Karzo Karzo
182
BLOG

Zagadka krateru w Tarnawie

Karzo Karzo Polityka Obserwuj notkę 42

imageCo naprawdę wydarzyło się na Lubelszczyźnie?


 Oficjalne komunikaty polskiej prokuratury i wojska nie pozostawiają złudzeń: 30 lipca 2026 roku na pole w województwie lubelskim spadł rosyjski strategiczny pocisk manewrujący Ch-101, wyprodukowany w drugim kwartale tego roku. Choć śledczy mówią o sukcesie i zabezpieczeniu materiałów dowodowych, wnikliwa analiza faktów odsłania szereg technicznych anomalii.   
                           Logiczne pytania o brak śladów termicznych i „niewidzialne” szczątki dwutonowej rakiety sprawiają, że wokół incydentu narasta informacyjna mgła.  Największe zdziwienie ekspertów zajmujących się militariami budzi sam wygląd miejsca zdarzenia. Fotografie i relacje z Tarnawy-Kolonii ukazują potężny krater o szerokości około 10 metrów i głębokości 5 metrów. Ziemia została rozrzucona z ogromną siłą, jednak na miejscu brakuje jakichkolwiek śladów termicznych. Tradycyjna eksplozja głowicy bojowej Ch-101, która przenosi około 400 kilogramów materiału wybuchowego, pozostawia po sobie spaloną ziemię, osmolone krawędzie leja, dym i spustoszenie wywołane falą uderzeniową w promieniu kilkuset metrów.

 Tymczasem na lubelskim polu trawa i rosnące wokół krateru uprawy zachowały swój naturalny kolor. Nie odnotowano pożaru nafty lotniczej, która napędza turboodrzutowy silnik rakiety. Oficjalne wyjaśnienie mówi o uderzeniu kinetycznym i awarii zapalnika – pocisk miał uderzyć w grunt z prędkością bliską 800 km/h bez detonacji, działając jak gigantyczny, stalowy młot. Wokół sprawy pojawia się jednak jeszcze jedna, niezwykle intrygująca ciekawostka, która burzy narrację o natychmiastowym zabezpieczeniu terenu przez służby.

 Pierwszymi osobami, które dotarły na miejsce "wybuchu" – a raczej precyzyjnego przyziemienia rakiety – byli  dziennikarze. Wyprzedzili oni kordony wojska i policji. To, co zastali na miejscu, wprawiło ich w osłupienie: w wielkim kraterze nie było absolutnie nic. Lej był całkowicie pusty.Na powierzchni ziemi ani wokół niej nie poniewierały się żadne porozrzucane elementy poszycia, elektroniki czy usterzenia ogonowego, które rutynowo towarzyszą katastrofom lotniczym. Wyglądało to tak, jakby dwutonowy kolos po prostu rozpłynął się w powietrzu, pozostawiając po sobie jedynie wyrwaną glebę.

Tu pojawia się logiczna sprzeczność. Jeśli dwutonowy pocisk o długości ponad 7 metrów uderzył w ziemię i NIE WYBUCHŁ, jego konstrukcja nie powinna zostać rozerwana na drobne kawałki siłą wewnętrznej eksplozji. Z praw fizyki wynika, że potężny, tytanowo-stalowy korpus, silnika oraz nienaruszona głowica bojowa powinny przetrwać uderzenie w relatywnie dużych, łatwo rozpoznawalnych elementach.

 Relacje pierwszych świadków potwierdzają jednak, że na powierzchni nie było widać wielkich fragmentów. W przeciwieństwie do analogicznych incydentów na Ukrainie, gdzie zdjęcia całych sekcji rakiet leżących na polach są publikowane niemal natychmiast, w Polsce zapanowała całkowita pustka – zarówno ta fizyczna na miejscu zdarzenia, jak i informacyjna w mediach. Najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie techniczne zakłada, że rakieta pod wpływem gigantycznej energii mechanicznej uległa sprasowaniu i w całości wbiła się głęboko pod dno krateru, zostając natychmiast zasypana tonami osuwającej się ziemi.

