Czy czytanie samo w sobie nobilituje? Czy czyni człowieka lepszym? Czy bogata biblioteczka to powód do dumy? Pewien pisarz ma wątpliwości i nie poleciłby chyba innym tzw. bing reading:
Ja bym jednak broniła tej czynności. Co prawda zdarzyło mi się przejść przez pozycje tak mierne, że bezdyskusyjnie zasługiwały na spalenie, jednak mózg jakoś... jakby to ująć... inaczej funkcjonuje, kiedy człowiek zajmie się lekturą. Ja, co prawda, bardziej słucham niż czytam, lecz i tak jest to obcowanie z narracją, którego nie da się zastąpić filmem, serialem, „rolką” z Netu. To jest coś, co się „odmalowuje” w Twojej głowie, co musisz sobie porządnie wyobrazić, żeby móc się tym cieszyć. I może dlatego niektórzy za tym nie przepadają?
Czy warto czytać rzeczy ambitne, nawet jeśli niespecjalnie nam pasują? Nie wiem. Jeśli nie, to umknie nam pewne wspólne doświadczenie, które łączy pokolenia, społeczeństwo czy nawet narody; kultura jest budowana na milionach takich łączących ludzi doświadczeń. Nie umiem się jednak zmusić do czegoś, co mnie nuży, denerwuje, zadręcza. W ogóle leniem jestem patentowanym, gdyż słucham/czytam po kawałeczku, często przerywając to piękne zajęcie.
Czy opłaca się kupować książki? Zależy, ile zarabiasz, czy masz miejsce, czy jesteś typem zbieracza. Ja ostatnio naściągałam sobie ebooków w pdf zamiast nabywać kolejne „zwykłe” dzieła. Czy tzw. piractwo nie jest niemoralne? Z punktu widzenia twórców, wydawnictw, ale i wielu czytelników – raczej tak. Jak już się odkuję finansowo, to kupię sobie czytnik. A przynajmniej taką mam nadzieję. Oczywiście nie wszystko da się znaleźć w wersji cyfrowej; pewne teksty wciąż można dostać jedynie na papierze. Ale to pewnie tylko kwestia czasu, kiedy i one pojawią się w formie pliku (lub zbioru plików).




Komentarze
Pokaż komentarze (21)