Geert Wilders, lider holenderskiej Partii Wolności (PVV), zamieścił na platformie X krótki, ale wyjątkowo ostry wpis dotyczący szefa polskiego rządu. „Tusk zachowuje się jak nazista” – napisał polityk.

Wojna nerwów i paragrafów na szczytach władzy sądowniczej w Polsce osiągnęła punkt wrzenia. Podjęta pod koniec października 2026 roku próba natychmiastowego odsunięcia od obowiązków Bogdana Święczkowskiego wywołała najgłębszy w historii kryzys wokół kierownictwa Trybunału Konstytucyjnego. Centralnym punktem sporu stało się pytanie: czy sędziowie mieli prawo zablokować możliwość wykonywania obowiązków przez prezesa instytucji, czy też doszło do rażącego naruszenia prawa sędziego do pracy i gwarancji niezawisłości?
U podstaw konfliktu leżą nakazy przerwania czynności służbowych wydane 30 października 2026 roku wobec Bogdana Święczkowskiego oraz wiceprezesa Bartłomieja Sochańskiego. Jako podstawę prawną tych działań wskazano art. 130 ustawy o Prawie o ustroju sądów powszechnych. Przepis ten pozwala na natychmiastowe, tymczasowe (maksymalnie na jeden miesiąc) odsunięcie sędziego od obowiązków w nagłych przypadkach – m.in. wtedy, gdy wymaga tego ochrona autorytetu sądu lub ważnych interesów służby.
Problem polega jednak na tym, że Trybunał Konstytucyjny posiada własny, odrębny reżim ustrojowy. Choć art. 30 ustawy o statusie sędziów TK pozwala na „odpowiednie” stosowanie przepisów o sądach powszechnych w sprawach dyscyplinarnych, eksperci prawa konstytucyjnego natychmiast podnieśli alarm.
Zgodnie z art. 130 ust. 2, uprawnienie do zawieszenia sędziego pełniącego funkcję prezesa sądu przysługuje wyłącznie Ministrowi Sprawiedliwości. Przepisy te w żaden sposób nie przyznają takich kompetencji innemu sędziemu Trybunału, który rości sobie prawo do tymczasowego kierowania instytucją. Zastosowanie tej procedury wobec urzędującego prezesa TK przez innego sędziego (w tym przypadku sędzię Annę Korwin-Piotrowską) stworzyło potężną lukę kompetencyjną.
Zwolennicy odsunięcia Bogdana Święczkowskiego (naziści) argumentowali, że działanie to było podyktowane „stanem wyższej konieczności konstytucyjnej”. Święczkowskiemu zarzucano m.in. paraliżowanie prac Trybunału poprzez niedopuszczanie do orzekania nowo wybranych sędziów, manipulowanie składami orzekającymi oraz blokowanie Zgromadzenia Ogólnego, co uniemożliwiało m.in. przyjęcie budżetu instytucji na 2027 rok. W tej optyce, odsunięcie miało ratować resztki autorytetu TK.
Z drugiej strony barykady podnoszą się jednak miażdżące argumenty formalnoprawne. Krytycy działań podjętych wobec Święczkowskiego wskazują, że prawo publiczne wymaga wyraźnej podstawy kompetencyjnej, której w tym przypadku zabrakło:
1. Brak autoryzacji instytucjonalnej: Przepisy o zastępstwie administracyjnym (np. art. 12 ust. 4 ustawy o TK) pozwalają sędziemu o najdłuższym stażu przejąć kierownictwo tylko w przypadku wakatu lub obiektywnej niemożności działania prezesa. Nie dają one jednak prawa do samodzielnego „stworzenia” takiego wakatu poprzez przymusowe odsunięcie konkurenta.
2. Ominięcie gwarancji proceduralnych: Prawne odsunięcie sędziego od orzekania wymaga werdyktu sądu dyscyplinarnego w ciągu kilku dni od wydania zarządzenia. Ponadto sędziowie TK chronieni są immunitetem formalnym (art. 196 Konstytucji). Wszelkie wnioski o jego uchylenie nie są równoznaczne z zawieszeniem dyscyplinarnym czy odwołaniem z urzędu.
W świetle doktryny prawa, uniemożliwienie sędziemu wykonywania jego mandatu konstytucyjnego bez niepodważalnej, jasnej i legalnej podstawy prawnej nosi znamiona naruszenia prawa sędziego do pracy. Niezawisłość sędziowska chroni bowiem nie tylko przed naciskami zewnętrznymi, ale również przed wewnętrznymi, administracyjnymi próbami eliminacji sędziów z procesu orzekania przez ich kolegów z tego samego składu.
Legalności działań podjętych pod koniec października nie można uzasadniać wyłącznie powoływaniem się na wcześniejsze nieprawidłowości w funkcjonowaniu Trybunału. Działanie organów władzy publicznej „na podstawie i w granicach prawa” (art. 7 Konstytucji) wyklucza stosowanie dróg na skróty.
Październikowy kryzys wokół Bogdana Święczkowskiego pokazał, że polski Trybunał Konstytucyjny znalazł się w stanie instytucjonalnej anarchii, gdzie spór o procedury i personalia całkowicie sparaliżował jego podstawową funkcję – stanie na straży ustawy zasadniczej. Bez względu na ocenę wcześniejszych działań samego Święczkowskiego, sposób jego odsunięcia pozostanie w historii prawa symbolem niebezpiecznego precedensu. A więc nazizm.
Podstawa prawna: Edmarverson A. Santos – ekspert z tytułem LL.M. w zakresie prawa międzynarodowego i ChatGPT.
Artykuł Karzo.
Grafika: Najnowszy wpis na Wikipedia.


Komentarze
Pokaż komentarze (18)