32 obserwujących
346 notek
347k odsłon
  950   0

Ratować przyrodę? Pewnie! Tylko jak?


Dzisiaj notka bardzo osobista, kogo nie interesują sprawy Karoliny Nowickiej, niech od razu odpuści sobie czytanie. :)

No więc... nie wiem, czy jest sens publikować na tym portalu teksty o wymowie proekologicznej. Szydercza notka o potrzebie oszczędzania wody spotkała się z nadzwyczaj pozytywnym odzewem, co sugeruje, że dla większości bywalców Salonu kwestia potencjalnego niedoboru tej cennej substancji jest jedynie okazją do niewybrednych żartów na temat Grety Thunberg, ekologów i kryzysu klimatycznego w ogóle. Ponieważ jednak problem zanieczyszczenia i szalonej eksploatacji środowiska jest mi bliski, postanowiłam podzielić się (który to już raz?), zapewne ku znużeniu biednych Salonowiczów, przemyśleniami o swoim osobistym udziale w dziele zniszczenia planety.

No więc cóż mam na swoją obronę? Zacznijmy od tego nieszczęsnego mycia. Prysznic biorę raz dziennie od wielu lat, co i tak jest postępem w stosunku do wcześniejszych długich, hedonistycznych kąpieli. Codziennie świeże gacie i skarpetki – czyli standard. Pranie też praktycznie codziennie. Czystość ciała i ubioru jest dla mnie rzeczą tak ważną, że pomimo świadomości, iż na świecie wiele ludów nie ma dostępu do czystej wody pitnej (z czego drwić mogą jedynie moralni troglodyci), nie mam najmniejszych wyrzutów sumienia z powodu częstych ablucji czy włączania pralki. Oczywiście zaraz pojawi się ktoś złośliwy i z przekąsem zapyta, czy ja w ogóle mam sumienie. Pewnie mogłabym spać snem sprawiedliwego nawet po zamordowaniu nienarodzonego dziecka w swoim łonie – zakrzykną prawicowi czytelnicy. Ano, proszę państwa, tak to już jest z nami, domorosłymi miłośnikami przyrody, że nie chcemy wracać do szałasów, porastać brudnym włosiem, rezygnować z pasty do zębów czy laptopa. Hipokryzja?

Ale to nie koniec. Tyle się rozpisywałam swego czasu o zaletach minimalizmu, tymczasem mój partner z rozpaczą mi wypomina, że do pokoju, w którym urzęduję, nie da się już praktycznie wejść. Oczywiście przesadza, ale... tak, mam chyba za dużo rzeczy. Ostatnimi czasy nasiliła się u mnie gorączka kupowania ubrań, butów i – jakże by inaczej – książek. Te ostatnie są już po prostu składowane jedne na drugich na regałach. Ubrania zostały poupychane w szafie (ledwo trzymają się na półkach). A butów mam pełen worek, przy czym jest to raczej paskudna taniocha, na którą mój facet nie może patrzeć.

Na swoje leciutkie usprawiedliwienie mam jedynie to, iż znaczną część mojej garderoby oraz niemal całą bibliotekę stanowią rzeczy używane. Nie mam żadnych oporów, by nabyć wcześniej noszone ciuchy, pod warunkiem wszakże, że ich stan jest określony jako bardzo dobry. Buty wolę mieć nowe, ale dla ładniejszej używanej parki zrobię wyjątek. I tutaj mój amatorski ekologizm daje mi łapkę w górę, gdyż robienie zakupów na rynku wtórnym jest o wiele bardziej przyjazne dla planety niż nabywanie nowych rzeczy. Coraz więcej ludzi (zwłaszcza młodych) pragnie żyć świadomie, mądrze i ekologicznie, a także – nie ma co tego obłudnie ukrywać – modnie, co przekłada się na większe zainteresowanie ubiorem z second handów.

