Kisiel Kisiel
823
BLOG

A. Wat Żyd Wieczny Tułacz – zakończenie

Kisiel Kisiel Kultura Obserwuj notkę 0

We wcześniejszych trzech notkach zamieściłem fragmenty opowiadania Wata, w których poznaliśmy chasyda Natana i jego możnego protektora barona Goulda. Natan za pieniądze swego opiekuna postanawia zorganizować świat na nowo. Żydom wyznacza przewodnią rolę w tym projekcie. Mają oni przejąć przywództwo nad Kościołem Katolickim, a tym samym nad całym cywilizowanym światem.
W podanych dziś rozdziałach Wat szkicuje przebieg tych procesów modernizacyjnych i ich skutki. Na skróty przebiega przez wieki. Przyszłość pod jego piórem jawi się jako powtórka z mrocznych dziejów średniowiecza, tyle że w groteskowym wydaniu. Mimo stylizowania narracji na język człowieka wiary, czuć, że pisze to człowiek o mentalności oświeceniowej, wierzący w takie hasła jak tolerancja, laicyzm, równość, tabula rasa. Według Wata postawa człowieka warunkowana jest przede wszystkim jego pozycją społeczną, okolicznościami, w których przyszło mu żyć, inaczej mówiąc - duchowa “nadbudowa” to pochodna warunków bytowania. Ta właśnie kwestia wydaje mi się u Wata najciekawsza, zwłaszcza, że wyprzedza on w tym względzie na gruncie ówczesnej polskiej literatury taką np. Nałkowską.

Pytanie, czy determinizm społeczny jest decydujący, jeśli chodzi o naszą świadomość, pozostaje do dziś w mocy. Sporo lat po II wojnie inny polski pisarz W. Gombrowicz tak pisał w tym kontekście o Żydach w Dzienniku:


“Nie podoba mi się w Żydach, gdy nie są na wysokości swego powołania. Ileż razy zdumiewało mnie, gdym w rozmowach, i to z rozumnymi Żydami, natrafiał na taką małostkowość w ocenie własnego losu. Dlaczego świat nie lubi Żydów? Ależ dlatego, że są zdolniejsi, mają pieniądze, stwarzają konkurencję. Dlaczego świat nie chce uznać, że Żyd to taki sam człowiek, jak inni? Ależ to kwestia propagandy, przesądów rasowych, oświecenia...
Gdy słyszę z ust tych ludzi, że naród żydowski jest jak inne, odczuwam to mniej więcej, jak gdybym słyszał Michała Anioła twierdzącego, że niczym od nikogo się nie różni, Szopena domagającego się “normalnego” życia, Beethovena, zapewniającego, że i on ma prawo do równości. Niestety! Ci, którym dano prawo do wyższości, nie mają prawa do równości.

Nie ma narodu bardziej oczywiście genialnego – i mówię to nie dlatego, że oni zawarli w sobie najważniejsze inspiracje świata, że co chwila wybuchają jakimś wiekopomnym nazwiskiem, że wycisnęli pieczęć swoją na dziejach. Geniusz żydowski jest oczywisty w samej swojej strukturze, to jest w tym, że podobnie jak genialnośc indywidualna, jest najściślej połączony z chorobą, upadkiem, poniżeniem. Genialny dlatego, że chory. Wyższy, gdyż poniżony. Twórczy, bo anormalny. Ten naród, jak Michał Anioł, Szopen, Beethoven jest dekadencją, która przetwarza się w twórczość I postęp. Ten naród nie ma łatwego dostępu do życia, jest w niezgodzie z życiem – dlatego staje się kulturą.
Nienawiść, pogarda, lęk, niechęć, jakie wzbudza w innych narodach ten naród, są z tego samego gatunku co uczucia, które wywoływał w wieśniakach niemieckich chory, głuchy, brudny, histeryczny, gestykulujący Beethoven podczas swoich przechadzek. Droga krzyżowa Żydostwa jest z natury swojej ta sama, co droga Szopena. Historia tego narodu jest tajną prowokacją, podobnie jak biografie wszystkich wielkich ludzi – prowokacją losu, ściąganiem na siebie wszystkich klęsk, jakie mogą przyczynić się do spełnienia misji... narodu wybranego. Jakie moce życia wywołały ten fakt straszliwy, nie wiadomo – ci, którzy są nim, którzy go stanowią, niech ani na chwilę się nie łudzą, że z tych przepaści zdołają wydostać się na gładką równinę.
I ciekawe, że życie choćby najpospolitszego, najzdrowszego Żyda, jest jednak zawsze, w pewnej mierze, życiem człowieka wybitnego: choć zdrowy, zwykły, niczym nie różniący się od innych, jest jednak odmienny i traktowany inaczej, musi być odosobniony, jest – choćby nie chciał – na marginesie. Więc można powiedzieć, że nawet przeciętny Żyd skazany jest na wielkość, dlatego jedynie, że jest Żydem.Nie tylko na wielkość. Jest skazany na samobójczą i rozpaczliwą walkę z własną formą, gdyż nie lubi siebie (jak Michał Anioł).
Więc tej grozy nie załatwicie, wyobrażając sobie, że jesteście “zwykli” i karmiąc się idylliczną zupką humanitaryzmu. Oby jednak walka z wami stała się mniej podła. Co do mnie – blask od was bijący nieraz mnie oświecił i wiele mam wam do zawdzięczenia.”
Dzienniki, Tom VII, s. 127-128


