44 obserwujących
402 notki
379k odsłon
  704   0

Czy Polacy nie mają zdolności do nauk ścisłych?


Ponad rok temu napisałem notkę „Czy Słowianie nie mają zdolności do nauk ścisłych?” Tytuł był celowo prowokacyjny – ja sam tak nie uważam – niemniej zastanawiający jest fakt, że w gronie największych geniuszy Polakami są tylko Kopernik i, być może, Skłodowska-Curie. (Uwaga! Chodzi mi o uczonych, którzy rewolucjonizowali naukę, a nie o takich, którzy wymyślili coś cennego. Tych drugich było oczywiście całkiem sporo.) Anglicy, Francuzi, Niemcy a nawet Włosi mieli takich geniuszy więcej. Oczywiście, pod tekstem podniosły się oburzone głosy, że to wszystko wina zaborców i Żydów. Gdyby nie oni, to ho ho... Rzecz oczywiście nie do sprawdzenia. Przeprowadziłem zatem dość szczegółowe porównanie rozwoju nauki w wiekach XVI-XVIII, czyli w okresie, w którym trudno winę zwalać na zaborców, i przedstawiłem je w notce „Nauka w Europie i w Polsce w czasach Odrodzenia i Oświecenia”. Widać z niej, że w wieku XVII, a zwłaszcza w XVIII, kiedy na Zachodzie kładziono podwaliny pod współczesną wiedzę, w naszym kraju nauka praktycznie umarła. (Osoby chcące ze mną dyskutować w tej kwestii bardzo proszę o zapoznanie się z powyższymi notkami, bo chciałbym, żeby debata odnosiła się do faktów, a nie wyobrażeń).

Dlaczego tak było? Uważam, że przyczyną kompletnego upadku nauki w owym okresie był społeczny brak zainteresowania i szacunku dla zajmujących się nią badaczy. Dla ówczesnej polskiej elity ważna była sztuka, poezja, muzyka, a jakaś fizyka czy chemia – po cholerę to komu?... Myślę, że tworzyło się zamknięte koło: ludzie nie studiowali nauk ścisłych, bo nie było nikogo, kto by ich nimi zainteresował i wytłumaczył ich ogromne znaczenie; a nikogo takiego nie było, bo ludzie nie studiowali nauk ścisłych. W Europie Zachodniej te rzeczy wyglądały inaczej.

Niestety, obawiam się, że obecna sytuacja w Polsce nie jest aż tak odmienna od XVIII-wiecznej. Co prawda różne testy przeprowadzane co parę lat w szkołach wskazują, że jeśli chodzi o matematykę, fizykę itp., to w porównaniu z innymi krajami jesteśmy na poziomie średnim, ale czy dzieci wynoszą ze szkół głód wiedzy? Wątpię. Oczywiście zdarzają się nauczyciele-pasjonaci, potrafiący zaciekawić młodzież, ale chyba nie ma ich zbyt wielu. Telewizja rządowa, mająca jakoby spełniać „misję”, też tego nie czyni. Programy popularnonaukowe, jeśli nawet się pojawiają, są spychane na margines ramówki. Z tego powodu zainteresowanie studiami na kierunkach ścisłych i technicznych jest znacznie mniejsze niż być powinno. Oto czternastka najbardziej popularnych kierunków (tzn. takich, na które wpłynęło najwięcej zgłoszeń kandydatów w trakcie rekrutacji w 2020 roku):

  1. Informatyka (33687)
  2. Psychologia (29239)
  3. Zarządzanie (25369)
  4. Prawo (19189)
  5. Kierunek lekarski (17660)
  6. Ekonomia (16708)
  7. Finanse i rachunkowość (13610)
  8. Filologia angielska (12475)
  9. Budownictwo (11867)
  10. Logistyka (9835)
  11. Administracja (9593)
  12. Biotechnologia (9079)
  13. Fizjoterapia (9017)
  14. Zarządzanie i inżynieria produkcji (8679)

(źródło: https://www.otouczelnie.pl/artykul/14488/Najpopularniejsze-kierunki-studiow-2021)

Cieszy pierwsze miejsce informatyki i wysoka pozycja medycyny, ale podejrzewam, że przyczyną ich popularności wcale nie było wzbudzenie pasji przez nauczycieli, lecz perspektywa wysokich zarobków (co oczywiście nie jest niczym złym). Czysto inżynierski kierunek – budownictwo – znalazł się dopiero na 9. miejscu. A gdzie elektronika, robotyka, mechanika, nie mówiąc już o fizyce czy chemii? Nasz kraj, aby się rozwijać, potrzebuje fachowców w tych dziedzinach! Jak bez nich mamy gonić uciekający świat?

