Już dawno zauważyłam, że notki proekologiczne nie cieszą się na Salonie24 szczególną aprobatą. Po części może to być winą niezbyt mądrych działań niektórych aktywistów, po części jest to pewnie strach przed unijnymi regulacjami, limitami i dyrektywami, które wkraczają na nasze polskie podwórko, ale też nie można zapominać o zwyczajnym ludzkim czynniku, jakim jest OBOJĘTNOŚĆ na sprawy wykraczające poza nasze osobiste podwórko. Nie jestem socjologiem, lecz wydaje mi się, że większość populacji skupia się przede wszystkim na własnym życiu, a problemy, o których trąbią media, szybko przeżuwa i wyrzuca z pamięci.
Nic więc dziwnego, że ekologiczny styl życia, jaki promuje wielu Youtuberów, influencerów czy celebrytów, jest uważany za przesadę, dziwactwo, wymysł zamożnych dzieciaków. A przecież obecny konsumpcjonizm, degradacja środowiska czy perspektywa walki o podstawowe zasoby w przyszłości najbardziej dotykają i kiedyś dotkną biedotę i niższą klasę średnią. Bogaci chyba zawsze będą mogli się wyżywić. Odgrodzą się w swoich enklawach, osiedlach czy nawet prywatnych parkach, mając do dyspozycji zapasy na całe lata, służbę, ochroniarzy i dostawców towarów, do których zwykli ludzie nie będą mieli dostępu. Czy tak się stanie na pewno? Nie wiem, to tylko moje przewidywania. Ale wydaje mi się, że pora się zastanowić na pewnymi aspektami naszego życia, które uważamy teraz za oczywistość, gdyż niedługo mogą stać się luksusem.
Dzisiaj będzie trochę mądrze, a trochę głupio – w zależności od tego, jak na to patrzeć. Temat jest poważny, ale zarazem absurdalny. :) Chodzi o papier toaletowy, który w naszych czasach jest traktowany jako absolutny must-have. Używa go chyba większość z nas, prawda? Przyznam się, że nieraz się zastanawiałam, jak ludzkość wytrzymała tak długo bez tego produktu. Przecież nie każdy w dawnych czasach mieszkał blisko lasu, żeby móc się podetrzeć liściem. No ale od czego wujek Google, prawda? :)
Jak przyznają badacze, jest w tej kwestii jeszcze wiele niewiadomych. W każdym razie rolki papieru, jaki znamy dzisiaj, to stosunkowo nowy wynalazek. Niestety, jest to rzecz bardzo kosztowna z punktu widzenia eksploatacji środowiska i niekoniecznie obojętna dla zdrowia (w przypadku nasączenia papieru chemikaliami). Dlatego powoli, powoluteńku zaczyna się w ludziach budzić świadomość, że może by tak odejść od obowiązującej normy i poszukać lepszego, bardziej ekologicznego, a przy okazji tańszego zamiennika. Dla niektórych może to być powrót do średniowiecza, ale czy średniowiecze było tak całkiem ciemne? ;)
A w Afryce, proszę państwa, ludzie radzą sobie jeszcze inaczej. Jak wiemy, nie jest to kontynent szczególnie rozwinięty w porównaniu do pozostałych. Jego mieszkańcy są od nas ubożsi, słabiej wykształceni (en masse), nie mają dostępu do wielu zdobyczy techniki. Naturalnie nie wszędzie tak jest, Afryka szybko się rozwija. Jednak podejście do higieny intymnej przypomina nasze własne sprzed paru stuleci:
To, co teraz wydaje się zabawnym wyjątkiem, z którego można się nabijać, ma szansę stać się kiedyś normą. Weźmy choćby kwestię ceny. W odwiedzanym przez nas regularnie Kauflandzie najtańsze opakowanie ośmiu rolek miękkiego, białego papieru kosztuje w najlepszym razie 8 zł (podaję z pamięci). Starcza na nie dłużej niż półtora tygodnia. Na miesiąc wypada więc ok. 20 zł. Rocznie: 240 zł. Niby bardzo mało, ale to zależy, jakie są nasze dochody.
Niezależnie od tego, czy podobają Wam się opisane w artykułach rozwiązania czy nie, zachęcam do dyskusji.


Komentarze
Pokaż komentarze (130)