Jeśli Gombrowicz ma rację, pisząc na przykładzie Żydów, że każdy człowiek, a nawet nacja, ma swój nieuwarunkowany momentem historycznym LOS (tak zresztą wykładają to księgi biblijne), to oświeceniowe mniemanie o podstawowym wpływie środowiska na świadomość i życie człowieka bierze w łeb.

Wcześniejsze posty na ten temat:

http://kisiel.salon24.pl/103614,zyd-wieczny-tulacz-o-aleksandrze-wacie

http://kisiel.salon24.pl/103709,zyd-wieczny-tulacz-aleksander-wat

http://kisiel.salon24.pl/104354,zyd-wieczny-tulacz-rozdzial-3

A teraz ostatnie rozdziały opowiadania Żyd Wieczny Tułacz Aleksandra Wata.

 

                                4


 

Dziesięć lat później w Rzymie widywano coraz więcej księży o krogulczych nosach, o oczach zamglonych kosmiczną melancholią. W r. 1965 papieżem został Urban IX, niegdyś sekretarz barona Goulda, czyli Natan, talmudysta z Zebrzydowa. Rok ten rozpoczyna nowy okres historii ludzkości. Papież Urban IX zmobilizował Europę do wojny świętej z nadciągającą Azją. Ogromne hordy chińskie, zorganizowane przez apologetów Azji, Niemców i komunistów rosyjskich, ruszyły na podbój świata, niszcząc wszystko po drodze. Nawałnica mongolska została zatrzymana nad wschodnią granicą Polski. Rozstrzygająca bitwa toczyła się w pobliżu Zebrzydowa. Sam papież Urban IX stał na czele wojska. Po długiej walce zadał klęskę wojskom chińskim, które wycofały się, tracąc setki tysięcy zabitych i rannych. Europa była ocalona. Europa przeżywała okres niebywałej dotychczas egzaltacji. Papież był dyktatorem świata. Reformy ekonomiczne spoiły złamany kręgosłup Europy. Ubogie, odzwyczajone od luksusu społeczeństwa wróciły do prostoty, do komunistycznej gospodarki klasztorów. W r. 1985 baron Gould został kanonizowany. W połowie w. XXII nie było już księży pochodzenia nieżydowskiego. Już papież Jan XXIV zabronił klerowi małżeństw mieszanych z ludnością świecką, dzięki temu żydostwo zachowało czystość rasy. Panował niczym nie zakłócony pokój powszechny. Nic nie groziło nowemu ustrojowi. Wschód po klęsce na granicach Polski znów popadł w wielowiekowy letarg. Światło Watykanu budziło Amerykę z dna nihilizmu i destrukcji. Afryka dostarczała Kościołowi najwierniejszych synów. Wojska papieskie składały się z olbrzymich bojowników z |Senegalu, rozpłomienionych miłością do Chrystusa. Papiestwo było państwem uniwersalnym, największym w dziejach świata.


