Weekend, więc może nie o polityce.
Odwiedziłem wczoraj znajomych. Mężczyznę i kobietę – oboje przed czterdziestką. Nie są małżeństwem. Nie łączy ich ani seks ani uczucie. Mieszkają razem, bo tak taniej.
Kiedy rozmowa zeszła na sprawy małżeńskie, znajoma oświadczyła, że małżeństwo się kończy, gdy zaczyna dominować nuda. Na co ja, że małżeństwo, zdaje się, to nie cyrk, a mężczyzna to nie małpa. W odpowiedzi usłyszałem: kobieta partnerowi nudy nie wybacza. Więc ja na to: nie partnerowi, tylko mężowi, a poza tym mam pytanie, czy ta zasada obowiązuje również w drugą stronę? No, to już była obraza majestatu, znajoma postanowiła wyjść na papierosa i tylko w przelocie rzuciła: różnica zdań między nami wynika z przynależności do różnych pokoleń (nie wypominając kobiecie lat, jakie to może mieć znaczenie, gdy oboje jesteśmy już w wieku pochrystusowym :). Może to bardziej sprawa wyznawanego systemu wartości, a nie różnicy pokoleń – odrzekłem, ale kontynuacji rozmowy już się nie doczekałem.
Zgoda, jestem starym zgredem i upierdasem. Nie zgadzam się np. z tak powszechnym dziś stanowiskiem, że każdy ma swoje racje (czytaj: swoją prawdę) i uparcie staram się w rozmowie drążyć temat, by ustalić, jaka jest prawda w istocie (choćby na poziomie faktów), co zostaje najczęściej odczytane jako próba narzucenia własnego stanowiska i oczywiście, a jakże, jako akt nietolerancji. W naszych "tolerancyjnych" czasach takie zachowanie utożsamiane jest z faszyzmem, antysemityzmem i rasizmem razem wziętymi, toteż budzi wśród czytelników "Wysokich obcasów" oraz dodatku "Europa" słuszne pragnienie przywrócenia kary śmierci.
Ale wróćmy do mojej znajomej. Szczerze mówiąc, przyznałem jej w duchu rację, że jesteśmy z innych światów i że wynika to z przynależności do dwóch różnych pokoleń. Ona dorastała już w tzw. wolnej Polsce, ja natomiast w epoce Gierka. Jej świat to zapewne autorytety typu: Magdalena Środa, Kazia Szczuka, Kinga Dunin oraz przystawki – Majewski, Wojewódzki, plus te dwa wesołki z Teraz Kurde MY. O guru Owsiaku nie wspomnę. Ja natomiast miałem dwie osoby, które były i pozostały dla mnie ważne: swoją mamę i Jana Pawła II.
No, ale co z nudą jako ponoć podstawową przyczyną rozpadu małżeństwa? Słyszałem taką opinię wielokrotnie i za każdym razem od kobiety, więc może coś jest na rzeczy?:). Rolex z FYMem i z kilkoma innymi blogerami przerzucali się jakiś czas temu bon motami na temat księżniczek, które zamieniły się w żaby. Wyczułem za tym żartobliwym tonem głos zranionych i rozczarowanych mężczyzn. Sprawa jest więc może poważniejsza, niż męska strona to artykułuje. Coś między mężczyzną i kobietą nie gra i to chyba nie od dziś. Taki Sokrates na przykład uważał, że prawdziwa przyjaźń (i miłość też) jest możliwa tylko między mężczyznami, no ale on miał w chacie nieziemską heterę, więc nie dziwota, że wolał z wykształconymi, młodymi i urodziwymi ateńczykami dyskutować na tematy zasadnicze i delektować się winiaczami. Z drugiej strony należy zrozumieć również jego małżonkę Ksantypę, która jak to kobita chciała mieć zapewne robotnego chłopa, a nie pedzia i mędrka demoralizującego młodzież.
