28 obserwujących
164 notki
160k odsłon
877 odsłon

Co z tą Rosją?

Wykop Skomentuj56

Cały (ten ważny) świat się zawziął, no i działa. 160-milionowe państwo posiadające jakieś niecałe 3% światowego PKB (USA: 22%, UE: 24%) cierpi. USA, będące największym dyspozytorem ropy naftowej i gazu, i Europa, będąca największym dostawcą technologii - zgnoiły złą Rosję.

Człowiek wychowany w Polsce jest (?) skazany na polskie media. Z polskich mediów dowiemy się, że w Ukrainie nie trwa wojna domowa, tylko wojna sił Dobra z Rosją, że na Majdanie były demonstracje ku wolności Ukrainy i jej parciu do Unii Europejskiej, że euro-amerykańskie sankcje wobec Rosji są konsekwencją "agresji" Rosji na Ukrainie.

Smutne, a nawet bardzo smutne jest to, że w Polsce powyższe nie jest domeną żadnej konkretnej "linii" ideologicznej. Absurdalnie zantagonizowany, do granic paranoi, podział polityczny i medialny w tej jednej kwestii w ogóle nie działa - w propagandowej rusofobii jest pełna zgoda.

W rusofobicznym szaleństwie komentarze wokół ostatnich dołujących wskaźników gospodarki rosyjskiej, kryzysu rubla, są w jednym kierunku - zatroskania wobec kondycji świadomości rosyjskiego społeczeństwa, które tylko coraz bardziej wspiera swojego prezydenta, Putina.

Co za kretyni, co nie?

Rozważmy taką szaloną wersję. Otóż wyobraźmy sobie, że Ukraina nie jest jednolicie spójnym i pro-europejskim krajem. Że Majdan to niekoniecznie były protesty sił Dobra przeciw Złu.

Wyobraźmy sobie, że na Ukrainie - której cały przemysł, cały potencjalny dobrobyt, de facto dotowany przez Rosję, jest ulokowany głównie na wschodzie, znaczna część ludności naprawdę nie akceptuje antyrosyjskich, ideologicznie, a nie pragmatycznie motywowanych nastrojów, wzbudzanych w zachodniej części kraju. W której to części nieszczęśliwie znajduje się stolica - naturalne miejsce organizowania protestów i zamieszek o zasięgu postulatów pozornie ogólnokrajowym.

Rozważając to, co powyższe, można domniemać szaloną tezę, że na Ukrainie trwa wojna domowa, przy dyplomatycznym, acz nie militarnym wsparciu Rosji dla tzw. "separatystów" (dokładniej: tych Ukraińców, którzy nie akceptują niepragmatycznej, a także niedemokratycznej polityki Kijowa, agresywnie wspieranej przez tzw. Zachód).

Reasumując powyższe założenia, pozostaje pytanie, co - wg światłych euro-amerykańskich mędrców - powinien zrobić Putin, żeby przestali się pastwić nad Rosją.

Czy wystarczy potępienie dla tych Ukraińców, który sprzeciwiają się Wielkiej Koalicji, wybranej niedawno z pominięciem najludniejszych i najbogatszych regionów wschodnich? Czy wystarczy publiczne pokajanie się, powiedzenie przed kamerami: "o, wielka Europo, wielkie USA, jacy maluczcy jesteśmy my, nędzni Rosjanie, wobec majestatu Wszego!"?

Czy może musi wycofać wojska z Ukrainy i przyznać się do zestrzelenia malezyjskiego samolotu? Ale co, jeżeli żadnych rosyjskich wojsk tam nie ma? Wtedy chyba musiałby wpierw je tam wprowadzić, zrobić jakiś pokazowy rozp**dol, a następnie wycofać w pokorze...

Wróćmy na ziemię. Pomyślmy chwilę. Pomyślmy jak przeciętny Rosjanin.

Przeciętny Rosjanin może sobie myśleć na przykład, że w Rosji za Putina jest całkiem nieźle. Że jest lepiej niż za ZSRR, lepiej niż za Gorbaczowa, kraj rozwija się lepiej niż za Jelcyna. Że Rosja wciąż jest krajem z wielką tradycją i potęgą.

Może sobie pomyśleć, że jego kraj stał się przedmiotem ataku jakichś zmasowanych sił z Zachodu. Że próbuje się go zniszczyć za wszelką cenę, na co ich prezydent reaguje racjonalnie, spokojnie i godnie.

Czy można się dziwić, że przeciętny Rosjanin swojego prezydenta w takiej sytuacji popiera? Tym bardziej kiedy wie, że alternatywą dla niego jest radykalny komunista, szemrany beznesmen czy para-nazista? Czy można się w końcu dziwić, że w demokratycznym państwie, jakim jest Rosja, prezydent Putin postępuje tak, jak oczekuje od niego jego (pokaźny) elektorat?

---

Rosja jest dziś w poważnym kryzysie - w kryzysie, w którym znalazłoby się każde państwo, nawet całkiem potężne, wobec którego by zastosowano aż tak radykalny, zmasowany atak gospodarczy. Rosjanie czują się ofiarą. Ofiarą łatwego do zidentyfikowania wroga. Ten wróg nie potrzebuje żadnej fałszywej propagandy do tego, aby zostać łatwo zidentyfikowany. Wszak sam się tym chwali wszem i wobec.

Tzw. Zachód rozpoczął brutalną i bezwzględną zimną wojnę przeciwko Rosji, niespoykaną od najmroczniejszych czasów konfliktu USA-ZSRR. Tyle że tym razem proporcje są niewspółmierne (gospodarczo 46:3) i trudno zrozumiałe (osobliwie eskalacja rozruchów na Majdanie zaczęła się krótko po fiasku amerykańskiej interwencji w Syrii).

Rosja dziś jest gospodarczym cieniasem, ale wciąż ma silną armię. Nieuzasadnione gnębienie tego kraju przez Zachód będzie powodować jedynie rosnącą frustrację jej mieszkańców, rosnące poparcie dla Putina i rosnącą akceptację dla radykalnych rozwiązań kryzysu.

Jeżeli Zachód się nie opamięta, może być nieciekawie. I ja osobiście będę wtedy ostatnim, który uzna Rosję za agresora w tym konflikcie, który tak naprawdę zaczął się gdzieś w końcówce 2013 roku.

---

Dla jasności - komentarze zdradzające, że ich autor nie kliknął w zawarte w notce linki, nie przeczytał ich albo nie zrozumiał, będę kasował, a autorów banował.

Wykop Skomentuj56
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale