowa postanowiła przypomnieć, dlaczego jest uznawana za jedną z najmocniejszych psychicznie zawodniczek w tourze. As za asem, (w całym tym meczu miała tylko 2 podwójne błędy serwisowe!), szalone, ale trafiane piłki. I takie same odpowiedzi ze strony Kerber. Niesamowita walka, ale Angie już nie dała sobie wydrzeć wygranej. 

Wielki mecz - 7:6, 4:6, 6:4 - zachęcam do obejrzenia powtórek - chwała dla obu, bo obie zagrały po prostu fantastycznie, zwycięstwo i ogromny sukces Kerber całkowicie zasłużone. A mi się - oczywiście - najbardziej podobało, jak po udanym zagraniu Kerber krzyczała w stronę Szarapowej po polsku "Trzymaj!":) Jest już w ćwierćfinale i zagra tam z Gienią Bouchard.

A Agnieszka? Ciekawe, czy plotki o tym, że jednak będą zmiany w jej obozie szkoleniowym, okażą się prawdziwe. Oby tak i oby to były zmiany na lepsze. 

Bo dzisiaj Lucie Safarova pokazała Jekaterinie Makarowej, gdzie jest jej miejsce, wygrywając bez problemu 6:3, 6:1.

karlin
O mnie karlin

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (20)

Inne tematy w dziale Rozmaitości