Premier techniczny właśnie skończył swoje przemówienie, w którym rząd Tuska wdeptał w ziemię tak dotkliwie, że upłynie pewnie ze trzysta lat, nim na tej ziemi wyrośnie choćby jedno źdźbło.
Błyskotliwy tryumf moralny profesora Glińskiego jest tym większy, że osiągnięty właściwie mimochodem, jako uboczny skutek zaprezentowania programu swojego rządu.
Jak to celnie zauważył na Twitterze Andrzej Duda, Gliński przemawiał „Niestety nie na posiedzeniu plenarnym, bo PO się boi”.
Ten strach Platforma próbuje tuszować sejmowym regulaminem. Artykuł 115, p. 5a: „w debacie nad wnioskiem o wyrażenie wotum nieufności Marszałek Sejmu, poza kolejnością mówców zapisanych do głosu, udziela głosu wyłącznie Prezesowi Rady Ministrów”; a p. 6: „Po wyczerpaniu listy mówców głos może zabrać tylko Prezes Rady Ministrów”.
Wszyscy jednak wiemy, że to tylko nędzne wymówki, na które nikt się nie nabierze.
Niebawem głosowanie. Wprawdzie premier techniczny to głosowanie przegra (Skąd wiem? Z ruskich serwerów!), ale tym większy będzie jego moralny wydźwięk. Na wzór moralnych zwycięstw polskich piłkarzy, jak choćby pamiętne 1:6 z Włochami w Rzymie w 1965 roku.
Jeszcze większy moralny tryumf odniesie też – oczywiście niewątpliwie – osobiście Jarosław Kaczyński, który uzasadni wniosek o wotum nieufności wobec rządu Tuska.
A przed chwilą Mariusz („Mały”) Kamiński wypowiedział proroctwo, które na pewno kiedyś się spełni: „Prędzej czy później Donald Tusk będzie musiał ustąpić zarówno ze stanowiska premiera, jak i przewodniczącego Platformy Obywatelskiej”.
A że nie dziś? Przecież i tak nikt nie zwróci uwagi na taki drobiazg, bo świat będzie zajęty fetowaniem zwycięstwa moralnego.
Jerzy Skoczylas


Komentarze
Pokaż komentarze (10)