Co i rusz najwięksi eurosceptycy rozdzierają tu szaty, że Unia Europejska chce jakoby doprowadzić do stanu, w którym Polska będzie wyłącznie rezerwuarem taniej siły roboczej. Nie wierzę, żeby taki był plan UE; obawiam się jednak, iż sami możemy zgotować sobie ten los. Jeżeli w Polsce nie będzie wysoko wykształconych fachowców w technice i naukach ścisłych, to jak będziemy mogli konkurować z innymi krajami? A jak, do prostytutki nędzy, mamy wykształcić takich fachowców, jeśli młodych ludzi nie zainteresuje się zdobywaniem wiedzy?...

Ale wiedza ścisła jest także potrzebna humanistom – przecież powinni wiedzieć, jakie są realne zagrożenia niesione przez współczesną cywilizację, a co jest szkodliwym mitem. Często ludzie ci szukają informacji w necie i dają wiarę absolutnym bzdurom, co nieraz widać po dyskusjach, jakie się pojawiają na S24. I nie należy się temu dziwić. Jeżeli szkoła nie dała solidnych podstaw, to jak mają odróżnić prawdę od fałszu?

A teraz na dodatek pojawił się minister Czarnek ze swym pomysłem reformy edukacji, który ma polegać na dodaniu kolejnych lekcji historii. Moim zdaniem istnieje obawa, że lekcje te mogą się okazać nie tyle rzetelną historią, co jakąś „polityką historyczną” (czyli de facto praniem mózgów). Ale gdyby nawet tak nie było, nadmiar historii w szkole, zamiast zachęcać do niej uczniów, może ją tylko obrzydzić.

Żeby była jasność: oczywiście, że wiedza historyczna jest ważna. Ja sam uwielbiam historię. W mojej biblioteczce połowę książek stanowią pozycje historyczne, od „Zapomnianego świata Sumerów” po „Ludzi Stalina”. Chodzi jednak o wyważenie proporcji. Dodanie dodatkowych godzin historii w szkołach musi skutkować zmniejszeniem liczby godzin matematyki, fizyki, chemii bądź biologii – inaczej uczniowie padną z przemęczenia. Czyli: jeżeli dojdzie do reformy proponowanej przez Czarnka, to nie dość, że sytuacja w nauczaniu przedmiotów ścisłych się nie poprawi – ona jeszcze się pogorszy!

Mam nadzieję, że pomysł Czarnka nie wejdzie w życie. Edukacja jest jak zegarek: bardzo łatwo ją popsuć, o wiele trudniej naprawić. Gdyby do takiej reformy doszło, młodzież być może będzie mieć wspaniałą „tożsamość narodową” (cokolwiek to znaczy), ale nie będzie przygotowana na wyzwania zmieniającego się błyskawicznie świata.

Piłsudski podobno powiedział kiedyś: „naród, który traci pamięć, przestaje być narodem”. Ja ośmielę się dodać: naród, który myśli wyłącznie o przeszłości, a w ogóle nie zastanawia się nad przyszłością, przestanie być narodem jeszcze szybciej. Kiedy prowadzisz samochód, musisz co chwila patrzeć w lusterka wsteczne, bo inaczej może cię coś rozjechać; ale jeżeli zwracasz uwagę jedynie na to, co się dzieje z tyłu, a zupełnie nie patrzysz wprzód, z całą pewnością błyskawicznie się o coś rozbijesz.

A jeśli chodzi o pytanie tytułowe, to moja odpowiedź jest taka. Nie, nie sądzę, żeby Polacy nie mieli zdolności do nauk ścisłych; niestety nie mieli zachęty, aby je rozwijać. Tak było kiedyś, ale tak jest i teraz. Na nasze nieszczęście.

Lubię to! Skomentuj44 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo