Moja znajoma, prawniczka, kiedyś studentka Lecha Kaczyńskiego, a w ostatnich latach osoba raczej krytyczna wobec braci Kaczyńskich i PiSu, zrelacjonowała mi interesującą rozmowę, którą miała kilka dni temu. Otóż w ramach obowiązków służbowych spotkała się z dwoma oficerami lotnictwa, generałem i pułkownikiem. W trakcie rozmowy zeszli m.in. na temat ostatnich dramatycznych wydarzeń pod Smoleńskiem. Okazało się, że lotnicy znali dowódcę prezydenckiego samolotu i według ich opinii był to jeden z najlepszych polskich pilotów. Ponadto kategorycznie stwierdzili, ze wykluczają błąd załogi samolotu. Więcej nie chcieli powiedzieć, ale myślę, że te dwie ich uwagi powinny dać nam do myślenia. W końcu nie byle kto je wygłosił.
P.S.
1. " Biegliśmy. Chcieliśmy wyciągać ofiary, jednak nikogo nie mogliśmy znaleźć- relacjonuje pierwsze chwile po katastrofie ambasador RP w Rosji Jerzy Bahr, który był pierwszym urzędnikiem państwowym, który w świat przesłał wiadomość o katastrofie pod Smoleńskiem."
To kolejna osoba, która twierdzi, że na miejscu wypadku nie było ciał ofiar. I to akurat bardzo wiarygodna, dodajmy. Warto obejrzeć uważnie dwa filmy z miejsca katastrofy - polskiego montażysty telewizyjnego i jakiegoś przypadkowego Rosjanina, na żadnym z filmów nie widać ofiar. A zaraz po wypadku oznajmiono publicznie, że znaleziono wszystkich i nikt nie przezył. Dziś wiemy, że nadal szuka się ciał pasażerów prezydenckiego samolotu.
Zwróćmy też uwagę na filmach, że nie ma legendarnej mgły.
2. Proszę obejrzeć zdjęcie przedstawiające miejsce tragedii. Dlaczego polski samolot leciał w zupełnie innym kierunku niż pas lotniska? (pomarańczowa linia to kierunek upadku polskiego samolotu) Moim zdaniem odmówiły posłuszeństwa stery, tak jakby coś je zablokowało.






Komentarze
Pokaż komentarze (57)