Najważniejszym czynnikiem jest wzrost świadomości konsumentów, jeśli chodzi o zrównoważoną produkcję i cyrkularny obieg ubrań. Nowe pokolenie więcej myśli o tym, co je, co nosi i jakie jest pochodzenie tych rzeczy. Ma świadomość nadprodukcji i tego, że przemysł odzieżowy to drugi, po przemyśle paliwowym, najbardziej szkodliwy dla planety sektor gospodarki. Odpowiada za 10% światowej emisji gazów cieplarnianych do atmosfery, tylko do produkcji bawełny oraz innych tkanin zużywa 1,5 tryliona litrów wody rocznie. To coś, co młodzi ludzie chcą zmienić. Istotne jest też ich potrzeba posiadania unikatowego stylu i możliwość wybierania rzeczy z szaf innych osób, ale też zarabiania na tym, co sami sprzedadzą. Wszystkie prognozy wskazują na to, że branża mody zmierza w kierunku ponownej sprzedaży. Już teraz mówi się, że resale to nowy luksus. [...]

Najważniejsze, żebyśmy w przyszłości robili pewne rzeczy mądrzej niż robimy je teraz. Kiedy spojrzysz na to, co było 50 lat temu zobaczysz jak głupi wszyscy byliśmy. Za 15 lat kolejne pokolenie myśląc o obecnych czasach będzie się zastanawiać: „Po co robili linearne biznesy? Dlaczego nie robili cyrkularnych?” Chodzi o to, żeby z każdym rokiem być mądrzejszym. Dlaczego podczas pierwszego lockdownu mieliśmy problem z milionami ton niesprzedanych ubrań zalegającymi w magazynach lub sklepach? Ponieważ firmy produkują za dużo, a produkują za dużo, ponieważ klienci ciągle domagają się czegoś nowego. Dlaczego ciągle domagają się nowych kolekcji? Bo marki wmówiły im, że jeśli chcą być cool, muszą co chwilę mieć coś nowego. To jest błędne koło, które należy przerwać.

Powyższy fragment pochodzi z tego oto WYWIADU z dwoma założycielami platformy zajmującej się sprzedażą ubrań używanych. Wchodzą na polski rynek, gdyż widzą u nas potencjał zarobkowy, jak to niezręcznie określam. No cóż, business is business. A jeśli jeszcze jest to biznes stworzony z pasji do ulepszania świata, to tylko przyklasnąć. Każdy naprawdę proekologiczny projekt powinien się spotkać z aplauzem (a nie obojętnością czy bezmyślną drwiną).

No dobrze, podsumowując jednak – nie zamierzam nikomu mówić, co powinien jeść, nosić czy jak urządzać swoje mieszkanie. W przeciwieństwie do pewnej lewicowej blogerki nie uważam samochodu czy domu za konsumpcjonizm. Nie będę odgrywać roli nawiedzonej moralizatorki, potępiającej życie w rzekomo zbędnym luksusie. Niech każdy sam decyduje co, gdzie i za ile kupuje. Oczywiście prawo powinno pewne zachowania ograniczać lub wręcz zakazywać, np. dręczenie zwierząt, niszczenie ich siedlisk, bezprawną wycinkę drzew, wykorzystywanie ginących gatunków, etc, trudno to jednak nazwać wtrącaniem się w cudze życie. Może ja sama dojrzeję kiedyś do prawdziwego minimalizmu, oddam część swoich zbiorów, a pieniądze, które przeznaczyłabym na kolejne łupy, wpłacę na jakąś ratującą zwierzaki organizację. Na razie jestem na etapie próżnej baby, która lubi się ładnie ubrać, nawet jeśli to „ładnie” jest zaledwie jej subiektywnym przekonaniem. Na razie, wstyd przyznać, moje zaangażowanie w sprawy przyrody i troska o „braci mniejszych” ogranicza się do odrzucenia oleju palmowego, gdyż jego pozyskiwanie wiąże się z wykaszaniem populacji orangutanów oraz przedkładaniem jaj „ściółkowych” nad jaja „klatkowe”.

Jeśli zaś ktoś wciela w swoim życiu więcej ekologicznych zaleceń i bardziej troszczy się o przyrodę oraz zwierzęta niż ja (tudzież większość społeczeństwa), niech się tym tutaj i teraz pochwali. Pozytywnych wzorców nigdy za wiele.


Lubię to! Skomentuj77 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości