Ciekawy tekst znalazłam (szukając czegoś o konsumpcjonizmie):
Coraz więcej rzeczy kupuje się dziś "na później". Wakacje, sprzęty, przyjemności. Człowiek uspokaja się myślą, że przecież ciężko pracuje i zasługuje na odpoczynek. To prawda. Problem zaczyna się wtedy, gdy odpoczynek trzeba później spłacać miesiącami. A jeszcze trudniej przyznać przed innymi, że zwyczajnie nas nie stać. Mam wrażenie, że żyjemy dziś w świecie, w którym bieda przestała być jedynie brakiem pieniędzy. Częściej jest wstydem. Niewygodnym tematem, którego nie pokazuje się na Instagramie i nie omawia przy winie ze znajomymi. Można narzekać na ceny mieszkań albo inflację, ale powiedzieć wprost: "Nie pojadę, bo nie mam na to budżetu"? To już brzmi jak osobista porażka. A przecież rozsądek powinien wyglądać właśnie tak.
Ludzie od zawsze zaopatrywali się w przedmioty bądź usługi po, żeby dobrze wypaść przed znajomymi. Zastaw się, a postaw się. Jednak wcześniej bardzo niewielka część populacji mogła sobie pozwolić na ciągłe zbytki. Większość musiała się liczyć z grosiwem. A dzisiaj? Kredyty, pożyczki, karty, odroczone płatności – wszystko to sprawia, że czujemy się „uprawnieni” do ciągłego „pochłaniania”. I jak to się zwykle kończy? Najczęściej chyba zderzeniem z twardą rzeczywistością, czyli potężnymi długami.
Komentarze
Pokaż komentarze (62)