Karzo Karzo
6690
BLOG

Skandaliczne odkrycie w TK

Karzo Karzo Polityka Obserwuj notkę 49

 Notkę rozpocznę materiałem załączonym przez sędziów Donalda Tuska i KO. Film krótki (3:34) i warto poświęcić czas by ocenić odkrycie i oburzenie "wybitnej" ale tymczasowej prezesyni Anny Korwin-Piotrowskiej, która przerywa milczenie i odsłania kulisy.

https://www.youtube.com/watch?v=XHvV0tHkrdI

 To naprawdę jest przerażające i do tego straszne. Kierowany strachem pochyliłem się nad stanem faktycznym by nad przerażeniem zapanować. Może notka będzie trochę długa więc można wybrać sobie dowolny fragment by bezbłędnie zrozumieć sprawę.

 W dyskusjach o polskim systemie prawnym często używa się wielkich słów: Konstytucja, praworządność, kryzys ustrojowy. Dla przeciętnego obywatela brzmią one abstrakcyjnie – dopóki machina państwowa nie uderzy w niego osobiście. Historia pani Aleksandry (sygn. akt SK 11/18) to poruszający dowód na to, jak urzędniczy automatyzm potrafi zamienić życiowy sukces w finansową karę, a wielka polityka na lata zablokować drogę do sprawiedliwości.

 Wyobraźmy sobie sytuację, która powinna być powodem do dumy. Pracujesz ciężko, rozwijasz się, aż w końcu szef dostrzega Twoje zaangażowanie. Dostajesz upragniony awans, a wraz z nim znaczącą podwyżkę. Od tego momentu Twój pracodawca co miesiąc odprowadza do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych znacznie wyższe składki. Państwo przyjmuje te pieniądze bez mrugnięcia okiem.

 Problemy zaczynają się wtedy, gdy los zmusza Cię do skorzystania z obiecanej ochrony. Tak było w przypadku pani Aleksandry. Niedługo po awansie zaszła w drugą ciążę. Ze względu na specyfikę swojej pracy (wymagającej rygorystycznych badań zdrowotnych) natychmiast straciła prawo do wykonywania obowiązków i musiała przejść na zwolnienie lekarskie, a potem na urlop macierzyński. Wtedy ZUS otworzył swoje księgi, spojrzał w tabelki i podjął decyzję, która brzmi jak ponury żart: zasiłek macierzyński zostanie wyliczony nie od nowej, wyższej pensji, ale na podstawie zarobków sprzed awansu – z poprzedniego roku.

 Według przepisów, jeśli między jednym a drugim okresem pobierania jakichkolwiek świadczeń (np. zwolnieniem na dziecko a zasiłkiem chorobowym w ciąży) nie miną pełne trzy miesiące kalendarzowe, ZUS nie przelicza podstawy zasiłku na nowo. Kopiuje starą kwotę. Państwo pobrało wyższe składki, ale wypłaciło zaniżone świadczenie.

 Gdy sprawa trafiła do sądów, sędziowie rozłożyli ręce. Zgodnie z literą prawa ZUS miał rację. Przepis był jasny, sztywny i nie pozostawiał miejsca na ludzką sytuację czy logikę. Sądy musiały wydać wyrok zgodny z prawem, nawet jeśli owocem tego prawa była rażąca niesprawiedliwość.

 Pani Aleksandra nie poddała się i złożyła skargę konstytucyjną. Wokół jej sprawy doszło do niezwykłego pęknięcia w aparacie państwowym. Sejm (autor przepisów) tradycyjnie bronił ustawy, tłumacząc, że system musi być szczelny, a procedury proste, by urzędnicy nie utonęli w papierach. Tu wkładam link do pisma procesowego: Marszałek Sejmu Kuchciński

 Zupełnie inne stanowisko zajął Prokurator Generalny. W oficjalnym pismie podpisanym na polecenie Zbigniewa Ziobro przez Roberta Hernanda prokuratura stanęła po stronie poszkodowanej kobiety. Wskazano, że państwo nie może pod pretekstem „walki z nadużyciami” karać uczciwych obywateli. Jeśli ktoś realnie awansował i płacił większe składki, to zaniżanie jego zasiłku w imię biurokratycznego automatyzmu jest po prostu niesprawiedliwe i uderza w konstytucyjną ochronę macierzyństwa.

