Krzysztof Mączkowski Krzysztof Mączkowski
36
BLOG

O życiu z głębokim uczuciem, czyli "Kreta. Wyspa labiryntów" Marty Guzowskiej

Krzysztof Mączkowski Krzysztof Mączkowski Kultura Obserwuj notkę 19
Jeśli nie chcesz zakochać się w Krecie, nie czytaj. A jak przeczytasz, nie broń się przed uczuciem...

Jest to taka opowieść o Krecie, że jeśli ktoś tam nie był – zapragnie zapewne tam się pojawić; ktoś kto był – zapragnie tam powrócić; jeśli ktoś tam leci – marzy o tym, by czas do wylotu biegł nieco szybciej. Wszystko dzięki żywiołowej opowieści Marty Guzowskiej, która sama o sobie mówi, że – poza byciem archeolożką i pisarką – jest także „maniaczką Krety”.

„Kreta. Wyspa labiryntów” wymyka się jakimkolwiek próbom kwalifikacji. Nie jest to przewodnik, choć Guzowska bardzo obrazowo opisuje wyspiarskie atrakcje. Nie jest to suchy reportaż, bo za dużo tu ciepła, intymności, piękna, zachwytów i wyraźnie wyczuwalnej miłości do wyspy. Nie jest to książka historyczna, chociaż – niech mnie wiatr kreteński smaga – bardzo dużo tu niezwykle zwięzłych opowieści o niezwykle skomplikowanej historii Krety. Nie jest to podręcznik po historii sztuki Krety, ale tyle tu wspaniałych, zakrapianych humorem, opowieści, że aż chce się je wszystkie zobaczyć na własne oczy.

I właśnie ten humor wciąga w opowieść, potęguje zainteresowanie czymkolwiek związanego z Kretą – i nieważne czy jest to historia, mitologia, „opowieść dnia codziennego”, czy przykładowy dziennik z pracy archeologa. Bo „Kreta to stan umysłu bardziej niż jakiekolwiek inne znane mi miejsce”.

Co tam takiego fascynującego, na Krecie, i w książce? Wszystko. Język i sposób narracji Autorki i fenomen wyspy, jej historii i kultury. Wszystko to Kreta zawdzięcza zapewne położeniu, bo Kreta ma dobrą lokalizację: „Najlepszą z możliwych: pomiędzy lądem greckim, Cykladami, Afryką a wybrzeżem Lewantu. Dostatecznie blisko, żeby pozostawać w kontakcie, i na tyle daleko, by nie pokłócić się z sąsiadami”.

W historii położenie było też przekleństwem – w trakcie wojen, od zarania dziejów, wyspa leżąca w strategicznym dla operacji wojskowych i handlowych miejscu była łakomym kąskiem dla agresorów wszelkiej maści. A było ich tu na wyspie mnóstwo. „Zanim Elefterios Wenizelos doprowadził do niepodległości Krety i przyłączenia jej do Grecji, powstania na wyspie wybuchały tak regularnie, że można było według nich nastawiać zegarki”. I w takich warunkach radzenia sobie z obcymi najeźdźcami ukształtowała się mentalności Kreteńczyków – dobra dla rodziny, przyjaciół i każdego szczerze zainteresowanego Kretą przybysza, a bezwzględna dla wrogów i obojętna dla bezmyślnych turystów.

Marta Guzowska mistrzowsko oddaje klimat – przyrodniczy, kulturowy i mentalny – Krety i jej mieszkańców. Gdy przeczytacie o jej kursie promem i lądowaniu w jednym z portów, to jakbyście sami tam się pojawili. Czuć ciepło wschodzącego słońce, zapachy targowisk i portowego smrodu. Czuć, co dziwne, kreteńskie kolory! („Kreta nie jest biało-niebieska! To nie Santoryn (wyspa tak turystyczna, że warto ją odwiedzać wyłącznie zimą) ani Mykonos (wyspa tak turystyczna, że w ogóle nie warto jej odwiedzać. Wiele osób uważa, że wszystkie greckie wyspy to jeden pies, ale nic bardziej mylnego. Każda jest inna…”).

Jest tu dużo praktycznych informacji, podanych w niesztampowy sposób: „Jeśli jednak rozpoczyna się podróż nie w dużym mieście, lecz w którejś z leżących na trasie K.T.E.L (linie autobusowe – wyjaśnienie KM) wsi, pewna trudność polega na obliczeniu, kiedy autobus przyjedzie, ponieważ nie istnieje na Krecie rozkład jazdy, który podawałby godziny dla małych przystanków. Może to i słusznie, bo inaczej na firmę spadłyby wielka odpowiedzialność i zobowiązanie. Bo co, jeśli jakiemuś dziecku zachce się siusiu? Albo złapiemy gumę? A jeśli ktoś inny złapie gumę i trzeba będzie pomóc – albo przynajmniej zatrzymać się, że się poprzyglądać?”.

Innymi słowy, lepiej dla delikwenta chcącego skorzystać z usług komunikacji publicznej, by samemu sobie skalkulować możliwą godzinę przyjazdu w miejsce, znając godzinę startu z pierwszego przystanku, ale i tak warto od otrzymanego wyniku odjąć pół godziny, „na wypadek, gdyby kierowca się sprężył”. Krótko mówiąc zawsze warto na samym przystanku pojawić się z pół godziny wcześniej. Ot, co.

Kreta w tym swoim pięknie jest również niebezpieczna, bo „kradnie duszę wszystkim, którzy na niej mieszkają”. Potwierdzają to rozmówcy, z którymi Autorka rozmawia, i ona sama, jak już wcześniej pisałem, bardzo wyspą zafascynowana. A jak wiadomo, ktoś zafascynowany nie jest obiektywny. Ale Kreta nie potrzebuje obiektywizmu! 

Ktoś, kto ma szansę przeczytać tę książkę przed wyjazdem na Kretę ma szansę swoje wakacje – dzięki tej lekturze – rozpocząć kilka dni wcześniej robiąc sobie ogromny apetyt na to, co zobaczy tam na miejscu; albo też wydłużyć wakacje po powrocie, przywołując stronicami tej książki wspomnienia – te najświeższe, i te sprzed kilku lat. 

Marta Guzowska to czarodziejka, a książka to jej różdżka. Pomocnikiem tej czarodziejki jest Milan Pinter, syn i Autor przepięknych fotografii, kolejnych brylantów tej książki. 


Marta Guzowska, Kreta. Wyspa labiryntów, Wyd. Wielka Litera, Warszawa 2026




Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (19)

Inne tematy w dziale Kultura