 

                               5


 

Nie licząc herezji, przemijających i szybko obumierających, nowy ustrój miał jednego przeciwnika – antysemitów. Woleli się wyprzeć katolicyzmu, niż pogodzić z Żydami. Antysemityzm stracił właściwe racje swego istnienia, przecież trwał mocą inercji dziejowej. Skupiał wszystkich malkontentów, wszystkie organizacje ateistyczne i antykatolickie żywioły. Organizowali się, podważając autorytet Kościoła, jego jedność, knując spiski i stanowiąc stałą groźbę dla wszechwładzy papiestwa. Zajmowali się naukami i handlem, zbierali bogactwa i torowali drogę odrodzenia kapitalizmu. Zaczął się okres prześladowań. W r. 2270 papież Pius XV ogłosił bullę, pierwsze z zarządzeń wymierzonych w antysemitów-antykatolików. Z biegiem lat nastąpiła separacja od społeczności katolickiej, zakaz zajmowania urzędów, pozbawienie praw obywatelskich, zamknęcie w gettach, rujnujące podatki, osobliwe ubiory. Na początku w. XXIV na czele antysemitów stanął Jan Ford, potomek starego rodu, w którym antysemityzm przechodził z ojca na syna. Zjednoczył rozrzucone i zakonspirowane gminy, wprowadził dyscyplinę organizacyjną i rozpoczął walkę o prawa i wolność dla swoich współideowców. Zbierając materiały do antyklerykalnej biografii papież Urbana IX (niegdyś talmudysty z Polski), pojechał do Zebrzydowa. W Zebrzydowie było błoto. W starym jeszybocie mieszkał Żyd, Abraham, jedyny chyba na całym świecie, który wyznawał jeszcze mozaizm. Był ostatnim, niestety, potomkiem rodu, który śród ogromnego chrześcijańskiego świata zachował religię swych praojców. Jego ojciec, aby ród wiernych na nim nie wygasł, zrodził Abrahama z własnej siostry, aliści wiekuisty odmówił Abrahamowi płci. Czyżby pragnął, aby wiara żydowska zniknęła z oblicza ziemi? Niezbadane są Jego wyroki.

Jan Ford znalazł w jeszybocie stare, pożółkłe księgi. Abraham nauczył go hebrajskiego i aramejskiego. Wtajemniczył go w mądrość starej kultury, której był jedynym już strażnikiem na ziemi. Przed Janem odsłaniała się wzniosła mądrość Miszny, dialektyka Gemary, gwiaździsta mistyka Kabały. Zwitek Tory rozwijał się w niebo ugwieżdżone pismem Bożym.

W “Dziejach Żydów w wiekach średnich” Jan Ford odkrył dokładną prefigurację prześladowań, jakie teraz znosili jego bracia. Wzruszyły go te analogie historyczne. W mozaizmie znalazł wzniosłą, surową, abstrakcyjną religię rzeczywistego życia, w przeciwieństwie do idealizmu chrześcijaństwa, które pragnąc się oprzeć na granicznych wartościach absolutnego dobra i absolutnego zła w istocie pobłaża bezwładowi ludzkiej natury. W religii trzeźwej realności Jan Ford znajduje oto upragniony, a tak brakujący jego braciom kult, który uwieńczy ich odrębność i zapełni pustkę.

W r. 2320 antysemici-antykatolicy z Janem Fordem na czele przyjęli judaizm. Szukali starych, zagrzebanych ksiąg, budowali bożnice, zakładali szkoły, restaurowali obyczaj I wiarę hebrajską.

Zaniepokojony Watykan odpowiedział wskrzeszeniem świętej inkwizycji. W r. 2362 papież Sykstus XV mianował swego spowiednika, mnicha o gołębim sercu, fanatyka wiary, wielkim inkwizytorem. To on pierwszy rozpalił stosy w Hiszpanii, we Francji, w Italii, w Niemczech. Konfiskowano starozakonnym antysemitom majątki, palono księgi i ludzi.

Tak prześladowca stał się prześladowanym, a prześladowany prześladowcą.

Tak w imię Chrystusa Izrael mścił się na wrogach swoich.