Wydawało się, że z takim poparciem sprawa szybko znajdzie swój finał w Trybunale Konstytucyjnym, a wadliwy mechanizm zostanie usunięty z polskiego prawa. Tak się jednak nie stało. Skarga pani Aleksandry wpłynęła do Trybunału na początku 2018 roku. Minęły lata, a wyroku jak nie było, tak nie ma. Sprawa utknęła w martwym punkcie, stając się symbolem paraliżu sądownictwa konstytucyjnego w Polsce. W latach po 2015 roku Trybunał Konstytucyjny pogrążył się w głębokim kryzysie ustrojowym – wewnętrzne spory sędziów, walka o kadencje, kontrowersje wokół statusu sędziów i przede wszystkim skupienie się na wielkich bataliach politycznych sprawiły, że codzienne problemy obywateli spadły na szary koniec kolejki.

Dla polityków sprawa zasiłku pani Aleksandry okazała się zbyt mała. Dla tysięcy kobiet w Polsce, które każdego roku wpadają w tę samą urzędniczą pułapkę po awansie, ten brak decyzji oznacza realne, codzienne straty finansowe w najważniejszym momencie życia ich rodzin. Przypadek sygn. akt SK 11/18 pokazuje najsmutniejszą prawdę o systemie: kiedy wielka władza kłóci się o swoje wpływy, rykoszetem zawsze dostaje zwykły człowiek.

image

 Głównym i najbardziej konsekwentnym krytykiem tej sytuacji był ówczesny Rzecznik Praw Obywatelskich (w latach 2015–2021 funkcję tę sprawował Adam Bodnar). RPO regularnie analizował składy wyznaczane przez Julię Przyłębską do rozpoznawania spraw. Gdy widział w nich nazwisko któregoś z sędziów dublerów, oficjalnie składał wniosek o ich wyłączenie, argumentując, że skład z ich udziałem jest nielegalny, a wydany wyrok będzie nieważny. Gdy Trybunał te wnioski odrzucał, RPO w geście protestu wycofywał swój udział z postępowań, odmawiając legitymizowania takich składów.

 Bojkot narodził się również wewnątrz samej instytucji. Sędziowie wybrani do TK przed 2015 rokiem (m.in. Leon Kieres, Andrzej Rzepliński, Piotr Tuleja, Marek Zubik, Stanisław Rymar) wielokrotnie odmawiali zasiadania w jednym składzie orzekającym z sędziami dublerami. Składali zdania odrębne, głośno podnosząc, że obecność nieuprawnionych osób w składzie niszczy powagę orzecznictwa.

 Prawnicy reprezentujący obywateli (adwokaci i radcowie) oraz sędziowie sądów powszechnych wprost ostrzegali, że kierowanie spraw do TK mija się z celem. Europejski Trybunał Praw Człowieka (ETPCz) w przełomowym wyroku w sprawie Xero Flor (2021) oficjalnie potwierdził to, o co walczyli prawnicy: Trybunał Konstytucyjny ze skażonym składem (z udziałem dublera) nie jest sądem ustanowionym ustawą. W tym proceduralnym chaosie i atmosferze wzajemnego bojkotu, skomplikowana, ale czysto ludzka sprawa zasiłków macierzyńskich, stała się zbyt „toksyczna” i ryzykowna, by jakikolwiek skład odważył się wydać w niej ostateczny werdykt.

No i teraz mamy "wybitnych" sędziów Donalda Tuska i KO. I skażony Berek.

I tak oto walka o praworządność zaczyna przypominać przedstawienie teatralne, w którym zmieniają się aktorzy, dekoracje i reżyserzy, ale widz wciąż czeka na zakończenie spektaklu. Tylko że za bilet zapłacił już dawno. I nadal płaci. A gdyby komuś w tym całym zamieszaniu godło spadło na głowę? Cóż, może ktoś z widowni powiedziałby tylko: „Nie szkoda. I tak był dublerem”

Następna notka będzie o 3003

image


Karzo
O mnie Karzo

Jaką wartość ma człowiek, który nauczył się czytać i pisać, myślenie pozostawiając innym? (Ernst Hauschka) Uwaga! Wszystkie ilustracje na blogu – niezależnie od sposobu ich powstania (fotografie, grafiki komputerowe, obrazy generowane sztucznie) – mają charakter wyłącznie ilustracyjny i nie przedstawiają rzeczywistych osób. Wszelkie podobieństwa do osób istniejących są przypadkowe. Autor nie przetwarza danych osobowych i nie wykorzystuje wizerunku żadnej osoby bez jej zgody. W razie wątpliwości proszę o kontakt – sporne materiały zostaną usunięte. Osoby urażone treścią moich notek lub komentarzy proszę o kontakt karzo@mail.de  Prawnicy osób urażonych po przedłożeniu pełnomocnictwa (Polska) lub Vollmacht (BRD) otrzymają wszystkie moje dane potrzebne do prowadzenia sprawy.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (49)

Inne tematy w dziale Polityka