W literaturze czy w filmie spotkać się niekiedy możemy z przedstawieniem odczarowania ukochanego mężczyzny. Taka np. Anna Karenina zauważyła pewnego dnia (po poznaniu innego mężczyzny), że jej mąż ma odstające uszy. Podobnie u Bergmana, chyba w "Tam, gdzie rosną poziomki", bohaterka filmu budzi się któregoś ranka i stwierdza, że nic jej nie łączy z mężczyzną, z którym spędziła wiele lat. Nie zostało nic. Jest tylko dojmująca pustka. Moja znajoma, inna niż ta od nudy i partnerów, zwierzyła mi się kiedyś, że przez wiele lat małżeństwa nie mogła dojść do ładu ze swoim menem i dopiero po lekturze książki "Kobiety są z Wenus, a mężczyźni z Marsa", czy coś w tym rodzaju, zrozumieli oboje, że konstrukcja psychiczna kobiety i mężczyny jest zupełnie odmienna. Mężczyzna oczekuje zupełnie czegoś innego niż kobieta i inaczej od niej reaguje.
Nie wiem, na czym polega ta różnica według wspomnianej książki, bo jej nie czytałem, ale spróbuję w oparciu o własne doświadczenie i obserwacje sformułować parę uwag i wniosków na ten temat.
Nazwę to, co myślę o motywach kobiet nieco naturalistycznie i brutalnie, otóż według mnie kobiety kierują się przede wszystkim instynktem samiczym – szukają samca, który da gwarancje prokreacji i wychowania młodych, czego wykładnikiem jest przede wszystkim poczucie stabilności, czyli trwanie rodziny na przyzwoitym poziomie materialnym. To oczekiwanie dopełniane jest przez kolejne, równorzędne, o charakterze symbolicznym – kobieta potrzebuje częstych znaków wyrażających emocje świadczące o tym, że jest dla swojego mężczyzny ważna. Mogą to być kwiaty, prezenty, czułe słowa, gesty, erotyka, słowem wszystko co jest oznaką uczuć. Dodałbym również, że kobieta godzi się na bycie "cieniem" mężczyzny, kiedy go intensywnie kocha, a kocha zwłaszcza wtedy, gdy mężczyzna ma odpowiednią pozycję, jakkolwiek by tego nie rozumieć. Kobieta czuje się wówczas dowartościowana, bo może świecić światłem odbitym, vide Jola Beza.
A czego potrzebuje mężczyzna? Moim zdaniem dwóch rzeczy – wierności kobiety, chce bowiem mieć pewność, że tyra na swoje młode i trochę oddechu, czyli by szanowna małżonka nie zajeździła go na śmierć, by nie dramatyzowała, kiedy się nieco spóźni po pracy, czy gdy zapomni wynieść śmieci, albo gdy nie pocałuje małżonki na przywitanie. Żonaci często śmieją się z siebie, że mogą zrobić wszystko – posprzątać, zrobić obiad, opłacić żonie wczasy, taki mają długi łańcuch. I jest to, ma się rozumieć, śmiech przez łzy.
Czy jest możliwy zatem związek mężczyzny i kobiety, który spełni i pogodzi te oczekiwania, czyli taki, który pozwoli przetrwać małżeństwu z zachowaniem bliskości dwojga decydujących się przeżyć wspólne życie osób? Życie pokazuje, że to się zdarza, pod jednym wszakże warunkiem, że spotka się dwoje dojrzałych, mądrych ludzi.
A nuda? Nuda to stan ludzi żyjących bez pasji, a w takiej sytuacji żaden drugi człowiek nie pomoże, bo jest traktowany jako coś, co ma wypełnić wewnętrzną pustkę. To stan bohaterów Witkacego, którzy chcieli żreć do pierwszego rzygu i ichnie dziwki deflorować. Stan ludzi żyjących w krótkim, doczesnym dystansie, poza którym jest wyłącznie porażająca ich nicość.



Komentarze
Pokaż komentarze (46)