 Rosyjskie kanały propagandowe oraz tamtejsze Ministerstwo Obrony natychmiast wykorzystały te wątpliwości, twierdząc, że w Polsce spadła ukraińska rakieta przeciwlotnicza (systemu S-300 lub NASAMS), a polskie władze celowo ukrywają ten fakt, „podrzucając” na miejsce spreparowane szczątki Ch-101 z 2026 roku.

 Wojskowi analitycy zwracają jednak uwagę, że milczenie Warszawy ma drugie, znacznie bardziej pragmatyczne dno. Niewybuch najnowszego rosyjskiego pocisku manewrującego, wyprodukowanego zaledwie kilka tygodni lub miesięcy temu, to dla wywiadu technicznego NATO Święty Graal. Komputery pokładowe, systemy optyczne (Otblesk-U) oraz bloki samoobrony Ł-504 strzelające flarami termicznymi zawierają komponenty, które pozwolą Zachodowi poznać aktualne metody omijania sankcji przez Moskwę.

Zabezpieczenie tak cennego materiału wymaga absolutnej tajemnicy. Saperzy i oficerowie kontrwywiadu pracujący w Tarnawie musieli działać w warunkach pełnej izolacji – nie tylko po to, by bezpiecznie podnieść z dna krateru kilkaset kilogramów niestabilnego materiału wybuchowego, ale przede wszystkim, by ukryć zdobycz technologiczną przed oczami opinii publicznej i satelitami przeciwnika.Choć techniczne wątpliwości dotyczące braku ognia i widocznych szczątków są w pełni uzasadnione, w realiach konfliktu granicznego logika pola walki często ustępuje miejsca procedurom bezpieczeństwa i bezwzględnej wojnie wywiadów. Zagadka lubelskiego krateru prawdopodobnie jeszcze długo nie doczeka się pełnego, publicznego wyjaśnienia.

"Minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha publicznie twierdził na Twitterze, jeszcze przed oświadczeniem Tuska, że ​​rosyjski pocisk manewrujący Ch-101 wleciał w polską przestrzeń powietrzną w nocy podczas głównej ofensywy rosyjskiej przeciwko Ukrainie. Twierdził, że pocisk naruszył przestrzeń powietrzną NATO. Ta wersja jest obecnie również uznawana za wiarygodną przez polski rząd. Sybiha powiązał incydent z żądaniem szybkiego wzmocnienia ukraińskiej obrony powietrznej. Argumentował, że intruz pokazał, że ochrona Ukrainy służy również bezpieczeństwu całego regionu euroatlantyckiego". berliner-zeitung.de

Linki:  pravda.com.ua      Temat: Około 90% rosyjskich rakiet i dronów zawiera komponenty wyprodukowane w Japonii

en.24tv.ua       Temat: Wyciek dokumentów: Ile rakiet X-101 produkuje Rosja i jakie zagraniczne części są w niej wykorzystywane. Bardzo dobrze udokumentowane. 

packaged-media.redd.it  Temat: Wybuch Ch-101 (wideo) Wejście bez logowania.



Karzo
O mnie Karzo

Jaką wartość ma człowiek, który nauczył się czytać i pisać, myślenie pozostawiając innym? (Ernst Hauschka) Uwaga! Wszystkie ilustracje na blogu – niezależnie od sposobu ich powstania (fotografie, grafiki komputerowe, obrazy generowane sztucznie) – mają charakter wyłącznie ilustracyjny i nie przedstawiają rzeczywistych osób. Wszelkie podobieństwa do osób istniejących są przypadkowe. Autor nie przetwarza danych osobowych i nie wykorzystuje wizerunku żadnej osoby bez jej zgody. W razie wątpliwości proszę o kontakt – sporne materiały zostaną usunięte. Osoby urażone treścią moich notek lub komentarzy proszę o kontakt karzo@mail.de  Prawnicy osób urażonych po przedłożeniu pełnomocnictwa (Polska) lub Vollmacht (BRD) otrzymają wszystkie moje dane potrzebne do prowadzenia sprawy.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (42)

Inne tematy w dziale Polityka