To ciekawe, że ci, którym przez lata nie przeszkadzał na stanowisku prezydenta notoryczny pijak, którzy nawet nie zająknęli się na wieść o alkoholowych i narkotykowych problemach młodego Donalda, dziś ujadają na prezydenta Lecha Kaczyńskiego, którego nigdy nietrzeźwego nie widzieli.
Dziennik podaje, ile w której instytucji państwowej się wódy żłopie za nasze pieniądze. I tak w czołówce jest ministerstwo Schetyny, w którym wydano na chlanie 104 tysiące złotych w 2008 roku. U Radka w emeszecie wali się znacznie więcej, ale jakoś doliczyć się nie mogą i nie ujawniają. Poza tym tłumaczą się, że alkohol to narzędzie pracy dyplomatów :). W kancelarii Tuska z kolei wydano 70 tysięcy, choć przepito ponoć tylko „większą połowę”.
I jak na tym tle wygląda Kancelaria Prezydenta. Otóż, jak wylicza Dziennik, w ciągu dwóch ostatnich miesięcy wydano tam na alkohol 3 tysiące złotych. O te 3 tysiące na alkoholowe „małpki” czepia się Palikot. A to jest 1,5 tysiąca miesięcznie, czyli zaledwie 18 tysięcy złotych rocznie.
Jestem pewien, że gdyby sprawdzić, ile pili za państwowe pieniądze politycy i urzędnicy np. w latach dziewięćdziesiątych, bylibyśmy zszokowani. No, ale wtedy nie było zapotrzebowania na medialną rąbankę tego rodzaju. Gdy prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Aleksander Kwaśniewski zapił w Brześciu nad Bugiem z Łukaszenką, to dziennikarze stołeczni, wracając wspólnie busem do Warszawy, umówili się, że pisać o tym nie będą, bo to zaszkodzi majestatowi najwyższego urzędu Rzeczypospolitej. Nie pijak zaszkodzi, tylko ujawnienie tego! To samo było, gdy Olek owijał się we flagę w budynku ONZu w New Yorku. Prasa amerykańska się zaśmiewała, u nas panowało grobowe milczenie. Identycznie zachowali się nasi żurnaliści również w wielu innych przypadkach pijackich wyczynów naszego magistra prezydenta, np. gdy wywalił w czasie dwudziestominutowego lotu z prezydentem Niemiec na Westerplatte trzy drinasy (prezydent Niemiec ani łyka nie przyjął). Albo gdy zataczał się pijany po grobach żołnierzy polskich na cmentarzu w Charkowie. Wszędzie go obśmiewano niczym Jelcyna, tylko nie u nas. U nas schlebiano: mąż stanu musi się odstresować. A córeczka: tata alkoholu do ust nie bierze, zapewniała. To samo Jola Beza.
Gdzieżeście wtedy byli „rejtanie” Paliknocie i ty nasz salonowy ubeku ziggi?
I dla przypomnienia taki smaczek o naszym europejskim mędrcu:
„Internowany w złotej klatce
Nawiązując do internowania Wałęsy: w zaistniałej sytuacji cieszył się on
podejrzanie wyjątkowymi przywilejami. Jakby się znalazł niemal w złotej
klatce.. Z dokumentów, jakie są w posiadaniu Instytutu Pamięci Narodowej,
można się dowiedzieć m.in. o tym, że żona Wałęsy miała możliwość odwiedzania
go z dziećmi w dowolnym terminie. Koszty pobytu rodziny pokrywało państwo.
Wałęsa mógł uprawiać sporty, łowić ryby, oglądać telewizję.
Inny przywilej dotyczył zaspokajania przez SB jego potrzeb konsumpcyjnych.
Przez cały okres internowania dostarczane mu były artykuły z tzw. Bazy
Zaopatrzenia Specjalnego. W ciągu 7 miesięcy Wałęsa "zaliczył" samotnie lub w towarzystwie osób go odwiedzających następujące dobra konsumpcyjne: 85 butelek wódki, 35 butelek wina, 29 butelek koniaku i winiaku, 42 butelki szampana, 512 butelek piwa. Dochodzi 638 paczek papierosów, a na liście frykasów figurują wędliny, ciastka itp. Jakież bogactwo wiktuałów w porównaniu ze zwykłym chlebem, wodnistymi zupkami i makaronowymi daniami, jakie stanowiły menu internowanego Prymasa Wyszyńskiego, a także warunkami, w jakich przebywali działacze "S" w obozach dla internowanych... Reżim zdawał się okazywać Wałęsie wdzięczność i pewnie wiedział, za co.
http://freeyourmind.salon24.pl/74188,index.html
http://wiadomosci.onet.pl/1956473,11,item.html




Komentarze
Pokaż komentarze (1)