 

                             6


 

Minął w. XXV, ostatni wiek władzy świeckiej papiestwa. Marazm zasklepionego w sobie dogmatyzmu, rozkład i upadek kleru, prądy rewolucyjne i krytyczne budzącej się Europy, emancypacja nauki, rozwój kapitalizmu, odrodzenie świeckiej cywilizacji z w. XV-XX, rozpoczynają nowy okres dziejów. Katolicyzm przestaje odgrywać rolę historyczną. Nad starą Europą znów zaszumiały burze, zaświtała jutrzenka wolności. Antysemici-starozakonni powoli odzyskiwali prawa obywatelskie i budzili się ze strasznego snu getta, z wieków nieszczęść.

W r. 2900 w Zebrzydowie było błoto, wielowiekowe, nieśmiertelne błoto zebrzydowskie. W starym jeszybocie, pamiętającym jeszcze kule Chmielnickiego, najzdolniejszym uczniem był Natan, sierota, który stracił rodziców w pogromie. Pewnego wieczoru Natan po wyjściu z bóżnicy zobaczył przed sobą oddalająca się postać. Wydało mu się, że to reb Mordche, a że go szukał, żeby zasięgnąć jego wskazówek w jakiejś zawiłej kwestii talmudycznej, więc pobiegł za nim wołając: “Rebe! Rebe!”. Domniemany rebe odwrócił się i Natan z przerażeniem zamiast lnianowłosego, niebieskookiego rebego zobaczył żółtaczkowatą, piegowatą twarz proboszcza, o sępim nosie, o oczach zamglonych kosmiczną melancholią.


 

1925 r.

Kisiel
O mnie Kisiel

linki do książki FYMa Czerwona strona księżyca: fymreport.polis2008.pl 65,2 MB 88 MB ebook 147 MB Zwolennikom Platformy i Komorowskiego Jestem poetą. To znaczy nazywam rzeczy imieniem: na świat mówię - świat, na kraj - Ojczyzna, czasem mówię chmurnie na durniów - durnie.   Tadeusz Borowski Kiedy jednak długi szereg nadużyć i uzurpacji, zmierzających stale w tym samym kierunku, zdradza zamiar wprowadzenia władzy absolutnej i despotycznej, to słusznym i ludzkim prawem, i obowiązkiem jest odrzucenie takiego rządu oraz stworzenie nowej straży dla własnego przyszłego bezpieczeństwa. Deklaracja Niepodległości Stanów Zjednoczonych Być może kiedyś będę zmuszony pragnąć klęski mego państwa, a to w przypadku, gdy przestanie całkowicie zasługiwać na dalsze trwanie, gdy nie może już być żadną miarą uznane za państwo sprawiedliwości i prawa - krótko mówiąc, gdy zaprzeczy swej naturze państwa. Ale taka decyzja jest decyzją przerażającą; nosi ona nazwę "obowiązku zdrady." Paul Ricoeur "Państwo i przemoc" kontakt: okolice@o2.pl   Discover the playlist Asa with Asa NAJWIĘKSZY TEATR ŚWIATA Siedzę na twardym krześle W największym świata teatrze Patrzę i oczom nie wierzę Nie wierzę, ale patrzę Przede mną mroczna scena Nade mną wielka kurtyna A przedstawienie zaraz się zacznie Codziennie się zaczyna Tragiczni komedianci Od tylu lat ci sami Niepowtarzalne stworzą kreacje Zamieniając się znowu rolami Ten, który dziś gra króla Do wczoraj nosił halabardę A jutro będzie tylko błaznem Prawa tej sceny są twarde Premiera za premierą Pomysłów nie zabraknie Publiczność zna ich wszystkie sztuczki A jednak cudów łaknie Po każdej plajcie antrakt A po nim znów premiera I jeszcze większa plajta A teatr nie umiera Siedzę na twardym krześle w największym świata teatrze Patrzę i oczom nie wierzę Nie wierzę, ale patrzę A obok mnie w milczącym tłumie w cieniu tej wielkiej sceny Artyści cisi i prawdziwi Artyści niespełnieni Nie zagram w tym teatrze Nie przyjmę żadnej roli. A serce, a co z sercem A niech tam sobie boli I każdy nowy sezon Niech będzie jak pokuta Stąd przecież wyjść nie można Więc siedzę jak przykuta Do tego właśnie miejsca W największym świata teatrze. Patrzę i oczom nie wierzę Nie wierzę, ale patrzę Pode mną smutna ziemia Nade mną nieba kurtyna Więc czekam aż Reżyser Niebieski Ogłosi wielki finał. Nie wierzę, ale patrzę

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura